W dniach od 4 do 8 kwietnia nasza seminaryjna wspólnota przeżywała wielkopostne rekolekcje. Były to chwile zasłuchania się w słowo Boże, czas Lectio Divina – „Bożego czytania”. Towarzyszyła nam całkowita cisza i wolność od mediów społecznościowych, a także od gwaru przygotowań do świętowania Zmartwychwstania naszego Pana.
Przez ten czas przeprowadził nas o. Krzysztof Bieliński CSsR, wykładowca pism Nowego Testamentu w naszym seminarium. W swoich konferencjach wydobywał perły ze słowa Bożego, które pomagały przejść drogę z Galilei do Jerozolimy razem z Jezusem i jego uczniami.
Nasze rekolekcje były równocześnie bezpośrednim przygotowaniem do przyjęcia przez braci III i IV roku posług lektoratu i akolitatu. Liturgii podczas której się to dokonało przewodniczył o. Witold Radowski CSsR, przełożony Domu Zakonnego Redemptorystów w Tuchowie; on również udzielił tych posług.
Ireneusz Krzywoń CSsR
Gdy się przybliżyli do Jerozolimy i przyszli do Betfage na Górze Oliwnej, wtedy Jezus posłał swoich uczniów i rzekł im: „Idźcie do wsi, która jest przed wami, a zaraz znajdziecie oślicę uwiązaną i źrebię z nią. Odwiążcie je i przyprowadźcie do Mnie. A gdyby wam kto co mówił, powiecie: «Pan ich potrzebuje, a zaraz je puści»”. Stało się to, żeby się spełniło słowo proroka: „Powiedzcie Córze Syjońskiej: Oto Król twój przychodzi do ciebie łagodny, siedzący na osiołku, źrebięciu oślicy”.
Uczniowie poszli i uczynili, jak im Jezus polecił. Przyprowadzili oślicę i źrebię i położyli na nie swe płaszcze, a On usiadł na nich. A ogromny tłum słał swe płaszcze na drodze, inni obcinali gałązki z drzew i ścielili na drodze. A tłumy, które Go poprzedzały i które szły za Nim, wołały głośno: „Hosanna Synowi Dawida. Błogosławiony, który przychodzi w imię Pańskie. Hosanna na wysokościach”.
Gdy wjechał do Jerozolimy, poruszyło się całe miasto, i pytano: „Kto to jest?” A tłumy odpowiadały: „To jest prorok Jezus z Nazaretu w Galilei”.
(Mt 21,1-11)
Dzisiejsza niedziela, zwana jest „Niedzielą Palmową”. Określa się ją również mianem „Niedzieli Męki Pańskiej”, gdyż w tym dniu odczytuje się Ewangelię mówiącą o wydarzeniach Męki i Śmierci Jezusa. Kościół zastawia dla nas w dniu dzisiejszym obficie stół słowa Bożego, gdyż odczytywane są w sumie dwie Ewangelie. Jedna czytana jest przed uroczystym, procesyjnym wejściem do budynku kościoła, druga natomiast podczas sprawowania liturgii Słowa. Nasze rozważania skupimy dzisiaj wokół pierwszego fragmentu z rozdziału 21 Ewangelii według św. Mateusza.
Scena ewangeliczna ukazuje nam Chrystusa tryumfalnie wjeżdżającego na osiołku do Jerozolimy. Wydarzenie to jest tak wielkie i doniosłe, że dosłownie wstrząsa całym miastem. Autor opisuje ten moment używając greckiego słowa eseisthe, które oznacza „zatrząść” i używane jest również w kontekście trzęsienia ziemi. Ludzie zrywają się z miejsc i zapewne zostawiając swoją pracę oraz obowiązki biegną, aby zobaczyć przybyłego do miasta Mesjasza. Zrywając pojedyncze gałązki palmy, jak również rozkładając na drodze swoje płaszcze, okazują Mu szacunek, podkreślając zarazem Jego królewską godność. Towarzyszą temu entuzjastyczne okrzyki tłumu, obwieszczające: „Hosanna Synowi Dawida!”
