Z Chrystusem na granicy

Gdy 24 lutego wybuchła wojna na pełną skalę między Rosją, a zaatakowaną przez nią Ukrainą, przeżyłem to mocno. Przez kolejne dni nieustannie śledziłem kolejne doniesienia z frontu i czytałem różnego rodzaju analizy. Tak samo robili moi współbracia, rówieśnicy i krewni. Mocno zaskoczyła mnie i ucieszyła fala entuzjazmu i życzliwości, jaka zaczęła się rozlewać po naszej ojczyźnie. Prawie cała Polska rzuciła się na raz do pomocy swoim sąsiadom, służąc i w terenie i poprzez wspieranie na odległość. Obserwując to, poza dumą czułem też wyrzuty sumienia – oto moi bliźni cierpią tuż obok mnie, a ja co dla nich robię? Modlę się, ale przecież poza bardzo ważnym duchowym wsparciem mogę zrobić coś konkretnego, skorzystać z mojego czasu, zdrowia, sił – i oddać to potrzebującym. Dlatego też tak bardzo ucieszyła mnie wiadomość o możliwości wsparcia uchodźców, szukających w naszej ojczyźnie bezpiecznej przystani po ucieczce ze swego ogarniętego wojną domu. Ojciec prowincjał wyraził zgodę na wyjazd kleryków z seminarium i ich włączenie się w pomoc „w terenie”. Nikt z nas nie wiedział, czego najbardziej się od nas oczekuje, gdzie i w czym jesteśmy najbardziej potrzebni. Mało kto znał punkty i procedury udzielania pomocy uchodźcom, prawie nikt nie znał języka. Mimo to spora grupa kleryków zgłosiła się do pomocy. 

Niespodziewanie, zaledwie po paru dniach, w niedzielę 6 marca wieczorem, ojciec Adam, prefekt seminarium, przekazał nam informację, że dotychczasowy kapelan szpitala covidowego na stadionie narodowym w Warszawie – o. Maciej Ziębiec wyjeżdża na granicę i chętnie zabierze ze sobą kilku kleryków. Po konsultacjach we wspólnocie postanowiliśmy, że pojedzie nas czterech kleryków, a wśród nich ja. 

W drogę wyruszyliśmy we wtorek 8 marca przed południem. Dzień wcześniej dowiedzieliśmy się, że naszym celem jest przejście graniczne Zosin-Uściług, które jest też najdalej wysuniętym na wschód miejscem w Polsce. Wyruszyliśmy kompletnie bez wiedzy, jakie będą nasze obowiązki. Dopiero na miejscu okazało się, że punkt, jaki został nam wskazany, zlokalizowany jest w dużym, ogrzewanym namiocie, 300 metrów od granicy państwa. Lokalny oddział Caritas urządził w tym namiocie punkt pomocy uchodźcom. Osoby, które przechodziły przez przejście graniczne, mogły w tym miejscu odpocząć, ogrzać się, zjeść ciepły posiłek oraz zaopatrzyć się w prowiant i środki higieny na dalszą podróż. Czasem trzeba było pomóc nadchodzącym ludziom załatwić transport do ośrodka recepcyjnego, gdzie osoby z Ukrainy mogły uzyskać przedłużenie legalności swojego pobytu w Polsce i skąd rozjeżdżały się następnie na cały kraj i nieraz dalej do Europy. Niekiedy, gdy czas oczekiwania na transport się przedłużał, pomagaliśmy zorganizować nocleg w okolicy lub szykowaliśmy miejsce do spania w naszym namiocie, który nie był do tego przewidziany. Dość szybko z polecenia i inspiracji o. Macieja zaczęliśmy usprawniać życie naszego namiotu. 

Już pierwszego dnia powstał magazyn, czyli drugi namiot, gdzie przełożyliśmy ubrania, które z całej Polski ludzie dobrej woli zwozili na granicę dla swoich wschodnich przyjaciół. Szybko powstał jeszcze jeden namiot, już trzeci. Założony w nim został „punkt przerzutowy” na Ukrainę. Przez cały czas trwania naszego pobytu w Zosinie, co chwila podjeżdżały do nas samochody wypchane darami dla narodu ukraińskiego. 

