Powołani do znoszenia przeciwności w duchu miłości – dzień skupienia w seminarium

26 stycznia 2019 roku, we wspomnienie liturgiczne biskupów Tytusa i Tymoteusza, wspólnota seminaryjna i junioratu przeżyła w Tuchowie dzień skupienia. Czas ten odbywał się pod hasłem: Powołani do znoszenia przeciwności w duchu miłości. Prowadzącym rozważania i medytacje dla braci był o. Bogdan Nieć, redemptorysta z Tuchowa.

Ten piękny czas rozpoczął się już piątkowym wieczorem, kiedy to młodzież zakonna mogła adorować Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie. Warto zauważyć, że dzień skupienia przypadł podczas sesji egzaminacyjnej dla braci kleryków, zatem koncentrowali się oni nie tylko na teorii poznawania tajemnic Bożych ale także – przez realne spotkanie z Jezusem – mogli praktycznie i aktywnie je odkrywać.

Podczas konferencji prowadzący skoncentrował swoją uwagę na ważnym zagadnieniu – powołaniu. Przed południem o. Bogdan zbudował refleksję opartą na własnym doświadczeniu powołania. Opowiedział świadectwo z czasów swojej młodości oraz towarzyszące mu wydarzenia w rozpoznawaniu Bożego głosu. Zwrócił uwagę, że Pan mówi do nas przez doświadczenia życiowe; podkreślił, że często to, co nazywamy „przypadkiem” jest tak naprawdę jakimś szeptem i wskazówką, które można – choć nie zawsze się udaje – rozpoznać. O. Bogdan podzielił się także tym, co zaskoczyło jego samego, gdy po raz pierwszy uczestniczył w rekolekcjach powołaniowych u redemptorystów. Była to otwartość i normalność, której nawet sam się nie spodziewał. Bracia profesi żywo zasłuchali się w opowiadaną historię, której wielu wcześniej nie znało. Było to bowiem dla samego prowadzącego nowe doświadczenie – pierwszy dzień skupienia, który mógł poprowadzić we wspólnocie najmłodszych braci w Tuchowie.

Na homilii o. Bogdan nawiązał do przeczytanych podczas liturgii słów Ewangelii: proście więc Pana żniwa, aby wyprawił robotników na żniwo swoje. Zapewniał, że droga powołania zakonnego i kapłańskiego nie jest prosta i można napotkać na niej wiele trudności. Te wydarzenia wymagają od zakonnika i księdza dużo „twardości”. Otuchy natomiast dodają chwile, kiedy Słowo Boże dociera do ludzkich serc i przemienia je. Zapewniał, że mimo wszystko warto iść po drodze tego powołania, gdyż apostołowi zawsze towarzyszy Boża radość, nawet pomimo trudów i niepokojów.

W czasie drugiej konferencji prowadzący pouczał, czym jest miłość. Zwracał uwagę, że miłość jest bezinteresowna, zdolna do dźwigania własnego krzyża i krzyża swoich bliźnich, nie oczekująca zapłaty i odwzajemnienia. Cenną uwagą było także to, że aby wzrastać w cnocie miłości, trzeba dbać o zachowanie łaski uświęcającej, gdyż grzech niszczy miłość. Do rozwoju największej z cnót przyczynia się także kształtowanie własnego charakteru i zdolność do poświęcenia siebie dla innych, umiejętność abnegacji. O. Bogdan podkreślił, że istnieje także niebezpieczeństwo zbytniej koncentracji na sobie – na walce o wolny czas dla siebie i postawy „mnie się należy”.

Na zakończenie o. Bogdan zachęcił nas do wytrwania w powołaniu mówiąc, że praca zakonników i księży jest potrzebna i piękna. Zaproponował także odmawianie Litanii do Najświętszej Krwi Chrystusa, jako broń do walki z pokusami Złego i wzrastaniu w duchu miłości. Tą modlitwą zakończyliśmy ostatnią konferencję.

Po całym dniu skupienia spotkaliśmy się wspólnie w Piwnicach, aby ucieszyć się powrotem braci, którzy byli na półrocznych zagranicznych praktykach duszpasterskich. Mieliśmy okazję wysłuchać opowieści o tym, jak wygląda praca redemptorystów w innych krajach oraz świętować powrót do Tuchowa całej wspólnoty seminaryjnej.

Marcin Wojdan CSsR

Boże Narodzenie w klasztorze

Wielu pewnie dużo by dało, żeby przeżyć święta w klasztorze. W dzisiejszym rozbieganym świecie potrzebujemy chwili ciszy, zatrzymania, chwili spotkania z Bogiem.