Z dniem dzisiejszym rozpoczynamy w Kościele tzw. „Wielki Tydzień”. Jezus równocześnie zabiera i zachęca Cię, abyś uczestniczył razem z Nim w samym centrum Jego najważniejszych/wielkich wydarzeń. Chrystus pragnie, abyś był tam, gdzie dzieją się wielkie rzeczy; abyś oderwał się od swoich codziennych zajęć i zmartwień i pobiegł z radością i w uniesieniu na spotkanie z Panem; abyś dał porwać się ludziom, których spotykasz na swojej drodze, ponieważ i nimi posługuje się Bóg, aby się z Tobą spotkać. Ostatecznie, Jezus zaprasza Cię do tego, abyś był we właściwym miejscu i właściwym czasie – tam, gdzie On jest, gdzie On chce, abyś był i towarzyszył Mu w ostatnich dniach Jego ziemskiego życia. Zatrzymaj się zatem, już teraz, kiedy wchodzisz w przeżywanie największych tajemnic wiary i spotkaj się z przychodzącym i królującym Odkupicielem.
Scena z dzisiejszej Mateuszowej Ewangelii przypomina, że będąc na progu Wielkiego Tygodnia powinieneś wszystko zostawić, patrzeć i przede wszystkim słuchać, ponieważ wkraczający w atmosferze entuzjazmu i radości do Jerozolimy Chrystus, pragnie również wejść w głąb Twego serca i nieustannie je przemieniać, przygotowując zarazem na owocne przeżycie nadchodzącego Triduum Paschalnego – szczytu i centrum wiary chrześcijańskiej.
Norbert Żukliński CSsR
- Religijny i liturgiczny pejzaż Polski przełomu XVII i XVIII wieku
Przy końcu XVII i na początku XVIII wieku szczególnie wyraźnie jawiła się w naszym kraju potrzeba odnowy życia religijnego i liturgicznego. Dotyczyło to przede wszystkim kultu Eucharystii i nabożeństw do świętych. Krótki, ale wyrazisty opis tego problemu zaprezentował w swoim kazaniu ks. Michał Karpowicz w kościele Ducha Świętego w Wilnie. Mówił wówczas:
„O duchowni! Nasz to jest grzech po wielkiej części, mnóstwo nas jest duchownych wielkie, a zatym musiał być defekt wyboru, nauki, cnoty i obyczajów. Ta ślepota i nie edukacja pomnaża częstokroć bardziej zabobony i fanatyzm, zamiast wykorzenienia i oświecenia obywatelów. Ta ciemność fanatyków, płaszczem nabożeństwa okryta, lekko wierzy, mało rozumie, wiele naucza i opowiada, stąd to z zgorszeniem świata wyszło, tyle szemrania, złorzeczenia i buntów przeciw pasterskim rozporządzeniom, o zniesieniu świąt, kap, dyscyplin, kompanii i innych powierzchowności; stąd tyle wymyślnych konceptów hańbiących czystość wiary, bałamucących serca lekkie i słabe, zawodzących dusze lekko wierne i gruntu pobożności prawdziwej nie znające; stąd tyle zmyślonych dziwactw i cudów, hańbiących wiarę i uwłaczających powadze prawdziwych cudów, których Kościół chrystusowy jest składem, stąd tylu w obojej płci próżniaków i włóczęgów szkodliwych, pod pozorem wizyty miejsc świętych, szukających swawoli; stąd tyle zmyślonych energumentów, opętanych, oczarowanych, nawiedzonych, nasłanych i tysiące innych ślepego fanatyzmu owoców; ale i któż wyliczy te wymysły, które znieważając wiarę Chrystusa, szpecą ambony, trują konwersacje i uwieczniają hańbiące naród przesądy?”.
Reformy, które zaczęli wprowadzać niektórzy biskupi (m.in. Massalski i Poniatowski), spotykały się z oporem pokaźnej części wiernych i duchownych. Symbolicznym dowodem tego był fakt, że po zacytowanym kazaniu w kościele doszło do skandalu, gdy na ambonę wtargnął dominikanin i oskarżył ks. Karpowicza o to, że jest libertynem, a nauka, którą głosi, to przykład bezbożności.