W nowym namiocie, do pracy w którym szybko zostałem przydzielony – dary te odbieraliśmy, sortowaliśmy, pakowaliśmy w kartony i ładowaliśmy do samochodów jadących na Ukrainę. Wcześniej oczywiście trzeba było potwierdzić tożsamość odbiorców, aby wykluczyć możliwość kradzieży darów. Wśród darczyńców nie brakowało fundacji, firm i stowarzyszeń z całej Europy, ale największą ilość stanowiły osoby prywatne, które zwoziły nam produkty kupione w marketach po cenach detalicznych – a zazwyczaj mieli te samochody wypchane po dach. Przywozili żywność, odzież, leki, czasem sprzęt – latarki, baterie, koce termiczne. Takie rzeczy dawaliśmy do osobnego miejsca – wysyłane one były żołnierzom walczącym na Ukrainie. Przez tę moją posługę wśród kartonów, miałem nieco mniej kontaktu z uchodźcami niż moi współbracia, ale i mnie udało się spojrzeć w zmęczone, strwożone, ale nieraz i szczęśliwe i wdzięczne oczy naszych braci i sióstr Ukraińców. Ich siła i postawa pozbawiona wszelkiej interesowności wywarła na mnie wielkie wrażenie. 

Jako ostatni, postawiliśmy czwarty, najmniejszy namiot, ale też najważniejszy ze wszystkich. Powstała w nim kaplica, którą zadedykowaliśmy Najświętszemu Odkupicielowi. W niej sprawowana była Najświętsza Eucharystia, z której czerpaliśmy prawdziwą siłę do mądrego i owocnego pomagania naszym bliźnim, a także do pokochania ich.

Całość tego przedsięwzięcia nie mogłaby się udać bez zaangażowania całej rzeszy wolontariuszy, którzy aby pomagać, oddawali swój wolny czas, osobiste środki i talenty, biorąc urlopy by w zimnie (w nocy temperatura spadała do -15 stopni!) i zmęczeniu służyć uciekinierom. My – klerycy stanowiliśmy tylko małą część tej Bożej załogi Caritasu w Zosinie, który stanowi dla mnie jeden z najpiękniejszych świadectw miłości bliźniego, jaki ujrzałem w swoim życiu. Pasja tych ludzi do pomagania, ich poświęcenie, chęć bycia z drugim człowiekiem: te obrazy i rozmowy oraz doświadczenie wspólnej służby pozostaną ze mną na zawsze. Jestem głęboko wdzięczny Bogu za to, że poprzez obraz niezasłużonego cierpienia bliźniego – które dane mi było ujrzeć i  próbować choć w jakimś stopniu złagodzić – nadkruszył On także moje, tak bardzo skamieniałe przez komfort i lenistwo serce. Myślę, że jeśli Bóg w swej mocy wyprowadzi z tego szaleństwa wojny jakieś dobro (a na pewno to zrobi) – będzie nim właśnie miłość, której uczy nas poprzez potrzebujących miłości i opieki bliźnich, którzy ruszyli do naszych domów szukając pomocy. To, że miałem możliwość wyjścia im naprzeciw i przywitania ich ciepłym posiłkiem, uśmiechem i butelką wody na granicy ich nowego domu odczytuję jako ogromny i niezasłużony zaszczyt. 

Jakub Ciepły CSsR

Jeśli chcesz dołączyć do wolontariatu skontaktuj się z nami przez ten numer telefonu: 
+48 731 323 075
Możesz też zapisać się, korzystając z tej ankiety!

Pomagać można również poprzez przekazywanie darów, które trafią do uchodźców i na Ukrainę! Na tym fanpage’u dowiecie się, czego aktualnie najbardziej potrzebujemy!

Granica Nadziei

Dla mnie bardzo ważne były rozmowy z wolontariuszami, których przez ten czas przez nasz namiot przewinęła się ogromna ich liczba. Często byli to ludzie poszukujący Boga albo nawet niewierzący. Rozmowy te inspirowały mnie i nieco przyprawiały o rumieniec. To z jaką gorliwością angażowali się  w niesienie pomocy było zadziwiające. Często wolontariusze brali urlopy w pracy, aby móc przynajmniej na chwilę przyjechać na granicę, albo Ci bliżej mieszkający po całodziennej pracy przychodzili na nockę. Wspaniali ludzie na swoim miejscu. Również wiele Kół Gospodyń Wiejskich zaangażowało się w gotowanie dla uchodźców. 