Klasztor powinien być takim miejscem. Powinien dawać sposobność do pogłębienia wiary. Czy łatwiej jest przeżyć święta w takim miejscu? Czy Bóg staje się bardziej bliski gdy jest się pośród zakonników? Czy Boże Narodzenie łatwiej zrozumieć gdy przebywa się w murach będących świadkami modlitw już pewnie tysięcy konsekrowanych?

Odpowiedź na te pytania trzeba dać z pewnością pozytywną. Warto jednak doprecyzować, że samo „miejsce” nie załatwia wszystkiego. Potrzeba bowiem odpowiedniego nastawienia serca i umysłu, aby Nowonarodzony stał się rzeczywiście obecny w sercu każdego człowieka.

Bycie w klasztorze może pomóc odnaleźć w sobie tę zdolność otwartości na Boga. Przykładem jest chociażby rozmowa, którą mimochodem odbyłem z jednym z ojców. Podczas, gdy sprzątałem jedno z pomieszczeń naszego domu, zagadnął mnie i zapytał jak idą przygotowania. Odparłem, że dobrze, lecz że jest jeszcze kilka rzeczy do zrobienia. Na co on odparł, żeby się nie martwić, bo nie to jest najważniejsze i żebym nie zapomniał, po co to wszystko. Potem ubrał kurtkę i poszedł na dyżur do konfesjonału. Był to dla mnie ważny dialog, ponieważ rzeczywiście pomógł mi skupić się na tym, co jest najistotniejsze w okresie Świąt Bożego Narodzenia.

Klasztor jest więc o tyle dobrym miejscem na przeżycie świąt, o ile jest on wypełniony wierzącymi ludźmi. Wszędzie można zapomnieć o tym, po co są te wyjątkowe dni pod koniec roku. Mimo że Bóg narodził się bez względu na naszą wiarę w Niego, to jej fakt nie jest dla Niego obojętny w momencie, gdy idzie o nasze Zbawienie. Dlaczego? Ponieważ Narodzenie będąc znakiem Odkupienia, które dokonuje się przez Jezusa potrzebuje naszej wiary. Potrzebuje o tyle, o ile Odkupienie właśnie „różni się” od Zbawienia.

Jaka jest różnica? Otóż w tym sensie Odkupienie jest faktem, który swoimi skutkami dotyka każdego człowieka. Zbawienie natomiast zakłada (w swej istocie) aktywny udział poszczególnych osób (jest uzależnione od współpracy z łaską Bożą). Mówiąc krótko odkupieni jesteśmy wszyscy (przez Jezusa,) natomiast Zbawienia dostępują Ci, którzy w akcie wiary przyjmują Odkupienie (czyli poniekąd Jezusa). Jak te rozważania mają się do przeżywania świąt w klasztorze? Odpowiedź jest prosta. Łatwiej jest dostrzec w środowisku ludzi wierzących potrzebę wejścia w zbawczy dialog z Bogiem, który staje się możliwy dzięki Wcieleniu.

Dzięki temu zatem, że klasztor i jego mieszkańcy pomagają uświadomić sobie, co jest najważniejsze w święta, nasze seminaryjne przeżywanie tych dni jest piękne i zapadające głęboko w serce. Wszystkie zwyczaje (tj. łamanie się opłatkiem, wspólna wigilia, śpiewanie kolęd) stają się sensowne, bo pomagają zrozumieć potrzebę budowania międzyosobowych relacji. Pozwalają dostrzec ich urok i ważność. Równocześnie uświadamiają nam, że na ich kształt budujemy relację z Bogiem (por. 1J 4, 20).

Na koniec chcę dodać, że w tym roku nasz wieczór wigilijny oprócz wszystkich tradycyjnych punktów, zawierał jeden, wyjątkowy. Mowa o medytacji wigilijnej, której treść osnuta była wokół myśli, że „Cicha Noc jest dla Wielkiej Nocy”. Teksty, które prowadziły uczestników zawierały fragmenty poezji św. Jana od Krzyża i św. Teresy z Avila na temat Wcielenia. Momentem zaś kluczowym w całej tej poprzedzającej Pasterkę, wieczornej modlitwie była kontemplacja Ikony Bożego Narodzenia. To dzięki niej można było zrozumieć, że moment przyjścia Odkupiciela na świat, jest jednym z zasadniczych dla naszego Zbawienia.

Paweł Orzeł CSsR