Którędy iść?

Ostatnie spotkanie już za nami! Cykl czuwań dla młodzieży pod nazwą Po co nam miłosierdzie? przygotowujących do Światowych Dni Młodzieży w Krakowie dobiegł końca. Po raz kolejny 10 czerwca Sanktuarium MB Tuchowskiej wypełniło się młodymi ludźmi gotowymi na konfrontację z odpowiedzią na pytanie zawarte w tytule serii spotkań.

Tematem czerwcowego spotkania były dwa bardzo ważne sakramenty: małżeństwo i kapłaństwo – ogólnie pojęta droga życia. Ojciec Marcin Krupa CSsR w krótkiej homilii podczas Eucharystii zastanawiał się, co jest realnym szczęściem oraz z czego ono się bierze. W odpowiedzi wskazał na różne namiastki szczęścia: przedmioty, sytuacje. Rozwinął swoje rozważania na konferencji po Mszy Świętej. Dopiero tutaj doszedł to tego, co jest szczęściem w wymiarze ziemskim, a które bierze się z dobrego wyboru swojej drogi życia. W bardzo przystępny sposób pokazał trzy możliwości realizowania życiowego powołania. Były nimi życie w małżeństwie w miłości wyłącznej skierowanej ku drugiej osobie, powołanie do życia w samotności jako „singiel” oraz powołanie do stanu kapłańskiego bądź zakonnego. Prowadzący w ciekawy sposób przedstawił znaki powołania do danego rodzaju życia. Natomiast ogólnym wyznacznikiem słuszności dokonanego wyboru jest  szczęście oraz gotowość do wyrzeczeń z miłości i „Boży” pokój w sercu.

Po konferencji przyszedł czas na krótką przerwę w jadalni pielgrzyma przy ciastku i napoju. Skończywszy tę część naszego spotkania udaliśmy się do bazyliki i rozpoczęliśmy adorację Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie. Wspólnie śpiewając pieśni uwielbienia wysławialiśmy Tego, który nas zgromadził w ten piątkowy wieczór. On też daje każdemu z nas konkretne powołanie – niesienie miłości innym w każdym czasie: w wypełnianiu wszelakich, nawet najzwyklejszych obowiązków i zadań, których się podejmujemy. Niesamowite jest to, jak bardzo nas wszystkich uczestniczących w tym spotkaniu połączyło jedno przekonanie o miłości Boga do nas. Oby ta świadomość nie wygasła i była w nas zawsze obecna: gotowość w gotowości dążenia do poznania Boga i Jego miłości.

Po co nam miłosierdzie? Na to pytanie towarzyszące nam przez cały cykl spotkań pod tym samym tytułem, odpowiedź wydaje się być jasna, szczególnie, że każde z czuwań z tej serii pokazywało nowe wymiary rzeczywistości kryjącej się pod pojęciem miłosierdzie. Poznanie Chrystusa oraz tego, w jaki sposób On nas miłuje jest samym sercem miłosierdzia, wypływa z tego również nauka dla nas, jakie postawy mamy przyjmować wobec innych: pełne wyrozumiałości oraz umiłowania bliźniego. Wszystkim uczestnikom dziękujemy za gotowość na spotkania z Chrystusem przychodzącym w obliczu pełnym Miłosierdzia. Mamy również nadzieję, że nasze wspólne czuwania pomogły choć trochę przygotować się na bliskie już Światowe Dni Młodzieży w Krakowie.

br. Piotr Mazur CSsR


O ŚDM-ie raz jeszcze

o. Jacek Dubel CSsR w Prowincji Warszawskiej Redemptorystóo. Jacek Dubel CSsRw od wielu lat zajmuje się dziełami Nowej Ewangelizacji. Jest dyrektorem krakowskiego biura International Center of Evangelization. Należy do Zespołu do spraw Nowej Ewangelizacji powstałym przy Konferencji Episkopatu Polski. Jako kapłan uczestniczył w Światowych Dniach Młodzieży w Częstochowie.

o. Tomasz Jurkiewicz CSsR

o. Tomasz Jurkiewicz CSsR posługuje jako duszpasterz i katecheta w krakowskiej wspólnocie redemptorystów. Dwukrotnie, jeszcze w czasie formacji seminaryjnej, uczestniczył w Światowych Dniach Młodzieży. Jako duszpasterz młodzieży i akademicki jest zaangażowany w przygotowanie ŚDM-u w Krakowie.

br. Tomasz Bil CSsR: Zbliżające się Światowe Dni Młodzieży w Krakowie nie będą pierwszymi, w jakich Ojcowie będą uczestniczyć. Jakie są Ojców dotychczasowe doświadczenia z tymi spotkaniami?