Jedna wolontariuszka szczególnie zapadła mi w pamięć. Gdy robiłem coś na dworze, (oczywiście miałem na sobie habit, co było bardzo wygodne, bo nie trzeba było chodzić z identyfikatorami i służby wpuszczały nas wszędzie, a i sami uchodźcy mieli do ans większe zaufanie) podeszła do mnie jakaś kobieta i zapytała się, czy mówię po angielsku. Zgodnie ze stanem faktycznym odpowiedziałem, że tak. Okazało się, że jest to wolontariuszka, która jest z… Brazylii! Przyjechała ona z kilkuosobową ekipą z Niemiec. Byli przewoźnikami, którzy z narażeniem życia jeżdżą do najdalszych zakątków Ukrainy, aby tam zawozić dobra i udzielać pomocy. Niesamowite! Gdy zapytałem czemu przyjechała tutaj aż z Brazylii, odrzekła, że tutaj teraz jest potrzeba, że Ci ludzie jej potrzebują. Nie bała się tam jeździć, mówiła, że uśmiech Ukraińców, którym pomaga tam na miejscu, dodawał jej odwagi i otuchy. Nie byli to jedyni wolontariusze z zagranicy. Do naszego namiotu pewnego dnia przybyła trójka Niemców, którzy chcieli zostać wolontariuszami. Bardzo szybko odnaleźli się w nowym klimacie i w nowym towarzystwie oraz przepięknie weszli w pracę. 

To był niezwykle ciężki tydzień. Ciężki fizycznie, psychicznie i emocjonalnie. Ciężki, ale przepiękny i wierzę, że odmieniający. Gdy spotykałem ludzi, którzy jeszcze 2 tygodnie temu żyli zwyczajnie, tak jak my, a dziś nie mają niczego, łatwiej mi było pojąć rzeczywistą ulotność naszego istnienia, łatwiej mi było pojąć jak ważne jest nie pokładanie ufności w dobrach materialnych. Doświadczałem namacalnie, że „Dni człowieka są jak trawa; kwitnie jak kwiat na polu. Ledwie muśnie go wiatr, a już go nie ma, i miejsce, gdzie był, już go nie poznaje.” (Ps 103).

Z wielkim smutkiem wyjeżdżałem z granicy, wiedziałem bowiem, że są tam ludzie, którzy jeszcze potrzebują naszej pomocy. Zresztą poznaliśmy tam wspaniałych ludzi, z którymi złapaliśmy dobry kontakt, którzy zostali naszymi dobrymi kolegami, koleżankami i ciężko, tak zwyczajnie, po ludzku, było nam odjechać. Na szczęście naszą czwórkę zastąpiła kolejna ekipa: klerycy Dominik Król, Piotr Czechowicz i Almar Suchan. Uchodźcy i wolontariusze świeccy nie zostali więc sami, misja jest kontynuowana i posługa redemptorystów na granicy dalej się szerzy.

Kacper Grabowski CSsR

Jeśli chcesz dołączyć do wolontariatu skontaktuj się z nami przez ten numer telefonu: 
+48 731 323 075
Możesz też zapisać się, korzystając z tej ankiety!

Pomagać można również poprzez przekazywanie darów, które trafią do uchodźców i na Ukrainę! Na tym fanpage’u dowiecie się, czego aktualnie najbardziej potrzebujemy!

„Posłani do ubogich” – nowy numer Rodziny Odkupiciela

Drodzy! Ukazał się nowy numer naszego biuletynu seminaryjnego „Rodzina Odkupiciela”, zatytułowany „Posłani do ubogich”. W aktualnym numerze przeczytacie o różnych posługach misyjnych i duszpasterskich, jakie spełniamy w różnych miejscach na świecie! W tym m.in. w Rumunii, Albanii, na Uralu ale także w hospicjum, szpitalu i sanktuarium.

Przedstawiamy również postać Czcigodnego Sługi Bożego o. Bernarda Łubieńskiego, niestrudzonego apostoła obfitego Odkupienia! Ponadto przeprowadziliśmy wywiad z Państwem Grażyną i Marianem Gutami, którzy od 30 lat w Tuchowie prowadzą i animują działalność Stowarzyszenia Rodziców i Przyjaciół Osób Niepełnosprawnych „Nadzieja”, a teraz szczególnie starają się o budowę domu dla swoich podopiecznych. Biuletyn będziemy rozprowadzać po niedzielnych (20.03) Mszach Świętych w tuchowskiej bazylice. Cały dochód przeznaczymy na budowę domu „Nadziei” oraz na pomoc Ukrainie.