Kryzys w liturgii wyrażał się m.in. w tym, że np. w Mszy Świętej akcentowano zewnętrzny obrzęd, bez wyjaśnienia jego znaczenia. Do wielu nabożeństw wprowadzano praktyki obce duchowości chrześcijańskiej – i tak np. w liturgii Wielkiego Piątku w czasie śpiewu Miserere kapnicy (biczownicy ubrani w kapę bractwa) biczowali się zazwyczaj po pięć razy dla uczczenia pięciu ran Chrystusa, a później kładli się krzyżem na posadzce. Obrzęd był tak drastyczny, że często wywoływał negatywne reakcje wśród wiernych.Źródło problemu tkwiło w braku należytego wykształcenia duchowieństwa, na co nakładał się kryzys teologii. Efektem tego był niski poziom głoszonych kazań. Ciekawym przejawem tego kryzysu był fakt, że wiele parafii i duszpasterzy w ogóle nie posiadało Pisma Świętego. Trudno się zatem dziwić, że i w przepowiadaniu nie było u nich słowa Bożego. To właśnie dlatego ks. bp Zbigniew Rybiński mówił do kapłanów: „Ktokolwiek nie trzyma się Pisma Świętego i Ojców świętych w tej duchowej wymowie, nie jest godzien imienia kaznodziei”.
- W kierunku reform
Kilkudziesięciu najbardziej światłych biskupów i kapłanów miało świadomość niskiego poziomu duszpasterstwa, co w zderzeniu z prądami oświeceniowymi stanowiło dodatkowe zagrożenie. Dlatego też podjęto próbę reform.
Ks. Hugo Kołłątaj w Instrukcji, którą wydał w 1779 roku, pisał: „Ewangelia Jezusa Chrystusa to najświętsze prawa nasze, ludowi znajoma być powinna. Kościół każe ją czytać co niedziela, a zatem starajmy się, żeby ludzie w niej smakowali. Opuśćmy raczej katechizm przez pytania, jeżeli na to czas nie wystarczy, a nie opuszczajmy nigdy wytłumaczyć przeczytanej Ewangelii, nie wybiegając daleko własnymi myślami w prostocie opowiadania to, co nakazał lub radził Chrystus”.
Biskup Poniatowski zarządził, by w seminarium klerycy studiowali egzegezę Pisma Świętego. Biskup poznański wydłużył do trzech lat okres kształcenia alumnów, kładąc akcent na studium biblijne. Ordynariusz wileński, biskup Massalski, zreformował seminarium wileńskie. W 1774 roku wydał nowe Ratio Studiorum, którym wprowadzał wykłady Pisma Świętego niepołączone z innymi przedmiotami. Hierarsze zależało na tym, by alumni „spoufalali się i trudności w rozumieniu jego (Pisma Świętego) nie doznawali”.
Dla podniesienia poziomu kaznodziejstwa zaczęto wydawać homilie autorów zagranicznych. I tak na przykład w 1783 roku w Warszawie wydano (w dwóch tomach) napisane przez św. Alfonsa Kazania czyli homilie niedzielne napisane w języku włoskim… teraz na ojczysty przetłumaczone przez Tomasza Dominika Waluszewicza… w listem o sposobie kazenia po apostolsku; w Wilnie zaś Naukę o mszy X. Alf. Liguori.
W 1788 roku św. Klemens Hofbauer i o. Tadeusz Hübl rozpoczęli pracę duszpasterską w kościele św. Benona w Warszawie. Byli dobrze wykształceni: pierwszy studiował na Uniwersytecie Wiedeńskim, drugi w Ołomuńcu. Formację zakonną i eklezjalną otrzymali od jednego z największych ówczesnych teologów, św. Alfonsa Liguoriego, swojego współbrata. Jakkolwiek nigdy się z nim nie spotkali, jego liczne dzieła teologiczne i ascetyczne były podstawą ich formacji.
Św. Alfons wyznaczał wówczas nowe kierunki myślenia o formach ewangelizacji, teologii, homiletyki i liturgii.
Papież Benedykt XVI tak charakteryzował tę postać:
„(…) w 1839 r. odbyła się kanonizacja Alfonsa, a w 1871 r. został on ogłoszony doktorem Kościoła (…). Przede wszystkim ze względu na jego bogate nauczanie z zakresu teologii moralnej, w którym nauka katolicka przedstawiona jest tak trafnie, że papież Pius XII ogłosił go patronem wszystkich spowiedników i moralistów.