o. Jacek Dubel CSsR: Do tej pory byłem na jednych Światowych Dniach Młodzieży, które miały miejsce w Częstochowie w 1991 roku. Wtedy miałem już 6 lat kapłaństwa. To był taki okres, kiedy po intensywnej pracy wśród studentów jako duszpasterz akademicki i katecheta, poszedłem na studia i wtedy uczestniczyłem w tym spotkaniu. Dla mnie to było przede wszystkim doświadczenie ogromnego entuzjazmu ludzi, zwłaszcza ludzi młodych, wielkiej spontaniczności, czucia niezwykłej atmosfery i nade wszystko spotkania z Ojcem Świętym które było dla mnie wtedy ogromnym przeżyciem. To doświadczenie spotkania papieża, który jest tak blisko, nie tylko w sensie fizycznym, ale tak bardzo blisko tych ludzi, którzy się tam zgromadzili, którzy przeżywali swoje świętowanie. Od strony organizacyjnej pamiętam sporo śmieci, brudu, ale dzisiaj przede wszystkim przebija się w pamięci ten wielki entuzjazm, radość.

o. Tomasz Jurkiewicz CSsR: Na Światowych Dniach Młodzieży byłem najpierw w Rzymie, na spotkaniu w Roku Jubileuszowym 2000., było to po pierwszym moim roku w seminarium. Było to wtedy ewenementem, że kleryka po pierwszym roku prefekt zgodził się puścić za granicę. Jechałem z grupą młodzieży, która na co dzień była wolontariuszami w Radiu Maryja, i z o. Piotrem Andrukiewiczem. To był czas poznawania tych ludzi. Znałem ich już wcześniej, bo spotykaliśmy się na wolontariacie pomagając w radiu w wakacje. To byli ludzie różniący się poglądami, których pociągnął na te Światowe Dni Młodzieży chyba właśnie entuzjazm o. Piotra, fascynata ŚDM-ów. Pamiętam z tamtego czasu Rzym wypełniony młodymi ludźmi. Było trudno przejść ulicą z jednej bazyliki do drugiej czy nawet pomiędzy budynkami. Pamiętam niesamowite spotkanie z Janem Pawłem II na Tor Vergata. Spotkanie, które wiązało się z ogromnym wysiłkiem dojazdu na nie, ale bardzo silne duchowo. To było spotkanie papieża już starszego wiekiem, ale umiejącego zafascynować Chrystusem, umiejącego mówić wprost do młodych ludzi. To, jak myślę, przejawiało się później w postawach tej grupy, z którą pojechałem.

Drugi raz na ŚDM-ie byłem w Kolonii, będąc jeszcze w seminarium. Przed diakonatem mogłem jako akolita udzielać Komunii świętej. To było też piękne wydarzenie, dlatego że mogłem komuś służyć. Taka historia z tych Światowych Dni Młodzieży w Kolonii: W czasie mszy posłania skierowano nas najpierw do miejsca, gdzie mieliśmy rozdawać Komunię. Było nas chyba szesnastu, a osób, którym mieliśmy tam rozdać Komunię, było może dziesięć. Skierowano nas do innego miejsca, gdzie przez dłuższy czas rozdawałem Komunię łamiąc każdy komunikant na fragmenty po kilka milimetrów, bo tak dużo było ludzi, a taka mała ilość Komunii świętej. Ludzi z różnych krajów, tak bardzo łaknących Chrystusa Eucharystycznego. Myślę że to był mocny moment dla samych Niemców, którzy mają różne podejście do Eucharystii…

T.B.: Czy był jakiś element tych spotkań na tyle dla ojców istotny, że wpłynął jakoś na Wasze kapłańskie i zakonne życie?

J.D.: Moje kapłaństwo było związane bardzo mocno z osobą Jana Pawła II. Tuż przed pójściem do seminarium spotkałem go jako kardynała jadącego na konklawe, na którym wybrano na papieża Albino Lucianiego, czyli Jana Pawła I. Wtedy potargał mnie po łepetynie, przytulił, pytał, co będę robił. Później pisałem pacę magisterską i licencjacką na temat zagrożeń rodziny w świetle nauczania Jana Pawła II. Cała idea Nowej Ewangelizacji, którą papież podjął, stała się jakby leitmotivem mojej pracy kapłańskiej. Dlatego każde spotkanie z Ojcem Świętym, również to w czasie ŚDM-u, było czymś, co wyzwalało we mnie pokłady fascynacji osobą papieża i zaproponowaną przez niego Kościołowi Nową Ewangelizacją jako pewnym nowym sposobem myślenia, postrzegania wszystkiego w Kościele. Trudno mi powiedzieć, by ten moment w jakiś konkretny sposób kształtował moje kapłaństwo i życie zakonne, ale na pewno był jednym z  wielu, w których doświadczenie spotkania z Janem Pawłem II utwierdzało mnie w tym, co podjąłem jako kapłan, szczególnie już później, gdy pracowałem nad misjami ewangelizacyjnymi, Szkołą Nowej Ewangelizacji czy w ogóle działem ewangelizacji. To właśnie osoba Jana Pawła II ma tu ogromne znaczenie. Myślę że inaczej wyglądałoby moje kapłaństwo, gdyby ktoś inny był papieżem i miał inne koncepcje.

