Nowy numer biuletynu seminaryjnego “Rodzina Odkupiciela”

Pragniemy poinformować Państwa o wydaniu kolejnego numeru seminaryjnego biuletynu „Rodzina Odkupiciela”. W tym numerze możemy przeczyć m.in. doświadczeniu pomocy w DPS-ie w czasie pandemii, o znaczeniu muzyki w liturgii, o znaczeniu Eucharystii w życiu małżeńskim.

Osoby pragnące prenumerować nasze czasopismo prosimy o kontakt z redakcją pod numerem telefonu 14 632 72 00 lub mailowo rodzina.odkupiciela@gmail.com lub drogą pisemną pod adresem Redakcja Rodziny Odkupiciela ul. Wysoka 1 33-170 Tuchów

Pragniemy poinformować, że o godz. 900 9 maja 2021 r. w sanktuarium Matki Bożej Tuchowskiej zostanie odprawiona Eucharystia w intencji P.T. Czytelników i Dobrodziejów biuletynu seminaryjnego „Rodzina Odkupiciela”.

Zapraszamy również do odwiedzenia naszej seminaryjnej strony https://wsd.redemptor.pl/rodzina-odkupiciela/, gdzie również dodawane są archiwalne numery naszego Biuletynu.

Redakcja biuletynu „Rodzina Odkupiciela”

„Tak mówcie i wy, gdy uczynicie wszystko, co wam polecono: «Słudzy nieużyteczni jesteśmy; wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać»” (Łk 17, 10).

Te słowa niosły mnie przez cały okres trwania covid-19 w DPS-ie. Pracuję w tej placówce 20 lat i nigdy wcześniej nie przeżyłam podobnego doświadczenia. W całym kraju Domy Pomocy Społecznej mierzyły się z epidemią covid-19, jednak ja ciągle wierzyłam, że nas to ominie, że Bóg nas przed tym uchroni. Mieliśmy opracowane procedury, robiliśmy wszystko co było w naszej mocy, aby tego uniknąć, jednak Pan zdecydował inaczej. Dziś, kiedy patrzę na to doświadczenie z perspektywy czasu, wiem, że zmieniło ono moje patrzenie na wiele przestrzeni życia.

Sytuacja, w jakiej znalazły się DPS-y w ostatnim czasie jest bardzo trudna, szczególnie dla mieszkańców tych domów. Ludzie starsi, często samotni, bardzo chorzy, zostali całkowicie oddzieleni od życia społecznego. Nie można opuszczać placówki, zakazano widzeń z rodziną i znajomymi, wprowadzono szereg ograniczeń pracy w grupach, spożywania posiłków na stołówce, nie można wychodzić do kościoła, nawet ksiądz nie może wejść do takiego domu, żeby udzielić tym osobom Sakramentów. Wszystko z myślą o bezpieczeństwie podopiecznych. To bardzo trudne doświadczenie i ogromna tęsknota za bliskimi, za wolnością w opuszczaniu DPS-u i, co dla wielu było najtrudniejsze, tęsknota za życiem Sakramentami. Bardzo mocno odczuwaliśmy niedosyt Eucharystii, mając możliwość uczestnictwa tylko w transmisji Mszy Świętej. Kilku mieszkańców bardzo często zadawało pytania: „Kiedy przyjdzie ksiądz z Komunią Świętą? Kiedy będziemy mogli skorzystać z sakramentu pokuty i pojednania? Co będzie, jak umrzemy bez tych sakramentów?”. Tak jak trudne były te pytania, tak też trudno było na nie odpowiadać.

Kiedy podopieczni zaczęli jeden po drugim chorować na covid-19 sytuacja była bardzo trudna, gdyż wcześniej zaczęli chorować pracownicy naszego DPS-u. W pewnym momencie rzeczywistością stał się brak personelu, a tym samym w sercach podopiecznych zbudził się lęk: „co z nami będzie?”. Bóg jednak w swej łaskawości nie zostawił nas bez wsparcia, zwróciliśmy się o pomoc do łomżyńskiego oddziału CARITAS, do zaprzyjaźnionych parafii, do całej społeczności naszego miasta i do Zgromadzenia Redemptorystów. Po krótkim oczekiwaniu dostaliśmy wiadomość, że są ludzie, którzy mimo swoich codziennych obowiązków, mimo lęku przed zarażeniem, mimo swoich planów na życie odpowiedzieli: „TAK, CHCEMY POMAGAĆ POTRZEBUJĄCYM”. Bóg posłał do nas „swoich aniołów”: kapłana – Ojca Witka, dwóch Kleryków – Ireneusza i Michała oraz Angelikę – matkę trójki małych dzieci. Ci ludzie są naprawdę aniołami. Każdego dnia, kiedy widziałam naszą wspólną pracę przy łóżku chorego człowieka, dziękowałam Bogu za jego miłość i troskę o nas. Byłam pełna podziwu, że osoby, które nie miały doświadczenia takiej pracy, zgodziły się wejść do naszej placówki i wykonywać bardzo trudne zadania związane z pielęgnacją osób chorych. Robili to z taką miłością i pokorą, że każdego dnia widziałam w ich pracy działanie Boga.

Z ogromnym wzruszeniem wspominam łzy radości w oczach podopiecznych, kiedy na terenie DPS-u ojciec Witek sprawował Eucharystię. Nie miał na sobie pięknego ornatu, nie stawał przy pięknym, ozdobionym kwiatami ołtarzu, ale w kombinezonie medycznym, ze stułą na szyi i przy małym stoliku. Wokół bardzo przerażeni sytuacją zdrowotną mieszkańcy, klerycy służący do Mszy Świętej i personel. Nie było tam dźwięków pięknie brzmiących organów, jednak i tak czuliśmy obecność Jezusa Chrystusa pośród nas. Radość i pokój jaki gościł w naszych sercach po każdej Eucharystii był wielki.

Pensjonariusze naszego domu nie mieli możliwości uczestnictwa w Eucharystii przez okres od marca do lipca, potem od lipca do listopada. Nie mogli przyjąć Komunii Świętej, ponieważ dom był całkowicie zamknięty dla odwiedzających. Nikt, kto nie był pracownikiem DPS-u, nie mógł wejść do naszego domu. Ogromna tęsknota za Jezusem zrodziła się w sercach wielu z Nich. Wzruszenie niektórych mieszkańców było naprawdę ogromne, kiedy po tak długim czasie nareszcie mogli uczestniczyć w Eucharystii i przyjąć do serca Ciało Jezusa Chrystusa. Radością mojego serca było patrzeć, jak przystępują do sakramentu pokuty i pojednania ludzie, którzy nie czynili tego od wielu lat. Widziałam jak Pan kruszy „skałę” ich serc.

Ja również doświadczyłam, jak wiele łask płynie z sakramentu Eucharystii, jak wiele Bóg czyni dla tych, którzy Go miłują, jak bardzo troszczy się o swoje dzieci, które są w potrzebie. Kiedy po ludzku brakowało mi siły do wykonania kolejnej czynności w mojej pracy, prosiłam Maryję, aby mi pomogła i natychmiast wracały siły.

 „Widzialny znak niewidzialnej łaski”. Wielu z nas nie ma pojęcia jak wielka jest łaska, której nie widzimy. Życie bez sakramentów jest martwe.

Wierzę, że w całym tym trudnym doświadczeniu, Jezus nie opuścił nas nawet na jedna najkrótszą chwilkę. Dziękuję Bogu za ludzi, których nam posłał i za doświadczenie, które bardzo mocno utwierdziło mnie w wierze.

Urszula Gumińska, pracownik DPS-u im. Wiktorii Kowalewskiej w Łomży

Po co nam muzyka? Rola muzyki w jednoczeniu Ludu Bożego

„Muzyka jest sztuką, której tworzywem są percypowane przez ludzi dźwięki wytwarzane przez nich głosem i/lub za pomocą instrumentów muzycznych” – ta definicja, zaczerpnięta z Wielkiej encyklopedii powszechnej PWM, stała się dla mnie inspiracją, do podjęcia próby analizy kwestii wskazanej w tytule niniejszego artykułu. Zwraca ona bowiem uwagę na rzeczy istotne, porządkuje chaos myśli, któremu można by ulec, opisując zagadnienie, z którym bądź co bądź spotykamy się niemalże na co dzień. Muzyka wylewa się bowiem z radia, smartfonów, dociera do nas z głośników na stacjach kolejowych i przystankach metra. Jesteśmy w dużej mierze jej konsumentami, nie zastanawiając się, czym ona naprawdę jest i w jaki sposób na nas oddziałuje.

Źródłem muzyki są emocje. Wystarczy tylko posłuchać dyskusji na Autostradzie Słońca między włoskim policjantem i jego rodakiem kierowcą. Nie ma tutaj mowy o spokojnej wymianie zdań; słowa wypowiadane są na różnych wysokościach dźwięku, układają się w pasaże. Przypomina mi się moja pierwsza wizyta w Akademii Muzycznej w Krakowie, gdy jedna z moich późniejszych koleżanek śmiała się w sposób jednoznacznie kojarzący się z melodią wyjętą „żywcem” z arii Królowej Nocy z Czarodziejskiego fletu W. A. Mozarta. Emocje można wyrażać również grą na instrumentach. Mam nadzieję, że nie będzie miał mi tego za złe jeden z moich współbraci, gdy wspomnę, z jaką pasją wyżywa się na fortepianie, dając upust swoim odczuciom. Słuchając skrzypiec w rękach mistrza, często ulegamy pokusie domysłów, o czym w danej chwili gra albo co swoją grą chce wyrazić. Pole interpretacji zawęża się, gdy muzyka jest połączona ze słowem bądź, gdy mu towarzyszy. Samo słowo zaś w połączeniu z muzyką ulega wzmocnieniu, wzbogaceniu o stany niewyrażalne werbalnie.

