Kilometry na granicy

Jadąc do Zosina nie wiedziałem czego się spodziewać. Jako klerycy wraz z o. Maciejem jechaliśmy tam jako pierwsza ekipa. Mimo początkowych trudności bardzo szybko odnaleźliśmy się w tej sytuacji. Współpraca z wolontariuszami była konkretna i rzeczowa, ale traktowaliśmy się jak rodzina, jak jedna wielka wspólnota. 

W większości odpowiadałem za transporty, przewozy i dostarczanie darów czy potrzebnych rzeczy w konkretne miejsca. Gdy byłem na miejscu pomagałem we wszystkim o co mnie proszono np. segregowanie darów, pakowanie/rozładowywanie busów, noszenie kanapek na granicę itd.  W trakcie pobytu w Zosinie miałem kilka transportów do Leżajska skąd dary były wysyłane bezpośrednio na Ukrainę oraz kilka przerzutów darów na ukraińską stronę. Pierwszy przejazd był dla mnie mocno stresujący i trwał ok 3h – najpierw kontrola na polskiej stronie, potem spotkanie z celnikami po stronie ukraińskiej  i tak dalej.  W trakcie jednego z przerzutów utknąłem na ukraińskim pasie granicznym na ok 5h. Wystąpiły pewne komplikacje, przez co mogłem te kilka godzin spędzić z celnikami oraz z uchodźcami którzy przekraczali granicę. Mogłem zobaczyć czas, sposób i formę przekraczania ukraińskiej granicy przez uchodźców, widzieć ich zmęczenie przed dalszą drogą, słyszeć historię życia i poznawać ich rodziny. Będąc tam w habicie chciałem i starałem się być znakiem obecności Boga w ich trudnych i beznadziejnych sytuacjach, w których się znaleźli. Na szczęście bez żadnych problemów z garścią nowych doświadczeń wróciłem do naszego namiotu Nadziei w Zosinie. Każdy przejazd przez granicę był niesamowitym przeżyciem oraz możliwością zobaczenia w oczach tych ludzi utrudzonego i bolejącego Chrystusa, którego pokochałem jeszcze mocniej.

Miałem okazję spotkania i głębszego poznania historii kilkorga uchodźców. Były to trudne historie, nieraz pełne łez. W trakcie pracy przy naszym namiocie Caritasu było wiele trudnych i kryzysowych sytuacji, ale wspólnota wolontariuszy i wiara w Opatrzność Bożą dodawała mi siły i energii do pracy po 15 – 20h dziennie. Największą satysfakcję z tego wolontariatu dawała mi wdzięczność uchodźców wobec mnie czy innych wolontariuszy. Był to dla mnie zastrzyk motywacji i wiary w to, że jako redemptoryści jesteśmy tam gdzie powinniśmy być – przy ubogich i opuszczonych. 

Bardzo ważnym momentem była także pierwsza Eucharystia w naszym namiocie modlitewnym gdzie codziennie teraz można w niej uczestniczyć.

Nasza obecność jako zakonników była też bardzo ważna dla ludzi których spotykaliśmy, sam kilkakrotnie byłem proszony o modlitwę za kogoś, by mógł dotrzeć do celu i zaznać spokoju. 

Przez ten czas Bóg pozwolił mi poszerzyć serce na każdego kogo spotykam i przyjmować go z tym z czym przychodzi. Spotkałem wielu wspaniałych ludzi, którzy poświęcali urlopy, pieniądze i swoje siły dla uchodźców.  Na nowo uczyłem się kochać i poznałem kolejne oblicze Miłości do drugiego. Chwała Panu!

Bartłomiej Laskowski CSsR

 

Jeśli chcesz dołączyć do wolontariatu skontaktuj się z nami przez ten numer telefonu: 
+48 731 323 075
Możesz też zapisać się, korzystając z tej ankiety!

Pomagać można również poprzez przekazywanie darów, które trafią do uchodźców i na Ukrainę! Na tym fanpage’u dowiecie się, czego aktualnie najbardziej potrzebujemy!