T.J.: Mogę się przyłączyć do tego, że te dwa wydarzenia ŚDM-u raczej nie miały wpływu na to dotychczasowe kapłaństwo, ale sama postawa papieża Jana Pawła czy też Benedykta XVI w Kolonii. To że Jan Paweł II był takim maratończykiem, niestrudzonym w tym, żeby być z człowiekiem, być dla człowieka, żeby poświęcać się, dać się pożreć przez młodych… W Tor Vergata były te momenty, gdy obecny kardynał Dziwisz już jakby przymuszał Jana Pawła II do tego, żeby zakończyć to spotkanie. Został odsunięty przez papieża żeby dać jeszcze trochę czasu młodym. Myślę że to jest taka cecha, której się nauczyłem od Jana Pawła II, a od Benedykta XVI tego, że on jako człowiek raczej powściągliwy w kontaktach z młodymi ludźmi – a to były jego pierwsze miesiące jako papieża – umiał się złamać, umiał przekroczyć samego siebie, robić wiele gestów, które wcześniej nie były u niego w ogóle zauważalne. Umiał znaleźć takie słowa, żeby z tej teologii, w której jest tak mocno zakotwiczony, powiedzieć tak o Chrystusie, że młodzi ludzie to rozumieli.

T.B.: Mówiliśmy o Ojców osobistym doświadczeniu Światowych Dni Młodzieży, a teraz chciałbym zapytać o to, co te spotkania znaczą dla całego Kościoła?

J.D.: Fenomenem tych spotkań jest to, że bardzo wielu mło01adych ludzi, ogrom młodych ludzi spotyka się nagle razem – nie mówiąc już o jakimś wymiarze teologicznym tworzenia Kościoła, chociaż on jest tutaj fundamentalnym, ale ci młodzi tworzą zbiorowość ludzi podobnie reagujących, podobnie myślących. Ujawnia się wtedy wiele takich działań czasem skrywanych przez ludzi – zaczynają się przyznawać do swojej wiary, do swoich przekonań, albo odkrywają, że można to życie przeżywać inaczej. To jeden wymiar dla mnie bardzo istotny. Myślę że Ojciec Święty jakby wykorzystał taki zmysł kibica, który na meczu wspólnie z innymi przeżywa jakieś wydarzenie, w sensie również psychologicznym – solidaryzuje się z innymi przeżywającymi to samo. Druga rzecz to to, że ŚDM to ogromne świadectwo. Nie byłem w Paryżu ale próbowałem śledzić te Światowe Dni Młodzieży. Dla Francuzów setki tysięcy młodych ludzi przyznających się do Chrystusa na ulicach Paryża to było niesamowite świadectwo. Myślę że wtedy Francja mogła przypomnieć sobie o swoich chrześcijańskich korzeniach.

T.J.: Odniósłbym się tutaj do dwóch sformułowań, które mamy w wyznaniu wiary. Światowe Dni Młodzieży pokazują, że Kościół jest powszechny i apostolski. Spotyka się młodzież z całego świata i to jest ten widoczny znak, że Kościół jest uniwersalny. My możemy mieć różne obrazy tego samego Boga, bo w różnych momentach naszego życia się znajdujemy, ale to jedno drugiemu nie przeszkadza. Nam nawzajem to nie przeszkadza, łączy nas właśnie ta różnorodność. Trochę to paradoksalnie brzmi, nielogicznie… Każdy z nas ma swoją indywidualną relację z Bogiem, a jesteśmy w stanie się spotkać w jakimś miejscu świata, po to żeby przeżywać tę relację z Bogiem. Na różne sposoby, bo Światowe Dni Młodzieży to nie jest tylko katecheza i Eucharystia. Całe popołudnie, ten tak zwany festiwal młodych, pokazuje nam, że tak naprawdę my odkrywamy nasze człowieczeństwo – że nie ma czegoś takiego jak jakaś chora rywalizacja, że nie ma bójek… To jest to dogłębne odkrycie człowieczeństwa, a to wszystko przez pryzmat Ewangelii.

J.D.: Ja bym do tego, co Tomek powiedział, dodał także i to, że w tej rzeczywistości wyrażania radości i świętowania, także poprzez muzykę czy inne formy kulturalne jak teatr, pantomima, nie tylko doświadczamy rzeczywistości ewangelizacyjnej, chociaż ona również ma tutaj miejsce, ale przede wszystkim doświadczamy tego, o czym mówi św. Paweł: Cokolwiek czynicie, czy jecie, czy pijecie, czy modlicie się, czy, można powiedzieć, bawicie się, Kościół nie jest prowadzony jedynie do pewnych wymiarów dewocji, Kościół to rzeczywistość bardzo żywej, różnorodnej wspólnoty, która wyraża tą swoją żywotność także poprzez umiejętność świętowania, radowania się.

T.B.: Obecnie posługa kapłańska Ojców dokonuje się w Krakowie, a to główny ośrodek ŚDM-u, dlatego chciałbym zapytać, jak wyglądają tu ostanie przygotowania do tego wydarzenia?