Jesteśmy konsumentami muzyki – to piętno naszej epoki. Wygląda na to, że wynalezienie urządzeń zapisujących dźwięki zadało cios praktyce wspólnego muzykowania. Gdzie te czasy, kiedy podczas wieczerzy wigilijnej powszechnie śpiewało się wspólnie kolędy przy akompaniamencie popularnych instrumentów: akordeonu, gitary, skrzypiec? W każdej rodzinie zawsze znalazł się ktoś, kto potrafił grać. Wielu było bardzo sprawnych w tej materii – ćwiczyli pilnie, choć nie brakowało im innych obowiązków. Również i dzisiaj zdarzają się takie rodziny. Często wspominam moją znajomą, która po całodziennej pracy w domu i w gospodarstwie rolnym wieczorem chwytała skrzypce i jechała do domu parafialnego na próbę orkiestry przed odpustem. Każdy z jej wnuków na czymś grał; między innymi dlatego spotkania rodzinne były wydarzeniami wyczekiwanymi z radością.

Jesteśmy konsumentami muzyki – warto jednak uważać na to, czym się karmimy. Nie zawsze najlepszym kryterium jest własne upodobanie. Należy bowiem mieć świadomość, z czego ono się zrodziło. Można np. paść ofiarą świadomej polityki nadawców utworów muzycznych, którzy „produkują” przeboje, często je emitując. Wybitny dyrygent brytyjski Nicolaus Harnoncourt pisze w swojej książce Muzyka mową dźwięków, że człowiek chętnie słucha tego, co już zna. Trudno się nie zgodzić z takim twierdzeniem, widząc wypełnione po brzegi sale, na których prezentuje się muzykę mającą trwałe miejsce w ludzkiej wyobraźni, jak np. Requiem Mozarta. Brakuje natomiast ciekawości w poznawaniu nieznanych, nowych światów muzycznych, dotyczy to również muzyki popularnej. Kolejny z moich współbraci, pracujący wśród młodzieży i dzieci, zwrócił kiedyś uwagę na to, że młodzi ludzie obecnie nie kupują płyt. Często słuchają jednego tylko przeboju, ściągniętego za pomocą aplikacji streamingowej na swój telefon komórkowy. Nie interesują się całą twórczością danego zespołu muzycznego, być może nawet nie śledzą słów piosenek. Mam wrażenie, że poddają się prostemu zabiegowi tzw. twórców przebojów, którzy wiedzą, jaki haczyk zastosować, żeby pozyskać słuchaczy. Świat muzyki jest przebogaty, a i dostęp do niego coraz łatwiejszy. Warto czerpać z niego pełnymi garściami, a nie tylko jednym palcem…

W obecnym czasie pandemii prawdziwą troską napawa los koncertów muzycznych, najlepiej jest bowiem obcować z muzyką tworzoną w czasie rzeczywistym. W takich właśnie okolicznościach istnieje przedziwna współpraca między muzykiem wykonawcą i, nie bójmy się tego słowa, muzykiem odbiorcą dzieła. Odpowiednio wyedukowana, wrażliwa i oczywiście życzliwa publiczność może przyczynić się do powstania jedynego w swoim rodzaju wykonania dzieła – działa bowiem inspirująco, stwarza niepowtarzalną atmosferę. Do tego dochodzi jeszcze miejsce, w którym wykonuje się utwór. To nie tylko sale koncertowe, ale również pomieszczenia sakralne, a nawet lokacje w plenerze, które otrzymują nową jakość, ożywają. W sercach ludzi budzi się pozytywne uczucie: radość obcowania z harmonią.

Wspomniałem, że muzyka wypływa z emocji, a nawet do pewnego stopnia jest ich wyrazem. Dobrze wiemy, że emocje bywają rozmaite. Istnieją nie tylko radość, szczęście czy euforia, ale również smutek, melancholia i rozpacz; ostatnimi czasy spotykamy się poza tym z agresją, wściekłością, nieraz buntem. Te i wiele innych uczuć należą do naszego świata i są wyrażane również za pomocą muzyki. Szczęśliwi są ci wszyscy, którzy potrafią wyrazić swoje emocje, szczególnie ci, którzy umieją wyrazić je twórczo. Może dać do myślenia fakt, że dzieci pozbawione zmysłu wzroku dużo lepiej się rozwijają, aniżeli te pozbawione słuchu – są one bowiem w stanie wyrazić swoje przeżycia, dać im upust. Muzyka bardzo w tym pomaga, ponieważ prezentuje rozmaite stany wewnętrzne. Jej wartość jest tym większa, im lepiej potrafi to zrobić; w moim zaś przekonaniu jest tym wartościowsza, im więcej pozytywnych, twórczych strun jest w stanie poruszyć w człowieku.

Muzyka odgrywa istotną rolę także w życiu wiernych. Papież Franciszek podczas audiencji generalnej 12 czerwca 2013 roku skrótowo przybliżył tę myśl. Po pierwsze, zwrócił uwagę, że wszyscy ludzie są wezwani do udziału w Ludzie Bożym, niemniej jednak jego członkami stają się ci, którzy narodzą się na nowo z wody i Ducha Świętego – przyjmą wiarę w Chrystusa i chrzest święty; wymagana jest więc czynna odpowiedź człowieka na dar Boży. Zadając zatem pytanie, jaką rolę odgrywa muzyka w jednoczeniu Jezusowej owczarni, powinniśmy się skupić na Kościele jako wspólnocie wierzących. Szczytem działalności Kościoła jest święta liturgia, obejmująca Eucharystię, Liturgię Godzin i sakramenty. Wiemy dobrze z własnego doświadczenia, że towarzyszy jej muzyka; warto jednak zdać sobie sprawę z tego, że jest ona konstytutywnym, a więc niezbywalnym elementem uroczystej celebracji. Ze szczególną mocą jest to podkreślane w dokumentach Urzędu Nauczycielskiego Kościoła. Myślę, że i dla nas jest to zrozumiałe, zważywszy na rolę, jaką w ludzkim życiu odgrywają emocje. Niepodobna, żeby człowiek wiązał tylko część swojej osobowości z wyznawaną wiarą. Wzorem dla każdego chrześcijanina jest bowiem Jezus Chrystus, który oddał się Ojcu całkowicie dla naszego zbawienia. Musi się oczywiście przy tej okazji zrodzić pytanie: jaka to miałaby być muzyka, która wyrażałaby emocje chrześcijanina? Już papież św. Pius X w motu proprio Inter pastoralis officii solicitudines z 1903 roku stwierdził, że winna się ona cechować świętością i doskonałością formy. Ten wymóg formalny zderza się z naszym wyobrażeniem o muzyce w ogóle, słabą edukacją w tym zakresie, z nieumiejętnością wyrażania uczuć w śpiewie czy grze na instrumencie oraz z „konsumpcjonizmem muzycznym”. Pandemiczne obostrzenia w życiu społecznym obnażyły również słabe przywiązanie wiernych do liturgii. Coraz więcej członków Kościoła dochodzi do wniosku, że może się bez niej obyć. Inaczej sprawa ma się z tymi, którzy mają doświadczenie liturgii pięknej, dobrze przygotowanej – również pod względem muzycznym. Ileż poczucia mocy wspólnoty daje np. wspólny śpiew hymnu Ciebie Boga wysławiamy! W czasach ucisku komunistycznego ze łzami śpiewaliśmy Boże, coś Polskę, czując potężne oparcie w umiejętnej, pełnej ekspresji grze na organach. Ileż wzruszeń przynoszą słowa przeistoczenia śpiewane solo przez kapłana czy doksologii przez gromki chór celebransów! Gdy zaś na uwielbienie zabrzmi słodka polifonia mistrza Palestriny, łatwiej jest zatopić się w Bogu, który przyszedł na ziemię, by dać się nam jako pokarm. Takie okoliczności pozwalają rzeczywiście poczuć się wspólnotą i zatęsknić za nią zarazem. Do takiego Kościoła chce się wracać i nikomu, kto tego doświadczył, nie trzeba tłumaczyć, że transmisja telewizyjna, internetowa czy radiowa to tylko namiastka.

Liturgia w sensie ścisłym nie wyczerpuje oczywiście aktywności członków Kościoła. „Gdzie dwóch lub trzech jest zebranych w moje imię, tam jestem wśród nich”, czytamy w Ewangelii wg św. Mateusza. Tę obecność dostrzega się namacalnie, gdy mówi się z miłością o Bogu wśród bliskich sobie osób. Ta miłość przynosi radość, którą najlepiej wyśpiewać, wygrać. Po każdym Bożym Narodzeniu można usłyszeć lub przeczytać świadectwa rodzin, które spędziły cały wieczór na wspólnym kolędowaniu. Spotkaniom modlitewnym młodzieży często towarzyszy popularna muzyka religijna i piosenki śpiewane przy akompaniamencie gitary. Można wśród nich odnaleźć prawdziwe perełki, które zachwycają prostotą i wysokim poziomem muzycznym. Ich forma rzeczywiście ma swoje źródło w muzyce popularnej, ale natchnienie, w którym powstają oraz oddanie Bogu nadają im charakter sakralny. Nad doskonałością formy trzeba pracować, ale przede wszystkim śpiewać i grać, bo właśnie praktyka czyni mistrzem. Ogromną rolę w tworzeniu dobrych wzorców takiej muzyki odgrywają sacrosongi (festiwale muzyki sakralnej – przyp. red.), na których różne zespoły rywalizują ze sobą i zdobywają nagrody, by w dalszej kolejności prowadzić warsztaty muzyki religijnej. Szczególnie wartościowe piosenki mogą się stać również narzędziem, które można wykorzystywać w katechezie, pozwalają one bowiem lepiej sobie przyswajać usłyszane treści.

Kościół namawia do gromadzenia się na koncertach muzyki religijnej. Jeżeli są na nich grane utwory dawnych mistrzów, które niegdyś były wykorzystywane w liturgii, koncerty te mogą się odbywać w świątyniach i takie wydarzenia rzeczywiście mają miejsce. Przy takiej muzyce wierni nie tylko jednoczą się we wspólnym przeżywaniu dzieła, ale otrzymują często również solidną porcję wiedzy religijnej – wystarczy tylko poprzedzić wydarzenie stosownym komentarzem i ująć je w ramy kapłańskiego błogosławieństwa.