Dzieła św. Alfonsa, czytane i tłumaczone na wiele języków, przyczyniły się do ukształtowania duchowości ludowej ostatnich dwóch wieków. Pośród form modlitwy gorąco zalecanych przez św. Alfonsa na pierwszym miejscu jest nawiedzanie Najświętszego Sakramentu (…). «Spośród wszystkich praktyk pobożnych — pisze św. Alfons — adoracja Jezusa w Najświętszym Sakramencie z pewnością jest najmilsza Bogu i najpożyteczniejsza dla nas zaraz po sakramentach (…) Jak cudownie jest trwać z wiarą przed ołtarzem (…) i przedstawiać Mu własne potrzeby, jak przyjaciel przyjacielowi, z którym jest w zażyłości» (Nawiedzenia Najświętszego Sakramentu i Najświętszej Maryi Panny na każdy dzień miesiąca, Wstęp). Duchowość św. Alfonsa jest bowiem wybitnie chrystologiczna, skupiona na Chrystusie i Jego Ewangelii. Przedmiotem jego kazań często było rozważanie tajemnicy wcielenia i męki Pana. W tych bowiem wydarzeniach odkupienie zostaje ofiarowane wszystkim ludziom «w obfitości». Właśnie dlatego, że pobożność św. Alfonsa jest chrystologiczna, jest ona także głęboko maryjna”.
I tak duchowość św. Alfonsa stała się podstawą pracy pastoralnej benonitów, trafnie wskazującej drogi odnowy liturgicznej i będącej przyczyną tak dynamicznego rozwoju duszpasterstwa w kościele św. Benona.
- Eucharystia jest nieocenionym skarbem ( św. A. Liguori)
W centrum teologii św. Alfonsa jest Eucharystia. Do niej powinno wszystko prowadzić i z Niej brać początek. Jest ona „(…) pragnieniem Jezusa aby zjednoczyć się z nami. Bądźmy więc przekonani, że nie uczynimy Jezusowi nic milszego nad przyjęcie Go w Eucharystii, ale z nastawieniem należnym przyjęciu tego wspaniałego Gościa”, mówił św. Alfons. Istotnie, Eucharystia jest SPOTKANIEM Boga z człowiekiem, dlatego to wydarzenie musi mieć najważniejsze znaczenie. Dla benonitów celebracja Eucharystii była zasadniczym wydarzeniem w ich posłudze pastoralnej.
O. Sabelli zapisał:
„Każdego ranka odprawiano trzy Msze Święte śpiewane z wystawieniem Najświętszego Sakramentu i asystą w dalmatykach. Pierwsza Msza Święta śpiewana celebrowana była po polsku. W czasie drugiej Mszy Święta, również w języku polskim, śpiewał chór sióstr Bractwa św. Józefa. Podczas trzeciej uroczystej Mszy Święta śpiewano z akompaniamentem muzyki”.
Program świątecznych nabożeństw był następujący:
5.00 – Święta Święta z kazaniem po polsku,
6.00 – Święta Święta z kazaniem po polsku,
8.00 – Święta Święta z kazaniem po polsku
10.00 – Święta Święta z kazaniem po niemiecku,
15.00 – Godzinki o Najświętszej Maryi Pannie
17.00 – nieszpory z kazaniem lub inne nabożeństwa.
- Eucharystia – spotkanie duchowo przygotowane
Święty Alfons, mówiąc o doniosłości Eucharystii, zaznaczał: „(…) trzeba starać się przygotować należycie do tego wielkiego dzieła, wszystkie swe ćwiczenia duchowe kierując ku temu celowi”.
Najważniejszą formą przygotowania było oczyszczenie serca w sakramencie pokuty. Benonici pracowali w okresie, kiedy niektóre środowiska kościelne wyrażały sceptycyzm wobec częstego przystępowania do Komunii Świętej. Redemptoryści w sposób absolutny zanegowali tego rodzaju postawę, postępując w myśl słów założyciela: „Należy przy tym wiedzieć, niezależnie od stanu, w którym się żyje czy wykonywanego zawodu, nic nie może przeszkodzić w częstym przyjmowaniu Komunii Świętej” .