T.J.: Jestem zaangażowany w to przygotowanie na kilku płaszczyznach. Mamy taką strukturę jak parafialny komitet organizacyjny, mamy taką strukturę jak przygotowanie tak zwanego Dnia Alfonsjańskiego, to znaczy spotkania 27 lipca, kiedy będziemy mieli na rynku podgórskim niedaleko naszej parafii młodzież, która skupia się wokół redemptorystów w ich różnorakich duszpasterstwach na całym świecie. Jest jeszcze płaszczyzna duszpasterstwa akademickiego, na której jestem zaangażowany jako duszpasterz akademicki w archidiecezji krakowskiej. Nasza makrogrupa skupia młodzież związaną z redemptorystami, dlatego wszystko, co jest związane np. z zakwaterowaniem, z wyżywieniem pielgrzymów, z pakietami pielgrzyma, z transportem – spada na parafialny komitet organizacyjny. W innych przypadkach zajmują się tym ludzie zaangażowani w komitet organizacyjny centralny, krakowski. Stąd na naszej głowie, jako osób z komitetu parafialnego, jak i naszych wolontariuszy, jest np. kontakt z grupami. Mamy zgłoszonych ok. 46 grup z 24 krajów, ok. 1,5 tys. młodych ludzi jest na ten moment zarejestrowanych. Większość z nich ma już wykonaną rejestrację i wpłatę za pakiety pielgrzyma i w wielu tych ośrodkach, z których przyjadą, mają comiesięczne, a nawet cotygodniowe spotkania, które mają przygotować do tego wydarzenia. Nasze zadania są bardziej logistyczne, administracyjne. Na przykład w zeszłym tygodniu otrzymaliśmy plecaki dla pielgrzymów, trzeba było przetransportować z ciężarówki 80 kartonów, a że przyszły o 11 przed południem to naszych wolontariuszy nie mogliśmy ściągnąć ze szkół, studiów i pracy, więc z ojcem proboszczem i kilkoma pomocnikami sami nosiliśmy te kartony, śmiejąc się trochę, że już na siłownię nie będziemy musieli chodzić. To są takie prace, które są związane na przykład z tym, żeby wolontariusze poszli do szkół, w których będą nocowali nasi pielgrzymi, żeby posprawdzać warunki zakwaterowania, określić ile pomieszczeń jest potrzebnych na to wszystko. Przygotowania to też kontakt z samymi wolontariuszami. Mamy tutaj co miesiąc, w drugi czwartek miesiąca, spotkania dla nich. To są w większości spotkania warsztatowe ale staramy się tu też zadbać o ich ducha, tak żeby mieli siłę do tego, by w momencie, gdy stres, wysiłek, napięcie stanie się dla nas największy, czyli w drugiej połowie lipca, żebyśmy byli gotowymi na to przyjęcie pielgrzymów. 25 lipca wylądują tutaj, w Krakowie i mam nadzieję, że będziemy na to wszystko przygotowani.

J.D.: My zaczniemy nieco wcześniej. Jestem dyrektorem Międzynarodowego Centrum Ewangelizacji, które będzie miało swój kampus na terenie studium wychowania fizycznego Uniwersytetu Jagiellońskiego. Po raz pierwszy pojawiła się myśl, by w czasie Światowych Dni Młodzieży zorganizować grupę takich osób, które będą ewangelizować w czasie ŚDM-u. Ta ewangelizacja rozpocznie się już tydzień wcześniej. Kraków, archidiecezja krakowska, jest wyłączona z takich działań, które podejmują inne diecezje, kiedy tydzień wcześniej będą gościć uczestników ŚDM-u i tam organizować dla nich pewien program. Tutaj, w Krakowie, nie mamy takiego przygotowania, natomiast w ramach Zespołu ds. nowej ewangelizacji przy Konferencji Episkopatu Polski, którego szefem jest bp Grzegorz Ryś, pomyśleliśmy, że do Krakowa i tak przyjedzie tydzień wcześniej, a może nawet jeszcze wcześniej, wielu ludzi z całego świata i warto byłoby się tymi osobami zająć. Dlatego też już tydzień wcześniej zostanie zorganizowane miasteczko ewangelizatorów, na obecną chwilę to jest ok. 1600 zgłoszonych już osób. Pobyt w tym miasteczku rozpocznie się od rekolekcji i szkolenia dla nas, a później będzie czas na ewangelizację. To pierwszy tydzień. Natomiast w drugim tygodniu jesteśmy jako wolontariusze zaangażowani w festiwal młodych, tworząc również ekipy obsługujące poszczególne sceny, na których będą dawane świadectwa, będzie modlitwa za uczestników, także ewangelizacja. Są jeszcze sprawy związane ściśle z wolontariatem. Moją rolą jest wspomaganie sekcji dotyczącej festiwalu młodych. Teraz zajmuję się głównie sprawami logistyki. Jest bardzo wiele rzeczy do załatwienia, takich jak wyznaczanie miejsc noclegowych, załatwianie różnych pozwoleń, troska, by nie zabrakło wody, prądu. Trzeba powiedzieć, że tutaj jest dużo pracy, bo przepisy są z jednej strony udogodnieniem, z drugiej strony jest wiele obostrzeń związanych z bezpieczeństwem. Przed nami także czas rozplanowania poszczególnych scen. Takich scen będzie w samym Krakowie w tygodniu przed przybyciem Ojca Świętego pięć, później będzie ich ok. 22-24. To jest ruchome, to wszystko się rozwija. Wokół Krakowa będzie jeszcze 50 następnych scen, tak więc razem ok. 70, które będzie trzeba obsłużyć, poprzydzielać do nich konkretne ekipy. Będzie też trzeba podzielić program w ramach festiwalu młodych i wcześniejszego tygodnia ewangelizacji. To również jest ogromna praca. Tych zespołów zgłasza się bardzo wiele, zwłaszcza wtedy, kiedy już mija termin (śmiech), jeszcze do 15 maja przyjmujemy wolontariuszy, a później się okaże, że ten termin jeszcze się wydłuży… Dzisiaj będziemy też mieć rozmowy na temat toi-toiów i konterów na śmieci (śmiech).