W wielu miejscach odbywają się również koncerty plenerowe, gdzie mogą się dzielić swoją wiarą również ci muzycy, którzy zajmują się muzyką świecką, a wyszli czasem ze środowisk przepełnionych wrogością wobec Kościoła. W pewnych okolicznościach okazuje się bowiem, że ich świadectwo trafia do ludzi znajdujących się daleko od Boga, może się zatem stać formą preewangelizacji. Człowiek, który mówi bądź śpiewa o swojej bezradności, złości, niezgodzie na rzeczywistość, wcale nie musi być daleko od Chrystusa. Jego emocje w gruncie rzeczy towarzyszą w jakimś stopniu nam wszystkim, bez względu na to, na jakim etapie rozwoju duchowego się znajdujemy.

Papież Franciszek naucza, że misją Ludu Bożego „(…) jest bycie znakiem miłości Boga, (…) niesienie w świat Bożej nadziei i zbawienia”. Muzyka może stać się doskonałym nośnikiem takiego przesłania pod warunkiem, że wybrzmiewa z serca oddanego Bogu i jest stale udoskonalana. Ważne jest również to, by wybrzmiewała we właściwym miejscu. Uważam, że Kościół potrzebuje pieśni, by się przy niej jednoczyć jak przy sztandarze, by poczuć się wspólnotą.

o. Tomasz Jarosz CSsR

ŚWIĘTY ALFONS – ZJEDNOCZENIE Z BOGIEM PRZEZ MODLITWĘ

Nawet pobieżne przyjrzenie się historii ludzkości pozwala stwierdzić, że człowiek od zawsze starał się nadać sens swojemu życiu. Rezultaty odkryć archeologicznych ukazują jego ewolucyjne dojrzewanie do wielu ról, do których przyjęcia zmuszało go życie. Nadawanie sensu związane więc było ze sztuką przetrwania, ze zdobyciem pożywienia, z budownictwem, obronnością, itp. Stopniowo duch ludzki dojrzewał do organizowania się we wspólnoty zamieszkania.

Wraz z tym „ziemskim” nadawaniem sensu swoim dniom, ludzie odkrywali w sobie również pewną intuicję dotyczącą życia religijnego. Człowiek dostrzegł, że „musi być coś jeszcze”. Obserwując stworzony świat, piękno, porządek i logikę, jakie z niego emanowały, duch ludzki wyczekiwał na ukazanie się twórcy tego, co go otaczało. Można w tym miejscu użyć pewnego obrazu: „Wchodzimy do pokoju. Widzimy, że jest pięknie uporządkowany, że stoi nakryty do posiłku stół, na stole wazon ze świeżymi kwiatami. Ktoś to dla nas przygotował. I oczekujemy na ten moment, gdy ten ktoś się objawi, ktoś, kto za tym wszystkim stoi”. Podobnie ze światem. Człowiek dostrzegł, że ktoś musiał to wszystko zaaranżować, że jest tu jakiś ślad zamysłu, bardzo doskonałego.

Drugą rzeczywistością, która skłoniła człowieka do wypatrywania sensu poza sobą, było istnienie zła oraz rodząca się z tego faktu potrzeba: pragnienie wyzwolenia, pokonania cierpienia i śmierci. W pewnym sensie Pan Bóg „musiał” się człowiekowi objawić, odpowiadając mu na pytanie o sens rzeczywistości, która go otaczała. Objawienie to konkretyzuje się w historii Abrahama aby, poprzez wieki historii Starego Testamentu, osiągnąć swoją pełnię w osobie Jezusa Chrystusa, który jest kluczem do zrozumienia wszelkiego sensu. „Jest”, a nie tylko „był”. Chrystus bowiem nie jest jedynie kwestią przeszłości, nie jest jedynie mądrym mistrzem, gromadzącym wokół siebie uczniów, nie jest również pacyfistycznym rewolucjonistą miłości – jak wiele osób chciałoby Go widzieć. Jezus jest jedynym Zbawicielem człowieka. I aby to dzieło zbawienia mogło trwać nadal w historii, Chrystus założył Kościół, w którym nieprzerwanie przebywa. Jest obecny, udziela się, oddaje się w nasze ręce.

Również i my dzisiaj, w I połowie XXI wieku stawiamy sobie podobne pytania jak ludzkość przed nami. Tyle, że jesteśmy w pewnym sensie po drugiej stronie lustra:  żyjemy w historii Kościoła, w realnej obecności Jezusa Chrystusa, zmartwychwstałego Pana – mamy więc dostęp do prawdy. A jednak tak trudno jest nam według niej żyć. Każdy z nas chyba w jakiś sposób doświadcza, że – choć znając dobrze Boże drogi – skłonny jest do chodzenia własnymi ścieżkami, do niestawiania sobie pytań o Bożą wolę odnośnie tej czy innej sprawy.

Dlatego też warto sięgać do tych, którzy byli przed nami, którzy – tak jak my – zmagali się ze swymi słabościami, a jednocześnie gorącym sercem kochali Boga i osiągnęli świętość. Spójrzmy więc dziś na osobę św. Alfonsa Liguori, założyciela naszego Zgromadzenia. W jaki sposób on poruszał się po ścieżkach życia, mając tak wiele trudności na różnych jego etapach (nieudana kariera prawnicza, konflikt z ojcem, droga powołania kapłańskiego, założenie nowego zgromadzenia, doświadczenie opuszczenia itd.)?

W tradycji chrześcijańskiej relację człowieka z Bogiem, który się objawił, nazywamy duchowością. Jest ogromny ocean sposobów, poprzez które ludzie przez całe wieki tę relację ujmowali. O charakterystyce danego aspektu duchowości chrześcijańskiej decydowała z pewnością osobowość konkretnego człowieka (jego historia, wrażliwość, pobożność, formacja teologiczna), ale również religijny klimat danej epoki czy też wydarzenia społeczno-polityczne. W tym kontekście możemy mówić o duchowości św. Alfonsa, a więc o jego sposobie przeżywania relacji z Bogiem. Duchowość bowiem, to nie jakaś forma dodatku do życia wiarą, ale właśnie sposób życia wiarą, po prostu – sposób życia.

Filarami tego, co nazywamy duchowością św. Alfonsa, są kluczowe momenty z ziemskiego życia Jezusa. Tradycyjnie ujmuje się to w triadę: Wcielenie – Męka i śmierć – Eucharystia (a w ramach tej tajemnicy trzy „momenty”: ofiara Mszy Świętej, komunia święta, rzeczywista obecność). Każda z tych rzeczywistości stanowiła dla naszego założyciela przedmiot głębokiego namysłu, tam bowiem odnajdywał doświadczenie spotkania z żyjącym Jezusem, którego nieustannie uczył się kochać.

Wraz z chrystocentryczną duchowością św. Alfonsa na drugim skrzydle dyptyku znajduje się kult błogosławionej Dziewicy Maryi, którą czcił jako Pośredniczkę wszelkich łask, Niepokalaną i Współodkupicielkę.

Św. Alfons zachęcał, aby korzystać z dostępnych środków, które zagwarantują człowiekowi pewność na drodze zjednoczenia z Bogiem prowadzącej do świętości. Na pierwszym planie znajdują się medytacja oraz modlitwa. Dzięki głębokiemu życiu modlitwy człowiek może w zdrowy sposób dystansować się od spraw drugorzędnych i jednoczyć się coraz ściślej z Jezusem Chrystusem.

Oczywiście, powyższe słowa zakładają, że dany człowiek szuka Boga, że jego serce dla Niego bije, że w jakimś sensie „ma wiarę”, a więc i żywą relację z Chrystusem. Stąd też będzie on pojmował zjednoczenie się z Bogiem i szukanie Jego woli jako coś dla siebie korzystnego. Tak samo przyjęcie postawy distacco (dystansu) wobec wszystkiego, co przeszkadza w pójściu za Chrystusem, będzie rozumiał jako coś naturalnego, choć często trudnego.

Dzieło, które św. Alfons całkowicie poświęcił tematowi modlitwy, w języku polskim zatytułowane zostało: Modlitwa – środek zbawienia[1] (tytuł oryginalny w języku włoskim brzmi: Del gran mezzo della preghiera). Już we wstępie do niego bardzo dosadnie wyjaśnia konieczność modlitwy na naszej drodze do zbawienia. Jest ona światłem, które pozwala człowiekowi w sposób pewny kroczyć przez życie:

«Jeśli nie będziemy się modlić, nie potrafimy być wierni światłu, jakie Bóg nam daje, ani obietnicom, jakie składamy. A przyczyna jest następująca: do spełniania dobrych uczynków, do zwycięstwa nad pokusami i praktykowania cnót, czyli do zachowania przykazań Bożych, nie wystarczą oświecenia ani nasze rozważania i postanowienia, lecz najbardziej potrzebna jest nam aktualna pomoc Boga. Tej pomocy Bóg udziela wyłącznie temu, kto się modli, i to wytrwale»[2].

Modlitwa nie jest więc dla Alfonsa jakimś dodatkiem do życia, lecz nieustannym przebywaniem w Bożej obecności. Warto o tym pamiętać zwłaszcza gdy myślimy o naszych pacierzach. Jest chlubną tradycją rozpoczynać i kończyć dzień właśnie modlitwą. Mówi się, że poranny i wieczorny pacierz to jakby „zawiasy” całego dnia. Nie oznacza to jednak, że poza tymi momentami mamy żyć „jakby Boga nie było”: chrześcijanin ma świadomość przebywania w Bożej obecności cały czas. Stąd też często słyszymy w kościele zachęty, aby wykorzystywać momenty w ciągu dnia: różaniec w drodze do pracy, krótka adoracja w kościele kiedy akurat przechodzimy obok. Są osoby, które w miarę możliwości starają się uczestniczyć w codziennej Mszy Świętej, inni z kolei sięgają po tzw. brewiarz, czyli Liturgię Godzin. A dlaczego by nie wrócić do zapomnianej trochę formy krótkich modlitw, tzw. aktów strzelistych? Święty Alfons, na końcu omawianej książki, zamieszcza kilkadziesiąt myśli i aktów strzelistych. Przytoczmy chociaż niektóre z nich:

«Mogę stracić wszystko, bylebym nie stracił Boga», «Jezus i Maryja to moja nadzieja», «Jezu, Ty sam mi wystarczasz!», «Nie dozwól, abym oddalił się od Ciebie», «Oto jestem, Panie, uczyń ze mną, co Ci się podoba!», «Czekałeś aż Cię pokocham, Panie; tak, pragnę Cię miłować!», «Tobie poświęcam życie, które mi jeszcze zostało», «Kochaj, Panie, tego grzesznika, który bardzo Cię obraził!», «Maryjo, pociągnij mnie całego do Boga!»[3].