Tymczasem jeszcze w połowie XIX wieku pisał ks. Józef Hube CR:
„Częsta Komunia jest już prawie nieznana między wiernymi. Nic przeto dziwnego, że i życie duchowe opuściło nas prawie zupełnie. Pozostało nam ledwie samo imię chrześcijan, bez uczynków i cnót chrześcijańskich. Sprawdziło się na nas, co powiedział Zbawiciel: «Jeżeli byście nie jedli Ciała Syna Człowieczego i nie pili Krwi Jego, nie będziecie mieć żywota w sobie». Staliśmy się jak latorośle odcięte, które owoców przynosić nie mogą”.
Działo się tak, choć już Sobór Trydencki w dokumencie z 17 września 1562 roku udzielił jednoznacznego poparcia dla tej praktyki: „Święty sobór życzyłby sobie, aby wierni obecni na każdej mszy przyjmowali Komunię nie tylko duchowym pragnieniem, ale także sakramentalnym przyjęciem Eucharystii, aby dzięki temu przypadł im obfitszy owoc najświętszej Ofiary”.
Benonici dbali więc o to, aby ciągle sprawować sakrament pokuty i w taki sposób otwierać wiernym drogę do Komunii Świętej. Ojciec Sabelli notował: „Po rozmyślaniu porannym o godzinie piątej spowiadali w siedmiu konfesjonałach aż do nocy, z jedynie dwugodzinną przerwą w południe. Oprócz mieszkańców miasta, którzy przychodzili codziennie do ich kościoła, każdego tygodnia przybywało bardzo wielu ludzi z prowincji, nawet z miejscowości oddalonych o około 40 mil od stolicy. Dzięki temu liczba wiernych przystępujących w ciągu roku do Komunii dochodziła do 90 960”.
W taki sposób w maleńkim kościele, w 1803 roku, przystąpiło do Komunii Świętej ponad 100.000 osób. A ponieważ nie jest tak, że wszyscy uczestnicy liturgii przystępują do Komunii Świętej, to można sobie wyobrazić jak potężna liczba wiernych korzystała z posługi duszpasterskiej benonitów.
- Liturgia Słowa w czasie Eucharystii
Integralną częścią Eucharystii jest Liturgia Słowa, czyli czytanie słowa Bożego i kazanie. W tym czasie w polskim Kościele do wyjątków należała sytuacja, gdy kaznodzieja znał Pismo Święte i potrafił je interpretować, dlatego też kazania rzadko były wyjaśnianiem słowa Bożego. U benonitów dbano, aby kazanie było wyjaśnieniem słyszanego fragmentu Biblii. Ojciec Sabelli zanotował:
„Drugie kazanie, również po polsku, zwane kazaniem wielkim, głoszone były codziennie rano przez tego samego kaznodzieję, o. Blumenau, mówcę sławnego w całym mieście. Jego kazania wywierały wielki wpływ na słuchaczy. W swoich kazaniach nawiązywał on do tekstów Ewangelii z poprzedniej niedzieli, omawiając w ciągu roku wszystkie dogmaty i zagadnienia moralne (…). Trzecie kazanie było po niemiecku i głosił je O. Hofbauer. Wyjaśniał on Pismo Święte, naświetlał on historię zabawienia oraz myśli Ojców Kościoła”.
Trudno nie dostrzec, że warszawscy redemptoryści byli pod dużym wpływem św. Alfonsa, u którego nie można znaleźć jednej publikacji, w jakiej czytelnika nie karmiłby słowem Bożym, przywołując liczne cytaty z Pisma Świętego. Ten styl kaznodziejstwa, realizowany przez benonitów, trafnie wpisywał się w postulat biskupów o powrót Biblii na ambonę.
- Adoracja Najświętszego Sakramentu jako kontynuacja Eucharystii
Święty Alfons Liguori podkreślał: „Eucharystia jest nieocenionym skarbem: nie tylko jej sprawowanie, lecz także jej adoracja poza Mszą Świętą Trzeba abyśmy pamiętali, że jest On obecny na naszych ołtarzach jakby na tronie miłości, jaką nas darzy, chcąc dniem i nocą przebywać pośród nas”.
Z myślą o osobistym spotkaniu Boga i człowieka św. Alfons przygotował Nawiedzenia Najświętszego Sakramentu, które wyrażają głęboką więź, cześć i uwielbienie człowieka dla Stwórcy. Benonici przetłumaczyli na język polski i niemiecki to dzieło i wraz z wiernymi gromadzili się na nabożeństwa Nawiedzenia Najświętszego Sakramentu.