T.B.: To odnośnie ogólnych przygotowań. A jak taki młody człowiek, który wybiera się na Światowe Dni Młodzieży, może się do tego wydarzenia przygotować?

J.D.: Chyba Ty, Tomku, możesz więcej powiedzieć, ja już jestem tutaj dinozaurem (śmiech)!

T.J.: Wydaje mi się, że nie ma co tu mówić o praktycznych rzeczach: co wziąć, a czego nie brać ze sobą. Raczej akcentowałbym to, jakie nastawienie mieć, jadąc. Żyjemy teraz w takim momencie historii ludzkości, w którym dużo się mówi o terroryzmie, o zagrożeniach. Myślę że w kontekście ŚDM-u dobrze byłoby mieć takie nastawienie, że tego spotkania w Krakowie chce Bóg. Tak, aby przybyć tutaj z otwartym sercem, bo naprawdę spotkamy tutaj różnych ludzi: Chińczyków, Afrykańczyków, kogoś z Brazylii… Na przykład w naszej grupie będą ludzie z Singapuru, z Filipin, z Rosji, z Kazachstanu, cała Europa… Będą też Amerykanie, Argentyńczycy… Każdy na swój sposób przeżywa nawet swoją codzienność, każdy z nas podchodzi trochę inaczej do takich najmniejszych spraw, błahych spraw, czysto ludzkich… Mycia się, nie mycia się, dbania o siebie, jedzenia… My naprawdę będziemy mogli tutaj przeżyć dobrą lekcję inkulturacji.

J.D.: I tolerancji!

T.J. I tolerancji. Takiego otwarcia umysłu na to, że jest ktoś, kto jest koło mnie, kto może nawet nocuje w tej samej sali, co ja, a który widzi to zupełnie inaczej. Takie bardzo proste sprawy, których doświadczamy będąc gdzieś za granicą… Włosi, Hiszpanie – oni idą troszeczkę później sprać. Oni trochę później wstają. Oni do życia biorą się trochę inaczej niż my i oni to samo zaprezentują na Światowych Dniach Młodzieży. I to jest cudowne, to jest piękne, że my, chcąc się spotkać z nimi na Rynku Podgórskim, będziemy próbowali dopiąć wszystko na ostatni guzik, a oni będą mieli luz. Nie że są fajtłapami, czy nie widzą potrzeby, istoty, ważności tych rzeczy… Ale mają dystans. A my dostajemy przez bieganie za takimi sprawami na przykład skrętu kiszek. Powstała wśród wolontariuszy taka inicjatywa, aby naszych parafian przygotować na przyjazd tych pielgrzymów, żeby między drzwiami kościoła zrobiono plakat, na którym co tydzień będzie się zmieniać zdjęcie grup, które przyjadą. Będziemy mieli Irakijczyków, których część parafian bardzo się boi. Dyrekcje szkół, w których mają oni nocować, też wprost wyrażają swoje zaniepokojenie: Co to za ludzie będą? A księża, którzy się zajmują tymi młodymi ludźmi w Iraku, zapewniają, że to są naprawdę chrześcijanie… Pełni radości, pełni entuzjazmu… Akurat to ja jestem w kontakcie z nimi i jestem zafascynowany tym, że z jednego miasta można zorganizować dwustu młodych ludzi. Z Iraku, gdzie chrześcijanie, katolicy, nie są mile widziani. Jedna część, około stu osób, jest z kościoła chaldejskiego, druga część pochodzi z kilku różnych miast, to jest taka grupa łączona, i oni też nie są mile widziani w istniejących u nich realiach. Mimo to mają ten zapał, żeby podzielić się wiarą. Większość z nich to studenci, którzy chcą koniecznie wrócić z powrotem do swojego domu, żeby kontynuować studia i tam żyć. Zacieram ręce na to ich świadectwo, na ten czas z nimi. Z każdym kontaktem z nimi stają mi się bliżsi.

T.B.: Mamy Jubileuszowy Rok Miłosierdzia, a Światowe Dni Młodzieży odbędą się w Krakowie, związanym z kultem miłosierdzia Bożego, ze św. Faustyną i Janem Pawłem II. Czy te akcenty będą mocno obecne na ŚDM-ie?