Wiele zależy od nas, na ile zechcemy być ludźmi modlitwy, dając Bogu czas i przestrzeń naszej codzienności.

Wydaje się koniecznym, by zwrócić uwagę na jeszcze jeden niezmiernie ważny aspekt modlitwy, o którym wspomina św. Alfons. Chodzi o momenty, w których doświadczamy pokusy. Nikt z nas chyba nie jest tak naiwny by sądzić, że będzie zachowany od pokus. Sam Jezus musiał się konfrontować z podszeptami złego ducha, gdy był osłabiony po okresie postu (por. Mt 4, 1-11). Pokusy te przybrały bardzo „inteligentną” formę, szatan bowiem niejako ukrył się za treścią Bożego słowa: «jest przecież napisane» (Mt 4,6). W kontekście modlitwy jako obrony przed grzechem, św. Alfons przywołuje opinię św. Tomasza z Akwinu:

«[…] modlitwa jest najbardziej skuteczną bronią przed wrogami. Kto z niej nie korzysta, mówi św. Tomasz, jest stracony. Święty ten uważa, że przyczyną upadku Adama było niezwrócenie się do Boga w czasie pokusy»[4].

Tym, co oddziela nas od Boga, jest właśnie grzech, który zamazuje w nas Boży obraz. Stąd też modlitwa jest środkiem, który pomaga nam zwalczać pokusy, aby nieustannie pozostawać w jedności z Bogiem. Taka modlitwa to również świadectwo przyjęcia pokornej postawy zależności od Boga. Wiemy, że to „nie z nas” jest siła, by odeprzeć napaści złego ducha. Święty Alfons przestrzega, aby unikać postawy pychy podczas modlitwy. Stwierdza, że Pan Bóg «jakby nie słyszał modlitw ludzi pysznych, polegających na własnych siłach i dlatego pozostają oni we własnej nędzy»[5].

Trwanie w żywej relacji z Bogiem dzięki modlitwie pozwala również nie popadać w postawę osądzania naszych bliźnich. Należy, w pewnym sensie, odznaczać się czymś, co możemy nazwać „zdrowym myśleniem o sobie samym”. Nie chodzi tutaj oczywiście o egoizm, jakieś skoncentrowanie się na swoich potrzebach. To przede wszystkim troska o relację „ja-Bóg”. Bywa, że tracimy czas, energię, nerwy, wypowiadamy wiele słów – wszystko na temat innych ludzi, ich życia, ich pobożności. To błąd. Pan Bóg zdaje się mówić do nas: „zajmij się swoim życiem, szukaj Mnie, mojej woli; Ja sam z każdym mam oddzielną relację, każdego szukam, każdemu chcę dać się poznać”. Tym gorzej, jeśli nasze porównywanie się z innymi kończy się jakimś samouwielbieniem i wywyższaniem się nad drugim, rzekomo gorszym od nas. W tym kontekście św. Alfons przestrzega:

«Niech więc każdy strzeże się próżnej chwały i niech nie dziwi się grzechom innych, lecz raczej patrzy na siebie jako gorszego od innych, mówiąc: Panie, gdybyś mnie nie wspomógł, postąpiłbym jeszcze gorzej»[6].

Aby postępować na drodze zjednoczenia z Bogiem przez modlitwę, potrzeba nam wytrwałości. Pewną przeszkodą w wyrabianiu w sobie tejże postawy jest nasz styl życia ukierunkowany na wygodę i omijanie trudności. Z jednej strony jest to zrozumiałe, ponieważ żyjemy w czasach, w których wiele wymiarów naszego życia jest uproszczonych, jesteśmy w stanie osiągnąć wiele celów bez nakładu sił i czasu. Problem w tym, że taka „droga na skróty” nie dotyczy życia duchowego. Tutaj trzeba po prostu swoje „wyklęczeć”, przeczytać, wysłuchać. Trzeba dać swój czas, talenty, siły, aby trwać w życiodajnej relacji z Bogiem. Święty Alfons pisze:

«Wytrwałość aż do końca osiąga się przez nieustanne zwracanie się do Boga, rano, wieczorem, podczas medytacji, w czasie Mszy Świętej, komunii świętej, zawsze, a szczególnie gdy nadchodzi pokusa, powtarzając: Panie, wspomóż mnie! Panie, bądź ze mną, trzymaj swą dłoń na mojej głowie! Nie opuszczaj mnie, Panie! Zmiłuj się nade mną!»[7]

Pokorna i wytrwała modlitwa, świadomość własnej słabości oraz pełna ufność w to, że szukając woli Bożej i pełniąc ją, osiągniemy pokój serca – to zapewne niektóre z ważnych wymiarów naszej relacji z Bogiem. Cóż bowiem ostatecznie może być ważniejszego od zjednoczenia się z Nim tutaj, na ziemi, by potem – pogodnie – przejść do życia wiecznego? Św. Alfons jest niewątpliwie wielką pomocą w tym, by tak właśnie się stało. Czytajmy to, co nam zostawił, bo to droga pewna i bezpieczna. Niech i w nas spełni się to, o co nasz założyciel prosił Najświętszego Odkupiciela: «Jezu, spraw, abym zanim umrę, cały był Twój»[8].

o. Sylwester Pactwa CSsR


[1] A.M. de Liguori, Modlitwa – środek zbawienia, w Tenże, Stając przed Bogiem, Kraków 2001, 15-131.

[2] Tamże, 18.

[3] Tamże, 129-131.

[4] Tamże, 25.

[5] Tamże, 57.

[6] Tamże, 59.

[7] Tamże, 77.

[8] Tamże, 129.

Benonici – warszawski ośrodek odnowy liturgicznej

  1. Religijny i liturgiczny pejzaż Polski przełomu XVII i XVIII wieku

Przy końcu XVII i na początku XVIII wieku szczególnie wyraźnie jawiła się w naszym kraju potrzeba odnowy życia religijnego i liturgicznego. Dotyczyło to przede wszystkim kultu Eucharystii i nabożeństw do świętych. Krótki, ale wyrazisty opis tego problemu zaprezentował w swoim kazaniu ks. Michał Karpowicz w kościele Ducha Świętego w Wilnie. Mówił wówczas:

„O duchowni! Nasz to jest grzech po wielkiej części, mnóstwo nas jest duchownych wielkie, a zatym musiał być defekt wyboru, nauki, cnoty i obyczajów. Ta ślepota i nie edukacja pomnaża częstokroć bardziej zabobony i fanatyzm, zamiast wykorzenienia i oświecenia obywatelów. Ta ciemność fanatyków, płaszczem nabożeństwa okryta, lekko wierzy, mało rozumie, wiele naucza i opowiada, stąd to z zgorszeniem świata wyszło, tyle szemrania, złorzeczenia i buntów przeciw pasterskim rozporządzeniom, o zniesieniu świąt, kap, dyscyplin, kompanii i innych powierzchowności; stąd tyle wymyślnych konceptów hańbiących czystość wiary, bałamucących serca lekkie i słabe, zawodzących dusze lekko wierne i gruntu pobożności prawdziwej nie znające; stąd tyle zmyślonych dziwactw i cudów, hańbiących wiarę i uwłaczających powadze prawdziwych cudów, których Kościół chrystusowy jest składem, stąd tylu w obojej płci próżniaków i włóczęgów szkodliwych, pod pozorem wizyty miejsc świętych, szukających swawoli; stąd tyle zmyślonych energumentów, opętanych, oczarowanych, nawiedzonych, nasłanych i tysiące innych ślepego fanatyzmu owoców; ale i któż wyliczy te wymysły, które znieważając wiarę Chrystusa, szpecą ambony, trują konwersacje i uwieczniają hańbiące naród przesądy?”.

Reformy, które zaczęli wprowadzać niektórzy biskupi (m.in. Massalski i Poniatowski), spotykały się z oporem pokaźnej części wiernych i duchownych. Symbolicznym dowodem tego był fakt, że po zacytowanym kazaniu w kościele doszło do skandalu, gdy na ambonę wtargnął dominikanin i oskarżył ks. Karpowicza o to, że jest libertynem, a nauka, którą głosi, to przykład bezbożności.

Kryzys w liturgii wyrażał się m.in. w tym, że np. w Mszy Świętej akcentowano zewnętrzny obrzęd, bez wyjaśnienia jego znaczenia. Do wielu nabożeństw wprowadzano praktyki obce duchowości chrześcijańskiej – i tak np. w liturgii Wielkiego Piątku w czasie śpiewu Miserere kapnicy (biczownicy ubrani w kapę bractwa) biczowali się zazwyczaj po pięć razy dla uczczenia pięciu ran Chrystusa, a później kładli się krzyżem na posadzce.  Obrzęd był tak drastyczny, że często wywoływał negatywne reakcje wśród wiernych.Źródło problemu tkwiło w braku należytego wykształcenia duchowieństwa, na co nakładał się kryzys teologii. Efektem tego był niski poziom głoszonych kazań. Ciekawym przejawem tego kryzysu był fakt, że wiele parafii i duszpasterzy w ogóle nie posiadało Pisma Świętego. Trudno się zatem dziwić, że i w przepowiadaniu nie było u nich słowa Bożego. To właśnie dlatego ks. bp Zbigniew Rybiński mówił do kapłanów: „Ktokolwiek nie trzyma się Pisma Świętego i Ojców świętych w tej duchowej wymowie, nie jest godzien imienia kaznodziei”. 