Ponadto 15 maja 2022 r. w sanktuarium Matki Bożej Tuchowskiej zostanie odprawiona Eucharystia w intencji Czytelników i Dobrodziejów biuletynu seminaryjnego „Rodzina Odkupiciela”.

Osoby pragnące uzyskać nasze czasopismo w wersji elektronicznej lub za wysłaniem, prosimy o kontakt z redakcją pod numerem telefonu +48 14 632 72 00 lub mailowo na adres rodzina.odkupiciela@gmail.com. Przypominamy także, że na naszej stronie seminaryjnej, są również dodawane archiwalne numery naszego Biuletynu.

Robert Borzyszkowski CSsR

Na granicy

We wtorek 8 marca wyjechaliśmy z Tuchowa, było nas czterech: Michał Zieliński, Kacper Grabowski, Jakub Ciepły i Bartłomiej Laskowski. Wraz z ojcem Maciejem Ziębcem pojechaliśmy do Zosina, aby służyć uchodźcom przybywającym do Polski przez tamtejsze przejście graniczne. Przez tydzień pomagaliśmy  w pracy zespołowi  Caritasu.

Nasze działania polegały przede wszystkim na przyjmowaniu uciekających przed wojną w naszym ogrzewanym namiocie i zatroszczeniu się o ich podstawowe potrzeby. Zawsze otrzymywali oni ciepły posiłek i napoje, a często również wyposażenie na dalszą drogę. Staraliśmy się zapewnić im wszystko, co może być potrzebne w pierwszych dniach w Polsce. Następnie udawali się oni busami do punktów recepcyjnych, w których otrzymywali dalszą pomoc. Byliśmy więc jednymi z pierwszych ludzi, których napotykali oni po przejściu granicy.

Caritas prowadzi też w Zosinie punkt przeładunkowy, gdzie darczyńcy mogą ofiarować wszystko, co potrzebne jest na granicy, a także po stronie ukraińskiej. Dary te są później przekazywane sprawdzonym kierowcom, którzy dostarczają je do miejsc na Ukrainie, gdzie są najbardziej potrzebne.  Z punktu Caritasu w Zosinie trafiają na przykład do Żytomierza, Charkowa, Kijowa, Włodzimierza, ale także tuż za granicę, gdzie grupa Ukraińców również organizuje żywność i miejsce do ogrzania dla tych, którzy mają zamiar niedługo przejść do Polski.

Zarówno Namiot Nadziei, w którym przyjmujemy i troszczymy się o uchodźców, jak i nasz punkt przeładunkowy mogą tak sprawnie funkcjonować dzięki wielkodusznej pracy naszych kochanych wolontariuszy!

Na granicy Caritas nie jest sam,  z wielką ofiarnością pomagają też: Polska Akcja Humanitarna, Brygada lotna Polski 2050, strażacy, policjanci, ratownicy, wojskowi oraz wiele osób prywatnych, tych z okolic i tych z daleka. To dzięki dobroci serc tak wielu ludzi, nikogo nie odesłaliśmy bez pomocy, nikogo nie pozostawiliśmy bez pocieszenia.

Pod koniec naszego wolontariatu, udało się nareszcie stworzyć namiot – kaplicę. Została nazwana Kaplicą Najświętszego Odkupiciela i wieczorem 14 marca odbyła się pierwsza Msza Święta tak blisko samej granicy w Zosinie.

Wyjeżdżając, przekazaliśmy zdobyte przez ten tydzień doświadczenie kolejnym trzem braciom – wolontariuszom. Jesteśmy pewni, że klerycy: Piotr Czechowicz, Dominik Król i Almar Suchan, godnie zastąpią nas w służbie potrzebującym.

Chcemy również podzielić się z Wami naszymi bardziej osobistymi świadectwami, które niedługo pojawią się na naszej stronie.

Jeśli chcesz dołączyć do wolontariatu skontaktuj się z nami przez ten numer telefonu: 
+48 731 323 075
Możesz też zapisać się, korzystając z tej ankiety!

Pomagać można również poprzez przekazywanie darów, które trafią do uchodźców i na Ukrainę! Na tym fanpage’u dowiecie się, czego aktualnie najbardziej potrzebujemy!

Michał Zieliński CSsR

 

Dobrze mieć świętego współbrata!