J.D.: Myślę, że tak. Przede wszystkim przez osobę i osobowość Ojca Świętego Franciszka, który jest dla mnie bardzo redemptorystowskim w swoim myśleniu człowiekiem, który patrzy na drugiego człowieka nie przez pryzmat jakichś koncepcji teologicznych czy zasad moralnych, ale przede wszystkim przez pryzmat Bożego miłosierdzia, Bożej miłości. Dlatego inaczej być nie może, ponieważ wydaje mi się, że postać papieża Franciszka jest tak bardzo wkomponowana w rzeczywistość miłości miłosiernej, że te Światowe Dni Młodzieży nie będą czymś dodanym do kultu czy sanktuarium, ani kult czy sanktuarium nie będą czymś przyklejonym do ŚDM-u. Dla mnie to nie jakiś sztuczny twór, sztuczny zabieg. Wydaje się to być integralną częścią, sposobem tworzenia mentalności tych Światowych Dni Młodzieży, mentalności przesłania o Bogu bogatym w miłosierdzie. Jest to według mnie bardzo naturalne i myślę, że, tak jak często mam zarzut do takich działań, w których próbuje się w Kościele ustanawiać coś na siłę, tak akurat w tym przypadku jestem bardzo szczęśliwy, że to jest Rok Miłosierdzia, że przyjedzie Ojciec Święty Franciszek, a miejsce spotkania jest naznaczone Bożym miłosierdziem… To wszystko razem tworzy jedną wielką harmonię.

T.J.: My jako Polacy mamy dość mocno wyakcentowany kult osoby św. Jana Pawła II i św. Faustyny, a papież zwołał rok jubileuszowy i dał mu nazwę: Miłosierni jak Ojciec. Nie jak Jan Paweł II, nie jak s. Faustyna. To chyba jest to, czego my potrzebujemy – skoncentrowania się na tym, co robi Bóg, jaki On jest… Byśmy spotkali Jego, Boga samego, także w czasie tych Światowych Dni Młodzieży, przy pomocy świętych, tak, ale z akcentem na Ojca, bo On jest tym, który daje nam życie, który to życie podtrzymuje i który wybacza.

J.D.: Myślę że to jest też ukazanie tego, byśmy nie byli zamknięci jako Polacy w jakimś partykularyzmie, w tym, że to my mamy koncepcję na miłosierdzie, a nawet że my jako katolicy mamy koncepcję na miłosierdzie. Uczestnikami tych Światowych Dni Młodzieży będą także chrześcijanie z innych kościołów, innych wyznań i bardzo dobrze się dzieje, że pojęcie miłosierdzia i Boga miłosiernego nie jest utożsamiane tylko z s. Faustyną i Łagiewnikami. To są tylko pewne znaki na drodze Kościoła, to pewien charyzmat osoby, przez którą Bóg o czymś przypomniał. Myślę, że to, co mówił Tomek, jest istotne: Pewien uniwersalizm patrzenia, a jednocześnie głębia patrzenia na to, kto jest źródłem miłosierdzia, kto jest Miłosierdziem: że to nie tyle Łagiewniki i s. Faustyna, tylko Bóg, który jest sercem miłosierdzia.

T.B. Ostatnie pytanie: Dlaczego warto jechać na Światowe Dni Młodzieży?

J.D.: Żeby nie stracić czegoś bardzo ważnego. To tak od strony negatywnej… Bo szkoda tracić ważne rzeczy w życiu, które mogę przyczyniać się do doświadczenia, które przemienia. Dzisiaj naprawdę czymś istotnym w naszym życiu, w naszej religii, jest doświadczenie. Nie to, co się mówi o Panu Bogu, tylko doświadczenie spotkania. To jest coś niesamowitego, czego nie wolno stracić. A w sensie pozytywnym? Warto przyjechać żeby pozwolić się zaskoczyć. Wielu rzeczom. Tomasz wspominał o różnorodności, o bogactwie, o inności, o modlitwie, ludziach, wydarzeniach. Warto być tym, który daje się zaskoczyć Bogu… Bogu, który ma dla nas bardzo wiele niespodzianek.

T.J.: Oczywiście znów będę generalizował, czego nie powinno się robić: My lubimy się trzymać pazurami naszego poglądu, naszej wizji Kościoła, obrazu Boga, przekonań… A Światowe Dni Młodzieży są momentem, w którym Bóg chce jakby wszystko zmienić, bo chce nam pokazać siebie takim, jaki jest. Za każdym razem jest On dla nas inny, bo jutro będziemy Go odbierać może inaczej niż dzisiaj Go odbieramy… No i bylibyśmy głupi, gdybyśmy nie chcieli Go spotkać… Dlatego mówię tak mocno, że bylibyśmy głupi, bo tutaj będą się dokonywały naprawdę wielkie rzeczy. Tu nie przyjadą ludzie w 100% tylko i wyłącznie pobożni, rozmodleni, święci, moralnie poukładani. Tu przyjadą ludzie najróżniejsi. I ty możesz się od nich czegoś nauczyć, czegoś zaczerpnąć i oni mogą coś otrzymać od ciebie. Ta wymiana… Stać się takim, jak Bóg. Dać się przebóstwić, dać się zaskoczyć tym spotkaniem z Bogiem…

Po co nam miłosierdzie? Małżeństwo i kapłaństwo

Przed nami ostatnie już, piąte spotkanie z cyklu Po co nam miłosierdzie? Tematem, nad którym pochylimy się tym razem będą sakramenty małżeństwa oraz kapłaństwa. Do Światowych Dni Młodzieży w Krakowie nie pozostało zbyt wiele czasu, niechaj zatem to najbliższe czuwanie przed tym wydarzeniem będzie dla nas dobrym przygotowaniem.