  • W kierunku reform

Kilkudziesięciu najbardziej światłych biskupów i kapłanów miało świadomość niskiego poziomu duszpasterstwa, co w zderzeniu z prądami oświeceniowymi stanowiło dodatkowe zagrożenie. Dlatego też  podjęto próbę reform.

Ks. Hugo Kołłątaj w Instrukcji, którą wydał w 1779 roku, pisał: „Ewangelia Jezusa Chrystusa to najświętsze prawa nasze, ludowi znajoma być powinna. Kościół każe ją czytać co niedziela, a zatem starajmy się, żeby ludzie w niej smakowali. Opuśćmy raczej katechizm przez pytania, jeżeli na to czas nie wystarczy, a nie opuszczajmy nigdy wytłumaczyć przeczytanej Ewangelii, nie wybiegając daleko własnymi myślami w prostocie opowiadania to, co nakazał lub radził Chrystus”.

Biskup Poniatowski zarządził, by w seminarium klerycy studiowali egzegezę Pisma Świętego. Biskup poznański wydłużył do trzech lat okres kształcenia alumnów, kładąc akcent na studium biblijne. Ordynariusz wileński, biskup Massalski, zreformował seminarium wileńskie. W 1774 roku wydał nowe  Ratio Studiorum, którym wprowadzał wykłady Pisma Świętego niepołączone z innymi przedmiotami. Hierarsze zależało na tym, by alumni „spoufalali się i trudności w rozumieniu jego (Pisma Świętego) nie doznawali”.

Dla podniesienia poziomu kaznodziejstwa zaczęto wydawać homilie autorów zagranicznych. I tak na przykład w 1783 roku w Warszawie wydano (w dwóch tomach) napisane przez św. Alfonsa Kazania czyli homilie niedzielne napisane w języku włoskim… teraz na ojczysty przetłumaczone przez Tomasza Dominika Waluszewicza… w listem o sposobie kazenia po apostolsku; w Wilnie zaś Naukę o mszy X. Alf. Liguori.

W 1788 roku św. Klemens Hofbauer i o. Tadeusz Hübl rozpoczęli pracę duszpasterską w kościele św. Benona w Warszawie. Byli dobrze wykształceni: pierwszy studiował na Uniwersytecie Wiedeńskim, drugi w Ołomuńcu. Formację zakonną i eklezjalną otrzymali od jednego z największych ówczesnych teologów, św. Alfonsa Liguoriego, swojego współbrata. Jakkolwiek nigdy się z nim nie spotkali, jego liczne dzieła teologiczne i ascetyczne były podstawą ich formacji.  

Św. Alfons wyznaczał wówczas nowe kierunki myślenia o formach ewangelizacji, teologii, homiletyki i liturgii.

Papież Benedykt XVI tak charakteryzował tę postać:

„(…) w 1839 r. odbyła się kanonizacja Alfonsa, a w 1871 r. został on ogłoszony doktorem Kościoła (…). Przede wszystkim ze względu na jego bogate nauczanie z zakresu teologii moralnej, w którym nauka katolicka przedstawiona jest tak trafnie, że papież Pius XII ogłosił go patronem wszystkich spowiedników i moralistów.

Dzieła św. Alfonsa, czytane i tłumaczone na wiele języków, przyczyniły się do ukształtowania duchowości ludowej ostatnich dwóch wieków. Pośród form modlitwy gorąco zalecanych przez św. Alfonsa na pierwszym miejscu jest nawiedzanie Najświętszego Sakramentu (…). «Spośród wszystkich praktyk pobożnych — pisze św. Alfons — adoracja Jezusa w Najświętszym Sakramencie z pewnością jest najmilsza Bogu i najpożyteczniejsza dla nas zaraz po sakramentach (…) Jak cudownie jest trwać z wiarą przed ołtarzem (…) i przedstawiać Mu własne potrzeby, jak przyjaciel przyjacielowi, z którym jest w zażyłości» (Nawiedzenia Najświętszego Sakramentu i Najświętszej Maryi Panny na każdy dzień miesiąca, Wstęp). Duchowość św. Alfonsa jest bowiem wybitnie chrystologiczna, skupiona na Chrystusie i Jego Ewangelii. Przedmiotem jego kazań często było rozważanie tajemnicy wcielenia i męki Pana. W tych bowiem wydarzeniach odkupienie zostaje ofiarowane wszystkim ludziom «w obfitości». Właśnie dlatego, że pobożność św. Alfonsa jest chrystologiczna, jest ona także głęboko maryjna”.

I tak duchowość św. Alfonsa stała się podstawą pracy pastoralnej benonitów, trafnie wskazującej drogi odnowy liturgicznej i będącej przyczyną tak dynamicznego rozwoju duszpasterstwa w kościele św. Benona.

  • Eucharystia jest nieocenionym skarbem ( św. A. Liguori)

W centrum teologii św. Alfonsa jest Eucharystia. Do niej powinno wszystko prowadzić i z Niej brać początek. Jest ona „(…) pragnieniem Jezusa aby zjednoczyć się z nami. Bądźmy więc przekonani, że nie uczynimy Jezusowi nic milszego nad przyjęcie Go w Eucharystii, ale z nastawieniem należnym przyjęciu tego wspaniałego Gościa”, mówił św. Alfons. Istotnie, Eucharystia jest SPOTKANIEM Boga z człowiekiem, dlatego to wydarzenie musi mieć najważniejsze znaczenie. Dla benonitów celebracja Eucharystii była zasadniczym wydarzeniem w ich posłudze pastoralnej.

O. Sabelli zapisał:

„Każdego ranka odprawiano trzy Msze Święte śpiewane z wystawieniem Najświętszego Sakramentu i asystą w dalmatykach. Pierwsza Msza Święta śpiewana celebrowana była po polsku. W czasie drugiej Mszy Święta, również w języku polskim, śpiewał chór sióstr Bractwa św. Józefa. Podczas trzeciej uroczystej Mszy Święta śpiewano z akompaniamentem muzyki”.

Program świątecznych nabożeństw był następujący:

5.00 – Święta Święta z kazaniem po polsku,

6.00 – Święta Święta z kazaniem po polsku,

8.00 – Święta Święta z kazaniem po polsku

10.00 – Święta Święta z kazaniem po niemiecku,

15.00 – Godzinki o Najświętszej Maryi Pannie

17.00 – nieszpory z kazaniem lub inne nabożeństwa.

  • Eucharystia – spotkanie duchowo przygotowane

Święty Alfons, mówiąc o doniosłości Eucharystii, zaznaczał: „(…) trzeba starać się przygotować należycie do tego wielkiego dzieła, wszystkie swe ćwiczenia duchowe kierując ku temu celowi”.

Najważniejszą formą przygotowania było oczyszczenie serca w sakramencie pokuty. Benonici pracowali w okresie, kiedy niektóre środowiska kościelne wyrażały sceptycyzm wobec częstego przystępowania do Komunii Świętej. Redemptoryści w sposób absolutny zanegowali tego rodzaju postawę, postępując w myśl słów założyciela: „Należy przy tym wiedzieć, niezależnie od stanu, w którym się żyje czy wykonywanego zawodu, nic nie może przeszkodzić w częstym przyjmowaniu Komunii Świętej” .

Tymczasem jeszcze w połowie XIX wieku pisał ks. Józef Hube CR:

„Częsta Komunia jest już prawie nieznana między wiernymi. Nic przeto dziwnego, że i życie duchowe opuściło nas prawie zupełnie. Pozostało nam ledwie samo imię chrześcijan, bez uczynków i cnót chrześcijańskich. Sprawdziło się na nas, co powiedział Zbawiciel: «Jeżeli byście nie jedli Ciała Syna Człowieczego i nie pili Krwi Jego, nie będziecie mieć żywota w sobie». Staliśmy się jak latorośle odcięte, które owoców przynosić nie mogą”.

Działo się tak, choć już Sobór Trydencki w dokumencie z 17 września 1562 roku udzielił jednoznacznego poparcia dla tej praktyki: „Święty sobór życzyłby sobie, aby wierni obecni na każdej mszy przyjmowali Komunię nie tylko duchowym pragnieniem, ale także sakramentalnym przyjęciem Eucharystii, aby dzięki temu przypadł im obfitszy owoc najświętszej Ofiary”.

Benonici dbali więc o to, aby ciągle sprawować sakrament pokuty i w taki sposób otwierać wiernym drogę do Komunii Świętej. Ojciec Sabelli notował: „Po rozmyślaniu porannym o godzinie piątej spowiadali w siedmiu konfesjonałach aż do nocy, z jedynie dwugodzinną przerwą w południe. Oprócz mieszkańców miasta, którzy przychodzili codziennie do ich kościoła, każdego tygodnia przybywało bardzo wielu ludzi z prowincji, nawet z miejscowości oddalonych o około 40 mil od stolicy. Dzięki temu liczba wiernych przystępujących w ciągu roku do Komunii dochodziła do 90 960”.

W taki sposób w maleńkim kościele, w 1803 roku, przystąpiło do Komunii Świętej ponad 100.000 osób. A ponieważ nie jest tak, że wszyscy uczestnicy liturgii przystępują do Komunii Świętej, to można sobie wyobrazić jak potężna liczba wiernych korzystała z posługi duszpasterskiej benonitów.  

  • Liturgia Słowa w czasie Eucharystii

Integralną częścią Eucharystii jest Liturgia Słowa, czyli czytanie słowa Bożego i kazanie. W tym czasie w polskim Kościele do wyjątków należała sytuacja, gdy kaznodzieja znał Pismo Święte i potrafił je interpretować, dlatego też kazania rzadko były wyjaśnianiem słowa Bożego. U benonitów dbano, aby kazanie było wyjaśnieniem słyszanego fragmentu Biblii. Ojciec Sabelli zanotował:

„Drugie kazanie, również po polsku, zwane kazaniem wielkim, głoszone były codziennie rano przez tego samego kaznodzieję, o. Blumenau, mówcę sławnego w całym mieście. Jego kazania wywierały wielki wpływ na słuchaczy. W swoich kazaniach nawiązywał on do tekstów Ewangelii z poprzedniej niedzieli, omawiając w ciągu roku wszystkie dogmaty i zagadnienia moralne (…). Trzecie kazanie było po niemiecku i głosił je O. Hofbauer. Wyjaśniał on Pismo Święte, naświetlał on historię zabawienia oraz myśli Ojców Kościoła”.