Chociaż od jego śmierci minęły już 202 lata, to św. Klemens Maria Hofbauer wciąż przynosi redemptorystom wiele radości. Nie jest to tylko zasługa jego niewątpliwego wstawiennictwa za swoim Zgromadzeniem, ale także tego, że tradycyjnie w jego święto (15. marca) gromadzą się wspólnoty formacyjne naszej prowincji. W tym roku taki zjazd był ułatwiony, bo klerycy i brat postulant żyją w Tuchowie, a nowicjusze z Lubaszowej nie mieli do nas daleko.

Niewątpliwie jednym z plusów naszego świętowania był brak wykładów, ale oczywiście nie było to najważniejsze 😊. Tak jak co dzień najważniejsza była Eucharystia, w której mogliśmy uczestniczyć wraz z braćmi nowicjuszami, podczas której kazanie wygłosił nam magister nowicjatu, o. Łukasz Listopad CSsR. Po przyjęciu strawy duchowej przyszła pora na strawę intelektualną. Ta była zdecydowanie z wysokiej półki, bo przyjechał do nas ks. prof. dr hab. Janusz Królikowski i wygłosił wykład na temat „Przemiany w eklezjologii XX wieku a synodalność i droga synodalna”. Poznaliśmy na nim m.in. losy eklezjologii od Katechizmu św. Piusa X (wyd. 1908 r.) przez dokumenty Soboru Watykańskiego II po wypowiedzi papieży XXI wieku oraz historię synodalności w Kościele. Poznane tło historyczne oraz komentarz księdza profesora umożliwiły nam lepsze zrozumienie współczesnych nurtów teologicznych. Dzięki temu wykład świetnie wpisywał się w dzień poświęcony św. Klemensowi, ponieważ nasz święty współbrat przykładał dużą wagę do znajomości Kościoła i jego potrzeb. Miłym dodatkiem było dla nas także to, że dla ks. Królikowskiego patron dnia nie był obcy i pamiętał kilka faktów z jego życia. Oczywiście był też czas na wspólny odpoczynek. Nie tak często spotykamy naszych młodszych współbraci, więc z przyjemnością (zapewne obopólną) dzieliliśmy się naszym seminaryjnym życiem i słuchaliśmy „co tam w nowicjacie słychać”. Przez cały dzień pamiętaliśmy też o br. Sławomirze Wardzale, który złożył tego dnia śluby wieczyste w Boliwii. Dodatkową radością w tym dniu jest również coroczne świętowanie imienin siostry Klemensy!

Wszystko to mogliśmy przeżyć właśnie dzięki świętości naszego współbrata, św. Klemensa Hofbauera. Mimo że dzieli nas od niego ponad 200 lat, to jest nam bardzo bliski – w końcu długie lata przeżył w Polsce i z pewnością modli się za nas i za całą Warszawską Prowincję Redemptorystów. No i jesteśmy członkami jednej rodziny zakonnej, więc jesteśmy dumni ze świętości jednego z nas. Dobrze mieć świętego w rodzinie!

Tomasz Pasieka CSsR

Błogosławieni słuchający Pana

12 marca, u początku Wielkiego Postu, przeżywaliśmy dzień skupienia pt.: „Błogosławieni słuchający Pana” (Ps 119), który poprowadził dla nas o. Łukasz Drożak CSsR z Barda Śląskiego. Naszą kontemplację rozpoczęliśmy już dzień wcześniej od wyciszenia i przygotowania się na owocne słuchanie nauk konferencyjnych. Rano modliliśmy się jutrznią, na której pierwsze słowo skierował do nas o. Łukasz. Poprzez liczne świadectwa ze swojego zakonnego i kapłańskiego życia mówił nam o wartości słuchania Pana Boga. To tylko dzięki temu staje się możliwe otwarcie na drugiego człowieka, na słuchanie go. O Godz. 10:45 rozpoczęliśmy godzinną adorację Najświętszego Sakramentu. Był to dla nasz czas wejścia w głębszy dialog z naszym Stwórcą. O 12:00 celebrowaliśmy Mszę Świętą, na której obfite słowo Boże wygłosił o. Łukasz, wskazując, że człowiek sprawiedliwy to ten, który usprawiedliwia bliźniego – bierze jego ciężary na swoje ramiona, na wzór Chrystusa.