Gorąco zapraszamy wszystkich w najbliższy piątek 10 czerwca do bazyliki MB Tuchowskiej. Nasze wspólne spotkanie rozpoczniemy Eucharystią o 18:30, a zakończymy, podobnie jak poprzednio, ok. 22:00.



Nowi kapłani – redemptoryści

„Przyjmij dary ludu świętego, które mają być ofiarowane Bogu. Rozważaj, co będziesz czynić, naśladuj to, czego będziesz dokonywać i prowadź życie zgodne z tajemnicą Pańskiego Krzyża”. Te słowa usłyszało w sobotę 28 maja br. pięciu diakonów redemptorystów, którzy podczas uroczystej Eucharystii na placu sanktuaryjnym bazyliki Matki Bożej Tuchowskiej przyjęli święcenia prezbiteratu. Nasi współbracia Arkadiusz Buszka, Tomasz Mikołajczyk, Stanisław Paprocki, Antoni Popek i Wacław Zyskowski poprzez posługę Księdza Biskupa Andrzeja Suskiego, ordynariusza diecezji toruńskiej i oblata Zgromadzenia Najświętszego Odkupiciela zostali włączeni do grona prezbiterów Kościoła. Ksiądz Biskup zwracając się do neoprezbiterów zwrócił uwagę na wielką godność przyjętego sakramentu święceń oraz wyjaśnił, na czym polega gorliwe realizowanie powołania kapłańskiego. Nowym kapłanom życzył wytrwałości i świętości na drodze posługi kapłańskiej. Wśród licznych kapłanów koncelebrujących uroczystą Eucharystię byli m.in. Ojciec Janusz Sok, Prowincjał polskich redemptorystów, proboszczowie rodzinnych parafii nowych kapłanów oraz liczni redemptoryści przybyli z różnych stron Polski i z zagranicy. Uroczystość zgromadziła też rodziny i przyjaciół nowowyświęconych kapłanów, wiernych z parafii, gdzie neoprezbiterzy odbywali praktyki diakońskie, rodziny redemptorystów, a także tuchowskich parafian. Po zakończonej liturgii Ojciec Prowincjał przekazał neoprezbiterom dekrety do ich pierwszych placówek duszpasterskich w następujących parafiach:

o. Arkadiusz Buszka – Warszawa

o. Tomasz Mikołajczyk – Gliwice

o. Stanisław Paprocki – Głogów

o. Antoni Popek – Pietropawłosk (Kazachstan)

o. Wacław Zyskowski – Szczecinek

 

br. Łukasz Baran CSsR


Tam się działo…

Manipulacja, góry, warsztaty, uścisk dłoni, bilet na komunikację miejską, ognisko, SMA, Jezus…

Gdyby wziąć kilka takich słów i ułożyć je sensownie dostaniemy: weekendowy wyjazd Redemptorystowskiego Stowarzyszenia Przyjaciół Misji do Łomnicy (20 – 22 maja).

Nasz wypad zaczęliśmy w piątek o 14.09, kiedy to wsiedliśmy do pociągu, by po dwóch godzinach dotrzeć do Łomnicy. Już po chwili zasiedliśmy do stołu, by pokrzepić ciało, a potem przyszliśmy do Stołu Jezusa, by umocnić się adoracją naszego Pana. Pogodny wieczór przygotowany przez br. Adama Dudka zapewnił nam całą kanonadę śmiechu oraz liczne nagrody (bilet na komunikację miejską w Krakowie, zdjęcie z br. Tomaszem Bilem czy uścisk dłoni mojej skromnej osoby). Quiz z piosenek filmowych i Eurobiznes to dwie wisienki w torcie tego wieczoru.

Sobota to czas na manipulację i przekaz podprogowy: br. Dominik Strychacz przeprowadził warsztaty na temat ukrytych symboli i podprogowego przekazu w wielu współczesnych teledyskach czy trailerach. Wielu chce nami rządzić, to fakt, który te warsztaty potwierdziły, natomiast jest Ktoś, kto daje wolność – Jezus. Spotkaliśmy się z Nim na szkole modlitwy, prowadzonej przez br. Tomasza i Eucharystii, której przewodniczył nasz gospodarz o. Andrzej Bałuk CSsR.

Po przesmacznym obiedzie czas na spacer. Przy pięknej pogodzie ruszyliśmy na malowniczą trasę Beskidu Sądeckiego, krótką ale wystarczającą do rozbudzenia apetytu na wieczorną kiełbasę z ogniska. Nim jednak zasiedliśmy do posiłku, został rozegrany mecz ligi RSPMu (patrz filmik).