Trudno nie dostrzec, że warszawscy redemptoryści byli pod dużym wpływem św. Alfonsa, u którego nie można znaleźć jednej publikacji, w jakiej czytelnika nie karmiłby słowem Bożym, przywołując liczne cytaty z Pisma Świętego. Ten styl kaznodziejstwa, realizowany przez benonitów, trafnie wpisywał się w postulat biskupów o powrót Biblii na ambonę.    

  • Adoracja Najświętszego Sakramentu jako kontynuacja Eucharystii

Święty Alfons Liguori podkreślał: „Eucharystia jest nieocenionym skarbem: nie tylko jej sprawowanie, lecz także jej adoracja poza Mszą Świętą Trzeba abyśmy pamiętali, że jest On obecny na naszych  ołtarzach jakby na tronie miłości, jaką nas darzy, chcąc dniem i nocą przebywać pośród nas”.

Z myślą o osobistym spotkaniu Boga i człowieka św. Alfons przygotował Nawiedzenia Najświętszego Sakramentu, które wyrażają głęboką więź, cześć i uwielbienie człowieka dla Stwórcy. Benonici przetłumaczyli na język polski i niemiecki to dzieło i wraz z wiernymi gromadzili się na nabożeństwa Nawiedzenia Najświętszego Sakramentu.

Zakończenie

Już pobieżna analiza teologicznego kształtu posługi pastoralnej benonitów, jakiej dokonano w tym artykule, pozwala dostrzec, że redemptoryści, przychodząc do Warszawy, nie byli obciążeni problemami życia eklezjalnego w Polsce. Z pewnego dystansu mogli dokonać oceny stanu Kościoła nad Wisłą, a jednocześnie stylem swego duszpasterstwa wskazywać drogi rozwiązania problemów, w tym zadania odnowy liturgicznej. W swoich wysiłkach nie izolowali się od miejscowego środowiska osób duchownych, które również dostrzegało trudności i poszukiwało dróg do zaradzenia im. Wokół klasztoru na ul. Pieszej zostało stworzone grono światłych duchownych, którzy powoli realizowali dzieło odnowy Kościoła. Należeli do niego prymas ks. abp Michał Jerzy Poniatowski, ks. Hugo Kołłątaj, ks. Jan Chrzciciel Albertrandi (późniejszy biskup pomocniczy warszawski, bodaj największy erudyta Warszawy) oraz zakonnicy (franciszkanie reformaci, pijarzy i misjonarze z kościoła św. Krzyża). W stosunkowo krótkim czasie benonici stworzyli centrum duchowe stolicy, gdzie zaprezentowany został odnowiony kształt życia liturgicznego. Nie dziwi zatem uwaga ojca Sabellego, który pisał, że „(…) wiele osób przebywających przejazdem w Warszawie zaświadczało, że w całej Europie nie było kościoła, który miałby tyle splendoru i majestatu w sprawowaniu kultu Bożego, odwiedzany byłby przez tak licznych wiernych, jak ten św. Benona w Warszawie, w którym pracowali ojcowie ze Zgromadzenia Najświętszego Odkupiciela”.

O. Kazimierz Piotrowski CSsR

Źródła:

Zygmunt Gloger, Encyklopedia staropolska. Ilustrowana, t. 2, przedruk fotooffsetowy wydania czterotomowego z lat 1900–1903 w dwóch woluminach, wyd. Wiedza Powszechna, Warszawa 1958, s. 3.

Michał Karpowicz, Kazanie IV jubileuszowe, w porządku 80 z rozkazu JO. Książęcia Jmci Pasterza dnia 24 września w kościele Św. Ducha miane: O powinnej poddanym od panów miłości względem ich duszy, a zatem o powinności wyprowadzenia ich z tej grubości rozumu, w której zostają i o szkołach parafialnych, [w:] tegoż, Kazania i inne dzieła, t. 6, Warszawa 1813.

Ks. Rafał Szczurowski,  Biblia w oświeceniowych korektach religijności w Polsce XVIII wieku [w:] „Ruch Biblijny i Liturgiczny”, rok LXIV (2011), nr 2.

Magdalena Ślusarska, Ku odnowie Życia religijno-moralnego wiernych i poprawie ich obyczajów. Duchowieństwo diecezji wieleńskiej w okresie Pontyfikatu Biskupa Ignacego Jakuba Massalskiego (1762–1794) a oświeceniowa reforma katolicka [w:] „Senoji Lietuvos Literatura”, nr 33, Knyga 2012.

Papież Benedykt XVI, Św. Alfons Liguori [Audiencja Generalna 30 marca 2011 r.].

Ks. Józef Hube CR, O częstej Komunii świętej, Kraków 2007.

Św. Alfons Liguori, Nawiedzenia Najświętszego Odkupiciela, Tuchów 2012.

O. Jan Józef Sabelli CSsR, Relacje z działalności duszpasterskiej ojców Kongregacji Najświętszego Odkupiciela, Archiwum Generalne Redemptorystów, rękopis z 1843 roku.

Eucharystia jako Chleb Życia

Duchowość wchodzi w zakres życia wewnętrznego, zaś szczególną postacią duchowości religijnej jest duchowość chrześcijańska, znacząca tyle samo, co życie duchowe. Życie duchowe zaś to angażująca całą osobowość współpraca chrześcijanina z uświęcającym działaniem Ducha Świętego, czyli – jak wyjaśnił to w swoim nauczaniu Święty Jan Paweł II – „Życie w Chrystusie, życie według Ducha Świętego” (VC 93); „życie ożywiane i kierowane przez Ducha ku świętości i ku doskonaleniu miłości” (PDV 19; por. Ga 5, 25).

Jeżeli istotą życia duchowego jest zjednoczenie z Chrystusem i naśladowanie Go, to oczywistością jest, że najpełniejsze spotkanie z Nim dokonuje się w Eucharystii. Pod postaciami chleba i wina, które mocą słów konsekracji stają się Ciałem i Krwią Chrystusa, jest On obecny nie tylko w swym zbawczym działaniu i w jego skutkach, ale osobiście (por. EdE 11). Celebracja eucharystyczna nie jest zwykłym odtworzeniem i przypomnieniem odległych zdarzeń, ale urzeczywistnieniem całego Misterium Paschalnego, a nade wszystko faktycznym uobecnieniem samego Jezusa Chrystusa (EdE 3).

Eucharystia jest nie tylko pamiątką tradycyjnej uczty paschalnej w Wieczerniku, lecz to sam żywy i prawdziwy Chrystus, odwieczne Słowo, przez które wszystko się stało co się stało (por. J 1, 3), który dla naszego zbawienia przyjął ludzkie ciało i narodził się z Maryi Dziewicy. To ten sam Pan, który przez mękę, krzyż i zmartwychwstanie otworzył nam bramy Nieba.

Eucharystia wskazuje nie tylko na zbawcze działanie Jezusa Chrystusa, lecz na Niego samego, dlatego „zawsze musimy czuwać, ażeby to wielkie spotkanie z Chrystusem-Hostią nie stało się dla nas zwyczajne, abyśmy nie przyjmowali Go niegodnie i w stanie grzechu, zwłaszcza śmiertelnego” (DC 7).

Jak wiemy, Ostatnia Wieczerza bezpośrednio łączy się z Męką Chrystusa, której Zbawiciel podjął się z miłości do ludzi. Z tego względu „(…) kult eucharystyczny stanowi jak gdyby duszę całego życia chrześcijańskiego. Jeśli bowiem życie chrześcijańskie wyraża się w spełnianiu największego przykazania, czyli w miłości Boga i bliźniego, to miłość ta znajduje swoje źródło właśnie w tym Sakramencie, który powszechnie bywa nazywany sakramentem miłości” (DeV 5). Jeśli jest to więc Sakrament Miłości, to prawdziwa duchowość eucharystyczna polega w istocie na odpowiadaniu miłością na miłość, co ma się wyrażać w adoracji Najświętszego Sakramentu oraz w ofiarowaniu swojego życia razem z ofiarą Chrystusa Bogu Ojcu. Chrystus w Ogrodzie Oliwnym z bólem i smutkiem, spowodowanym osamotnieniem, kieruje do apostołów, ale i do każdego ze swoich uczniów (a więc i nas) słowa: „Czyż jednej godziny nie mogliście czuwać ze Mną?” (Mt 26,40). Kiedy idziesz, by uczestniczyć we Mszy Świętej, pomyśl, co będzie twoją duchową ofiarą. Razem z chlebem i winem złóż na Ołtarzu Pańskim twoje radości, sukcesy, cierpienia, upokorzenia, choroby, trud codziennego życia rodzinnego i małżeńskiego. Warto pamiętać, że zewnętrznym znakiem takiej duchowej ofiary jest dar materialny czyli popularna „taca”. Należy również pamiętać o intencji, w jakiej chce się złożyć swoją ofiarę, czyli w jakiej intencji pragnie się modlić podczas Mszy Świętej. Duchowość eucharystyczna polega oczywiście również na godnym spożywaniu Ciała Pańskiego podczas Komunii Świętej. Jezus w Ewangelii mówi nam: ”Kto spożywa moje ciało i pije moją krew, pozostaje we Mnie, a Ja w nim” (J 6, 56). Wielu współczesnych uczniów Chrystusa mimo tej obietnicy powstrzymuje się przed Komunią Świętą, choć nie zawsze stoi temu na przeszkodzie grzech ciężki. Święty Franciszek Salezy, wieki promotor chrześcijańskiego humanizmu, w swoim głównym dziele duchowym Filotea tak pisze o tej kwestii: „Częsta Komunia Święta jest potrzebna silnym, by nie osłabli; słabym, by nabrali sił; chorym, by ozdrowieli; a zdrowym, by nie wpadli w niemoc”.