Zakończenie
Już pobieżna analiza teologicznego kształtu posługi pastoralnej benonitów, jakiej dokonano w tym artykule, pozwala dostrzec, że redemptoryści, przychodząc do Warszawy, nie byli obciążeni problemami życia eklezjalnego w Polsce. Z pewnego dystansu mogli dokonać oceny stanu Kościoła nad Wisłą, a jednocześnie stylem swego duszpasterstwa wskazywać drogi rozwiązania problemów, w tym zadania odnowy liturgicznej. W swoich wysiłkach nie izolowali się od miejscowego środowiska osób duchownych, które również dostrzegało trudności i poszukiwało dróg do zaradzenia im. Wokół klasztoru na ul. Pieszej zostało stworzone grono światłych duchownych, którzy powoli realizowali dzieło odnowy Kościoła. Należeli do niego prymas ks. abp Michał Jerzy Poniatowski, ks. Hugo Kołłątaj, ks. Jan Chrzciciel Albertrandi (późniejszy biskup pomocniczy warszawski, bodaj największy erudyta Warszawy) oraz zakonnicy (franciszkanie reformaci, pijarzy i misjonarze z kościoła św. Krzyża). W stosunkowo krótkim czasie benonici stworzyli centrum duchowe stolicy, gdzie zaprezentowany został odnowiony kształt życia liturgicznego. Nie dziwi zatem uwaga ojca Sabellego, który pisał, że „(…) wiele osób przebywających przejazdem w Warszawie zaświadczało, że w całej Europie nie było kościoła, który miałby tyle splendoru i majestatu w sprawowaniu kultu Bożego, odwiedzany byłby przez tak licznych wiernych, jak ten św. Benona w Warszawie, w którym pracowali ojcowie ze Zgromadzenia Najświętszego Odkupiciela”.
O. Kazimierz Piotrowski CSsR
Źródła:
Zygmunt Gloger, Encyklopedia staropolska. Ilustrowana, t. 2, przedruk fotooffsetowy wydania czterotomowego z lat 1900–1903 w dwóch woluminach, wyd. Wiedza Powszechna, Warszawa 1958, s. 3.
Michał Karpowicz, Kazanie IV jubileuszowe, w porządku 80 z rozkazu JO. Książęcia Jmci Pasterza dnia 24 września w kościele Św. Ducha miane: O powinnej poddanym od panów miłości względem ich duszy, a zatem o powinności wyprowadzenia ich z tej grubości rozumu, w której zostają i o szkołach parafialnych, [w:] tegoż, Kazania i inne dzieła, t. 6, Warszawa 1813.
Ks. Rafał Szczurowski, Biblia w oświeceniowych korektach religijności w Polsce XVIII wieku [w:] „Ruch Biblijny i Liturgiczny”, rok LXIV (2011), nr 2.
Magdalena Ślusarska, Ku odnowie Życia religijno-moralnego wiernych i poprawie ich obyczajów. Duchowieństwo diecezji wieleńskiej w okresie Pontyfikatu Biskupa Ignacego Jakuba Massalskiego (1762–1794) a oświeceniowa reforma katolicka [w:] „Senoji Lietuvos Literatura”, nr 33, Knyga 2012.
Papież Benedykt XVI, Św. Alfons Liguori [Audiencja Generalna 30 marca 2011 r.].
Ks. Józef Hube CR, O częstej Komunii świętej, Kraków 2007.
Św. Alfons Liguori, Nawiedzenia Najświętszego Odkupiciela, Tuchów 2012.
O. Jan Józef Sabelli CSsR, Relacje z działalności duszpasterskiej ojców Kongregacji Najświętszego Odkupiciela, Archiwum Generalne Redemptorystów, rękopis z 1843 roku.
Jezus zmartwychpowstaje i z martwych podnosi
Siostry Łazarza posłały do Jezusa wiadomość: «Panie, oto choruje ten, którego Ty kochasz». Jezus, usłyszawszy to, rzekł: «Choroba ta nie zmierza ku śmierci, ale ku chwale Bożej, aby dzięki niej Syn Boży został otoczony chwałą».
A Jezus miłował Martę i jej siostrę, i Łazarza.