Czas popołudniowy poświęciliśmy na osobiste praktyki religijne. Każdy według własnego upodobania modlił się drogą krzyżową, odmawiał różaniec święty, bądź znajdował jeszcze inne formy zbliżania się do Pana Boga przez modlitwę. O 15:30 wysłuchaliśmy drugiej konferencji o Łukasza, na której mówił też o wzorze duszpasterza, jakiego pragną wierni. Mówił o tym, żeby kapłan współczuł z ludźmi, wykazywał się wrażliwością i był otwarty na potrzeby drugiego człowieka. O godz. 17:30 modliliśmy się nieszporami, którymi oficjalnie zakończyliśmy nasz dzień skupienia i wróciliśmy do naszych zajęć i obowiązków, ale już nieco inni, bogatsi o owoce duchowe, które zrodziły się w naszych sercach i umysłach.

Robert Borzyszkowski CSsR

Mistrzowski Wspomożyciel

Piątkowego wieczoru 18.02.2022 roku, młodzież licznie zgromadziła się w tuchowskiej bazylice u stóp swojej Matki i Królowej, aby słuchać o Tym, który pomaga nam w każdym naszym kłopocie, pociesza nas w każdym utrapieniu i staje w naszej obronie, gdy tylko tego potrzebujemy i się na to zgodzimy. Mowa oczywiście o Duchu Świętym, do którego odnosiło się hasło kolejnego czuwania młodzieżowego z cyklu „Droga Wewnętrzna”, a które brzmiało: Mistrzowskie Wsparcie.

Tajemnicę Trzeciej Osoby Trójcy Świętej ukazywał zgormadzonym duszpasterz comiesięcznych czuwań w Tuchowie, o. Paweł Zyskowski CSsR. W konferencji, opartej na wydarzeniu Zesłania Ducha Świętego, uświadamiał on słuchaczom, że chrześcijanin zapominający o Duchu Świętym, jest jak wspinacz górski, rezygnujący z liny zabezpieczającej trasę wspinaczki; jak człowiek, zapominający przewietrzyć pokój, a jedynie używający odświeżacza do powietrza; jak nurek samotnie zanurzający się w głębię, której nie zna. Duch Święty – nauczał duszpasterz – jest najlepszym Wsparciem, jakie możemy sobie wymarzyć, ale wspiera nas On w tym, co podoba się Bogu. Dlatego powinniśmy prosić Go zarówno o stałą obecność w naszym życiu, ale również o pomoc w bardzo konkretnych sprawach naszej codzienności.

To, do czego zachęcał młodych wiernych kaznodzieja, wypełniło się już chwilę później, podczas adoracji Najświętszego Sakramentu. Poprowadzona przez braci kleryków modlitwa skupiona była wokół prośby o siedem darów Ducha Świętego: mądrości, rozumu, umiejętności, rady, męstwa, pobożności i bojaźni Bożej. Pięknym wyrazem zanoszonych modlitw, było zapalanie przez uczestników czuwania kolejnych świec na lichtarzu, umieszczonym w prezbiterium bazyliki, w miarę, jak zanoszone były kolejne prośby. Na zakończenie adoracji wszyscy uczestnicy czuwania wspólnie odmówili modlitwę o dary Ducha Świętego, zapraszając Go do swoich serc.

Szczytem naszego piątkowego spotkania z Panem, była Najświętsza Eucharystia, sprawowana jako ostatni punkt czuwania. W czasie homilii o. Paweł Zyskowski jeszcze raz skierował do młodych słowo. Mówił m.in. o życiu chrześcijańskim, które bez zażyłej relacji z Jezusem jest niekompletne, bezsensowne, niczym puzzle bez wszystkich elementów. Pytał uczestników, czy mają świadomość, że mają spędzić z Jezusem wieczność i czy są gotowi na co dzień oddać mu pięć minut bez nudy, rozproszeń i nerwów. To pytanie jeszcze długo po zakończonym kazaniu rezonowało w duszach uczestników.

Po zakończonym czuwaniu, młodzież nawiedziła tuchowski dom zakonny, gdzie poprzez agape – wspólnotę miłości umocnionej przyjętym Ciałem Pańskim, w radości nawiązywała ze sobą więzy przyjaźni. Nie zabrakło rzecz jasna poczęstunku w postaci ciastek i napojów!

Za całe to wydarzenie, przepełnione obecnością „Tego, który nas pociesza w każdym naszym utrapieniu” (2 Kor, 1,4), Bogu niech będą dzięki, a Maryi chwała!

Jakub Ciepły CSsR