Zastanówmy się i rozwińmy ten ostatni z wyżej wymienionych przejawów duchowości eucharystycznej w życiu ucznia Chrystusa, czyli spojrzenie na Eucharystię jako chleb życia. Niech nam w tym pomoże prawda objawiona w Ewangelii według św. Jana.

 

Praca, która gwarantuje chleb życia, jest pracą wiary

Z błogosławieństwem Bożym i pomocą Ducha Świętego zechciejmy odkryć, jakie relacje zachodzą między każdym ze słów i terminów zapisanych w szóstym rozdziale Ewangelii Janowej: chleb ziemski i Chleb Niebiański; chleb, który zaspakaja głód przez krótką chwilę i Chleb, który daje życie wieczne; Mojżesz, który zaspokaja głód Izraela i Jesus, który zaspokaja głód całej ludzkości.

Życie w obfitości dla całego świata: nie dla wielkich mas, ale dla tych, którzy wierzą. Chleb życia: kto jest głodny tego chleba, zostanie nim nakarmiony. Ten, który pracuje w sprawie Bożej, w tym, czego chce Bóg, zachowa życie.

Praca, która wyniszcza życie i prowadzi ku śmierci, to praca, którą zarabiamy na chleb codzienny. Jest to trud, który nas męczy i niszczy, ale też w pewnym sensie pozwala nam się zrealizować. Niemniej jednak powinniśmy zawsze pamiętać o tym, że chleb, na który pracujemy w pocie czoła, nie jest pokarmem życia, nie jest chlebem, który zawiera w sobie życie, lecz jedynie oddala w czasie śmierć. Natomiast chleb, który nam daje Jezus Chrystus, nie jest chlebem wstrzymującym śmierć czy oddalającym ją, tylko przynoszącym życie. W związku z tym odpowiednią pracą, pozwalającą zdobyć ten chleb, który daje życie, nie jest praca wykonywana siłą naszych rąk, lecz praca wiary.

Żydzi pytają Jezusa: „Cóż mamy czynić, abyśmy wykonywali dzieła Boże?” (J 6,28), na co Chrystus odpowiada: „Na tym polega dzieło zamierzone przez Boga, abyście uwierzyli w Tego którego On posłał” (J 6,29) – to jest cała wasza praca. Pracy, która męczy, odpowiada chleb, który oddala śmierć, natomiast pracy wiary odpowiada chleb dający życie.

Jezus Chrystus ustanowił głęboki kontrast między dwoma rodzajami chleba, dlatego jeśli ktoś pracował tylko po to, aby oddalić śmierć, przegrał – przegrał chleb, pracę i życie.

Pytania egzystencjalne, które w pewien sposób wypływają z tego tekstu Ewangelii, są następujące: co z tego, co ty robisz, ma życie wieczne? Czy pracujesz, żeby mieć życie, czy może po to, by nie umrzeć? Oddalasz od siebie śmierć czy żyjesz pełnią życia? Czy życie jest w tobie, czy jest to tylko oddalenie absurdu, bezsensu, pustki egzystencjalnej, nocy wiecznej, śmierci?

Jeśli pracujemy tylko dla chleba, który jedynie oddala śmierć, nasze dni się skończą i z nimi swój koniec będą miały nasze chleby powszednie i wysiłki. Jezus zaprasza nas, abyśmy zapragnęli  życia, które nigdy się nie kończy i nie zaniknie, dlatego potrzebujemy światła, łaski i pokarmu różniącego się od tego doczesnego. To pokarm, który nam daje Jezus – jest nim On sam..

Pokarm, który my spożywamy jest pokarmem bez życia. Najpierw „coś” zabijamy, a potem jemy. Zrywając owoc z drzewa, odseparowujemy go od źródła życia. Podobnie czynimy, zabijając owce, krowę, królika czy jakiekolwiek inne stworzenie, zdatne do spożycia. Zabijamy życie i zjadamy coś martwego.

Wegetarianie, propagując swój sposób odżywiania, mówią: „Ja nie jem trupa”. Jest bardzo obrazowe, ale rzeczywiście, ktoś zjada zwłoki kury, świni lub innego zwierzęcia. Jeśli jednak zagłębimy się w refleksję na ten temat, w sposób nieunikniony dojdziemy do wniosku, że również wegetarianie muszą przecinać strumień życia: oddzielają kwiat, owoc, liść lub korzeń od rośliny (która jest przecież żywą istotą), żeby móc je spożyć.

Problemem nie jest jednak to, czy należy jeść warzywa lub zwierzęta. Kłopot w tym, że my, aby żyć, musimy odbierać życie innym. Chrystusowi natomiast nikt nie zabiera życia – On sam je daje. Na tym polega właśnie wielka różnica między nami a Jezusem. Możemy powiedzieć, że ten doskonały owoc, którym jest Chrystus, nigdy nie oddzielił się od Boga Ojca. My musimy przerwać więź jabłka i jabłoni, aby cieszyć się smakiem tego pierwszego; Chrystus zaś nigdy nie był odłączony od Boga Ojca i dlatego, spożywając Jego Ciało, nie zabieramy mu życia, tylko otrzymujemy je, ponieważ On sam nam je ofiarowuje.

Wchodząc w Komunię z Jezusem otrzymujemy całe źródło życia – ten, kto ma je w swym sercu, nie doświadcza śmierci.

Na koniec zadajmy sobie pytanie: jak przyjmuję Chleb Boga? Czy rozkoszuję się nim, wydobywając wszystkie smaki miłości, dobroci, miłosierdzia, czułości i życia? Zważ, drogi Czytelniku, na to, jak przyjmujesz Chleb Eucharystyczny. Czyń to bez pośpiechu, z miłością, dziękując Bogu za ten wielki dar. Zawsze bądź świadomy, co albo lepiej mówiąc Kogo przyjmujesz. Rozkoszuj się Bożym miłosierdziem i dziękuj w swym sercu za cudowny dar, jaki otrzymałeś od Stwórcy: „Skosztuj i zobacz, jak Pan jest dobry” (Ps 33,9). Delektuj się tym, co Bóg ci daje, a odkryjesz dobro, jakim jest On sam. Uwielbiaj Go, dziękuj Mu za wszystkie dary służące temu, aby rozwijać życie fizyczne, intelektualne i duchowe. Nie zapominaj dawać świadectwa o dobroci żyjącego Boga i o tym, że i ty masz się stać pokarmem i źródłem życia dla innych. Żyjąc w ten sposób duchowością eucharystyczną będziesz szczęśliwy, bo kto spożywa ten chleb, który przenosi nas przez śmierć, będzie miał życie w imię Jezusa przez całą wieczność.

o. Adam Kośla CSsR, Prefekt Stydentatu

o. Adam Kośla CSsR, Prefekt Studentatu

Tajemnica Eucharystii

Duch Święty wskazał redemptorystom „do czego” i „jak” prowadzić ludzi żyjących we wspólnocie Kościoła, czyli również Ciebie, drogi Czytelniku. Wskazania, jak stawać się znakiem obecności Boga w świecie – bo to jest zadaniem ochrzczonych – zawarte są w Konstytucjach naszego Zgromadzenia i to właśnie one stały się punktem wyjścia dla serii trzech numerów biuletynu Wyższego Seminarium Duchownego Redemptorystów w Tuchowie „Rodzina Odkupiciela”.

Ukazał się już drugi numer z tej serii (86)! Znajdziemy w nim drugą z trzech wskazówek: „W tajemnicy Eucharystii pielgrzymują z Chrystusem do Ojca” (por. Konstytucja 12). Jest ona inspiracją dla tytułu biuletynu „Tajemnica Eucharystii” oraz zawartych w nim artykułów.

Sercem czasopisma jest dział ,,Duchowość”. Możemy w nim znaleźć informacje o roli Eucharystii w naszym życiu. Artykuł znajdujący się w nim podkreśla najistotniejsze spotkanie w budowaniu relacji z Chrystusem, co prowadzi do istoty życia chrześcijańskiego – zjednoczenia i naśladowania Pana Jezusa. Znajdziemy także informacje o tym, jaką rolę pełni Eucharystia  w życiu redemptorysty –  w rozeznaniu powołania, formacji seminaryjnej oraz posłudze kapłańskiej.

W dziale ,,Rodzina Rodziny” poznamy świadectwo tego, jak Eucharystia kształtuje i wpływa na życie rodzinne. Zapoznamy się tutaj również z  doświadczeniem szafarza nadzwyczajnego Komunii Świętej.

Nie brakuje również inspiracji dla ludzi młodych! Możemy zapoznać się ze świadectwem Bartka, który opowiada o Eucharystii w życiu ministranta, lektora i członka Ruchu Światło-Życie. Ciekawą myślą dzieli się z nami Beata, wokalistka toruńskiego zespołu muzycznego „Sunday Worship”, która mówi o roli muzyki w jej życiu i przeżywaniu Eucharystii we wspólnocie.

W 200. rocznicę śmierci św. Klemensa i rozpoczynającego się roku poświęconego jemu, nie mogło zabraknąć artykułu o tym wielkim świętym redemptoryście i jego działalności. Tradycyjnie również, część numeru poświęcona jest temu, co dzieje się w Centrum Duszpasterstwa Powołań.

Serdecznie zapraszamy do sięgnięcia po nowy numer „Rodziny Odkupiciela”. Można go znaleźć w parafiach prowadzonych przez redemptorystów, a także nabyć drogą pocztową po podjęciu prenumeraty. Aby ją rozpocząć, prosimy o kontakt z redakcją lub wpłatę dobrowolnej ofiary na konto: 90 1240 5194 1111 0010 8696 4277 z dopiskiem ,,Rodzina Odkupiciela”.

wsd.redemptor.pl/rodzina-odkupiciela

 facebook.com/rodzinaodkupiciela

Redakcja ,,Rodziny Odkupiciela”

Wysoka 1, 33-170 Tuchów

14 632 72 00

rodzina.odkupiciela@gmail.com

Redakcja „Rodziny Odkupiciela”

OŻYWCZE SŁOWO BOŻE

Duch Święty wskazał redemptorystom do czego i jak prowadzić ludzi żyjących we wspólnocie Kościoła, czyli również Ciebie, drogi Czytelniku. Wskazania, jak stawać się znakiem obecności Boga w świecie – bo to jest zadaniem ochrzczonych – zawarte są w Konstytucjach naszego Zgromadzenia i to właśnie one stały się punktem wyjścia dla serii trzech numerów biuletynu Wyższego Seminarium Duchownego Redemptorystów w Tuchowie „Rodzina Odkupiciela”.