Niedziela – lekko, miło i przyjemnie. Do długim śnie (spać do 8:00… klerykowi to się nie zdarza za często), modlitwach i śniadaniu wzięliśmy udział w Eucharystii w kościele parafialnym w Łomnicy, po czym spakowaliśmy się i ruszyliśmy przez górki do sąsiedniej Piwnicznej, do domu Stowarzyszenia Misji Afrykańskich, gdzie po obiedzie mieliśmy okazję zobaczyć wystawę na temat rzemiosła artystycznego w Afryce.

Po niedzielnej kawce i serniku udaliśmy się na pociąg i bez problemów wróciliśmy do domu.

Tam się działo! Raz równo (mimo gór odcinki równe się znalazły), raz pod górkę, a raz z górki. Ale działo się: misyjnie, wspólnotowo, rozrywkowo… i co tam Jezus zdziałał w naszym życiu to tylko On wie!

br. Dariusz Dudek CSsR



Majówka pod Giewontem

Zgodnie z wieloletnią i dobrą tradycją w dn. 20-22 maja w naszym gościnnym domu w Kościelisku odbyła się doroczna majówka seminaryjnych profesorów i wychowawców. Przy pięknej pogodzie, w dobrej braterskiej atmosferze dane nam było doświadczyć odrobiny relaksu na tatrzańskich szlakach oraz rozkoszować się wyjątkowym smakiem znakomitej góralskiej kuchni, pośród niezmiennie życzliwych nam przemiłych gospodarzy. Ten krótki, acz intensywny i jakże potrzebny czas wytchnienia od seminaryjnych obowiązków, był zarazem znakomitą możliwością „naładowania duchowych i fizycznych akumulatorów” przed czekającą już niebawem sesją egzaminacyjną i końcem kolejnego roku seminaryjnej formacji.

 

o. Maciej Sadowski CSsR

A los padł na Macieja…

Właśnie to wydarzyło się rok temu, gdy władze naszej prowincji szukały nowego rektora seminarium w Tuchowie. Już prawie rok pełni tę funkcję o. Maciej Sadowski. A dobrą okazją dla uczczenia tej rocznicy były jego imieniny obchodzone 14 maja. Uroczysta Eucharystia pod przewodnictwem o. Janusza Soka, przełożonego naszej prowincji, była największym darem, jaki mogliśmy mu złożyć. Jednakże nie był to koniec świętowania. Dzień później, wieczorem, nasza wspólnota seminaryjna „wyemitowała” specjalny odcinek Szansy na sukces. Program poprowadził pan Wojciech Frau, a w studiu gościł zespół Krótko & Konkretnie. Spośród pięciu uczestników bezkompromisowym zwycięzcą okazał się o. Maciej z utworem „Włosy” Elektrycznych Gitar. Gratulujemy talentu wokalnego i niech Bóg błogosławi w rektorskiej służbie!

br. Tymoteusz Macioszek CSsR

„Nadziejowe” integrowanie

W dniach od 13 do 15 maja odbył się wyjazd integracyjny podopiecznych Stowarzyszenia Nadzieja. Wraz z Nimi byli rodzice ich rodziny oraz wolontariusze.

Nasza przygoda rozpoczęła się ok. godz. 15. Wyruszyliśmy dwoma autokarami w stronę Krynicy Zdroju. Do celu dotarliśmy po przyjemnej podróży. W trakcie jazdy modliliśmy się i śpiewaliśmy różne pieśni i piosenki. Pobyt w ośrodku w Andrzejówce zaczęliśmy obfitą kolacją i nabożeństwem majowym.

Już z rana następnego dnia obraliśmy kierunek na Słowację i po niedługiej podróży byliśmy za granicami kraju. Dla wielu dzieci była to duża frajda i radość. W Starej Lubowli zobaczyliśmy cerkiew greckokatolicką, w której posługują redemptoryści. Po powrocie do Ojczyzny, zatrzymaliśmy się w Muszynie na krótki postój i wróciliśmy do ośrodka. Popołudnie z racji brzydkiej pogody spędziliśmy z dziećmi na zabawie pod dachem i oglądaniu bajki. Wieczór rozpoczął się od mszy świętej, w czasie której śpiew prowadziła stworzona przez br. Łukasza Vettera schola. Później natomiast zorganizowaliśmy małą zabawę taneczną dla dzieci i rodziców. Dzień był bardzo udany i zakończył się we wspaniałej tanecznej atmosferze.

Kolejny rozpoczął się od wschodu oczekiwanego słońca, co od razu napełniło nas nadzieją. Rano uczestniczyliśmy we Mszy świętej, po obiedzie zaś wyruszyliśmy w drogę powrotną. Zatrzymaliśmy się jeszcze w Muszynie na zwiedzanie ogrodu biblijnego, a także w Krynicy Zdroju na krótki spacer po deptaku.

Wyjazd uważam był bardzo udany. Myślę, że pozwolił uczestnikom na zawarcie nowych przyjaźni. Jako wolontariusze jesteśmy bardzo wdzięczni Stowarzyszeniu za zorganizowanie takiego wyjazdu. Myślę, że ni był to ostatni wyjazd tego rodzaju.

br.  Paweł Orzeł CSsR