Pierwszy numer z tej serii (85) już się ukazał! Znajdziemy w nim pierwszą z trzech wskazówek: „Ożywiana bowiem słowem Bożym daje świadectwo Chrystusowi” (por. Konstytucja 12). Jest ona inspiracją dla tytułu biuletynu: „Ożywcze Słowo Boże”  jak i dla wszystkich zawartych w nim artykułów.

Sercem biuletynu jest dział ,,Duchowość”. Możemy w nim znaleźć informacje o roli słowa i słowa Bożego w naszym życiu. Artykuł ten zawiera również bardzo cenne wskazania o tym, jak na co dzień żyć słowem Bożym, aby mogło działać w nas i przez nas. Znajdziemy oczywiście informacje o tym, jaką rolę pełni Pismo Święte w życiu redemptorysty –  w rozeznaniu powołania, formacji seminaryjnej oraz posłudze kapłańskiej.

Bardzo ciekawy tekst znajdziemy w dziale ,,Rodzina Rodziny”, gdzie w artykule ,,Wspólna droga” Grzegorz i Elżbieta Bieńkowie wraz z dziećmi dzielą się tym, jak życie słowem Bożym odmienia ich codzienność.

Nie brakuje również inspiracji dla ludzi młodych! Możemy zapoznać się ze świadectwem Karoliny, związanej z Ruchem Światło Życie, która opowiada o roli Pisma Świętego w jej formacji oazowej. Ciekawą myślą dzieli się z nami Natalia ze wspólnoty młodzieżowej św. Józefa z Torunia. Na podstawie przygotowań do Europejskich Dni Młodzieży Redemptorystowskiej pokazuje, w jaki sposób człowiek młody może się odnaleźć w Kościele i przejść drogę od bycia biorcą do stania się dawcą.

Na zakończenie roku św. Gerarda, nie mogło zabraknąć artykułu o tym wielkim świętym redemptoryście. Tradycyjnie również, część numeru poświęcona jest temu, co dzieje się w Centrum Duszpasterstwa Powołań, któremu przewodzi nowy duszpasterz – o. Szczepan Hebda CSsR.

Serdecznie zapraszamy do sięgnięcia po nowy numer „Rodziny Odkupiciela”! Można go znaleźć w parafiach redemptorystowskich, jak i również nabyć drogą pocztową, po podjęciu rocznej prenumeraty (3 numery za dowolną ofiarę). Aby rozpocząć prenumeratę, prosimy o kontakt z redakcją:

wsd.redemptor.pl/rodzina-odkupiciela

  facebook.com/rodzinaodkupiciela

  rodzina.odkupiciela@gmail.com

  Redakcja ,,Rodziny Odkupiciela”, Wysoka 1, 33-170 Tuchów

  14 632 72 00

Redakcja „Rodziny Odkupiciela”

Stary album

Chwyć do ręki stary, rodzinny album ze zdjęciami (na pewno jakiś masz!), a wejdziesz do innego świata, albo lepiej – do dawnego świata: niemodne już fryzury i ubrania, fasada domu przed remontem, drewniane okna, ci sami, ale nie tacy sami, bliscy i przyjaciele… Weź do ręki stare numery biuletynu seminaryjnego „Rodzina Odkupiciela”, a znajdziesz to samo, czyli historię – historię rodziny redemptorystowskiej, która w 1991 r. postanowiła opowiedzieć o sobie. 

Krótka historia „Rodziny Odkupiciela”

Biuletyn Wyższego Seminarium Duchownego Redemptorystów w Tuchowie „Rodzina Odkupiciela” powstał w 1991 r. Pierwszymi redaktorami byli: Mariusz Chyrowski , Dariusz Paszyński oraz Andrzej Kowalski. Oni to na prośbę ówczesnego prowincjała o. Gajdy połączyli trzy wydawane wtedy pisma („Śladami Odkupiciela”, „Misyjnym szlakiem” oraz „Viator”) w jedno – pismo Prowincji Warszawskiej Redemptorystów wydawane przez WSD Tuchów drukowane zaś przez ś.p. o. Stanisława Stańczyka, które zakładał wtedy Poligrafię Redemptorystów. Biuletyn zawierał informacje o życiu i pracy redemptorystów w Polsce i zagranicą, artykuły o duchowości oraz o świętych Zgromadzenia. Od początku pojawiały się także teksty o powołaniu i jego rozeznawaniu przez młodych ludzi. Pismo adresowane było do parafian, rodzin, dobrodziejów Zgromadzenia a także do wszystkich redemptorystów. Wkrótce w czasopiśmie pojawiły się informacje o zaangażowaniu kleryków w grupy apostolskie: Stowarzyszenie Rodziców i Przyjaciół Osób Niepełnosprawnych „Nadzieja” oraz w Zespole Misyjnych „Wschód”. Periodyk ukazywał się co dwa miesiące.

W 1993 r. „Rodzina Odkupiciela” otrzymała nową szatę graficzną i nowy format. Kolorowa okładka na kredowym papierze z tytułem każdego numeru skrywała treściowo podobną zawartość z pewnymi nowościami, jak na przykład kącik dziecięcy dla młodszych czytelników. Zeruje się także numeracja i od 1993 r. znowu wychodzi pierwszy numer Rodziny Odkupiciela. Skład oraz druk czasopisma to dzieło Małej Poligrafii Redemptorystów w Tuchowie.

Kolejny rok to czas kolejnych zmian. Biuletyn staje się pismem seminaryjnym tworzonym przy współpracy ze wspólnotą nowicjatu oraz postulatu z Krakowa. Zmieniony zostaje układ poszczególnych artykułów wewnątrz pisma, z okładki znika tytuł, ale pojawia się numer ISSN, czyli Międzynarodowy Znormalizowany Numer Wydawnictwa Ciągłego, przydzielany przez Narodowy Ośrodek ISSN podlegający Bibliotece Narodowej. Ustalony styl wnętrza numeru zmienia się po dwóch latach (1996), znika wtedy kącik dziecięcy, a pojawia się wyraźny podział periodyku na działy tematyczne wraz z fotokroniką, a samo czasopismo jest wydawane trzy razy do roku. Kolejna korekta stylu „Rodziny Odkupiciela” następuje w 1998 r. i ustalony wtedy wygląd, podział numerów trwa do 2002 r. kiedy następuje olbrzymia zmiana w sposobie tworzenia biuletynu.

Skład i druk „Rodziny Odkupiciela” ma miejsce w Krakowie. Przy współpracy z Wydawnictwem „Homo Dei”, prowadzonym przez redemptorystów, następuje skład i przygotowanie każdego numeru do druku przez Poligrafię Inspektoratu Salezjańskiego. Powraca fotokronika, artykuły zgrupowane są w różne działy, jak na przykład: „Gość numeru”, „Duchowość redemptorystowska”, „Nasze parafie”, „W służbie słowu”, „Z życiu seminarium”. Na ostatnich stronach można znaleźć godne polecenia książki, filmy czy muzykę. „Homo Dei” z współpracownika w wydawaniu „Rodziny Odkupiciela” w 2005 r. zostaje, w miejsce WSD Tuchów, jego wydawcą.

W 2007 r. wychodzi jubileuszowy 50 numer „Rodziny Odkupiciela” (licząc od nowej numeracji z 1993 r.). Fotokronika zostaje umieszczona na kolorowej wkładce w środku numeru, a rok później cały numer „Rodziny Odkupiciela” zostaje po raz pierwszy wydrukowany w kolorze – okładka oraz wnętrze.

2009 r. to wielki powrót biuletynu seminaryjnego do Tuchowa – Mała Poligrafia Redemptorystów na powrót zajmuje się składem oraz drukiem periodyku, a wydawcą ponownie staje się Wyższe Seminarium Duchowne w Tuchowie. Ustalony zostaje nowy styl i podział numeru na działy takie jak: „Chwila dla Słowa”, „Wywiad”, „Świadectwo”. W 2013 r. do współpracy i redakcji „Rodziny Odkupiciela” wchodzi Centrum Duszpasterstwa Powołań Redemptorystów, zwiększa się liczba stron periodyku, a informacje od wspólnot postulatu i nowicjatu to obowiązkowy punkt każdego numeru. W tym roku następuje także nowy podział na działy: „W drodze do”, „Duchowość”, „Być redemptorystą”, „Boży szaleniec”, „Rodzina Rodziny”, „Wydarzyło się”, „Centrum Duszpasterstwa Powołań” oraz „Fotokronika”. „Rodzina Odkupiciela” jest wydawana w trzy-numerowych cyklach tematycznych.

Od 2016 r. z racji wydawania nowego numeru odprawiana jest Eucharystia w intencji wszystkich dobrodziejów i sympatyków „Rodziny Odkupiciela”. Od tego roku dostępne są także archiwalne numery biuletynu na stronie wsd.redemptor.pl/rodzina-odkupiciela. W tym samym roku do 50 zwiększyła się liczba stron czasopisma, które wydawane jest od tej pory w formie zeszytowej.

Od początku przy tworzeniu artykułów brali udział redemptoryści – zarówno kapłani i bracia po ślubach wieczystych jak i klerycy, nowicjusze i postulanci – a także siostry redemptorystki, przyjaciele i współpracownicy Zgromadzenia, a także różni zaproszeni do współpracy goście i publicyści. Ten sam pozostaje cel wydawanie biuletynu seminaryjnego: przybliżenie parafianom, rodzinie, przyjaciołom i samym redemptorystą tego, co dzieje się w seminarium i Zgromadzeniu.

Biuletyn utrzymuje się i rozwija dzięki dowolnym ofiarom.

Zapraszamy także na:

Facebook – Rodzina Odkupiciela

Dariusz Dudek CSsR