Gdy posłyszał o jego chorobie, pozostał przez dwa dni tam, gdzie przebywał. Dopiero potem powiedział do swoich uczniów: «Chodźmy znów do Judei».
Kiedy Jezus tam przybył, zastał Łazarza już od czterech dni spoczywającego w grobie.
Kiedy więc Marta dowiedziała się, że Jezus nadchodzi, wyszła Mu na spotkanie. Maria zaś siedziała w domu. Marta więc rzekła do Jezusa: «Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga».
Rzekł do niej Jezus: «Brat twój zmartwychwstanie».
Marta Mu odrzekła: «Wiem, że powstanie z martwych w czasie zmartwychwstania w dniu ostatecznym».
Powiedział do niej Jezus: «Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, to choćby umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to?»
Odpowiedziała Mu: «Tak, Panie! Ja mocno wierzę, że Ty jesteś Mesjasz, Syn Boży, który miał przyjść na świat».
Jezus wzruszył się w duchu, rozrzewnił i zapytał: «Gdzie go położyliście?»
Odpowiedzieli Mu: «Panie, chodź i zobacz!» Jezus zapłakał. Żydzi więc mówili: «Oto jak go miłował!» Niektórzy zaś z nich powiedzieli: «Czy Ten, który otworzył oczy niewidomemu, nie mógł sprawić, by on nie umarł?»
A Jezus, ponownie okazując głębokie wzruszenie, przyszedł do grobu. Była to pieczara, a na niej spoczywał kamień.
Jezus powiedział: «Usuńcie kamień!»
Siostra zmarłego, Marta, rzekła do Niego: «Panie, już cuchnie. Leży bowiem od czterech dni w grobie».
Jezus rzekł do niej: «Czyż nie powiedziałem ci, że jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą?»
Usunięto więc kamień. Jezus wzniósł oczy do góry i rzekł: «Ojcze, dziękuję Ci, że Mnie wysłuchałeś. Ja wiedziałem, że Mnie zawsze wysłuchujesz. Ale ze względu na otaczający Mnie tłum to powiedziałem, aby uwierzyli, że Ty Mnie posłałeś». To powiedziawszy, zawołał donośnym głosem: «Łazarzu, wyjdź na zewnątrz!» I wyszedł zmarły, mając nogi i ręce przewiązane opaskami, a twarz jego była owinięta chustą. Rzekł do nich Jezus: «Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić».
Wielu zatem spośród Żydów przybyłych do Marii, ujrzawszy to, czego Jezus dokonał, uwierzyło w Niego.
(J 11, 1-45)
Słowo z dzisiejszej Ewangelii jest nam bardzo potrzebne w tym czasie strachu i niepewności jutra. Czasie, w którym ciągle słyszymy o kolejnych ofiarach epidemii, w którym wydaje się, że drzwi naszych domów zaryglowały kamienie. Ewangelista Jan przedstawia Jezusa objawiającego nam przez znaki swoje prawdziwe Oblicze, które tak bardzo pragniemy zobaczyć.
Dziś Jezus objawia nam siebie jako Pana życia i śmierci. Ten, który sam zmartwychwstanie, dziś podnosi z martwych Łazarza. Ten, który sam przeniknie mury, dziś każe usunąć kamień z grobu swojego przyjaciela. Tak bardzo przejęła Go jego śmierć, że zapłakał. Czy On nie nazwał także i nas swoimi przyjaciółmi, jeżeli czynimy to, co nam przykazuje? Czy nie powiedział, że nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich?
On oddał swoje życie za nas. Oddał, żeby znowu je odzyskać zmartwychwstając. Co nam pozostaje? Tak jak Marta i Maria – uwierzyć i zaufać, że podźwignie i nas. Uwierzyć w to, że to On jest Panem życia i śmierci. Zaufać Temu, który dla nas daje się przybić do krzyża. Zobaczyć łzy w Jego oczach na nasz widok i pozwolić Mu odsunąć kamień naszego grobu. Grobu lęku, strachu i niepewności. Przyjąć Jego Ducha i być wolnymi dziećmi Boga, które wiedzą że na tym świecie „nie kończy się świat”. Prawdziwy zacznie się później.
Karol Łukaszczyk CSsR
Marcowy dzień skupienia, który odbył się 21.03.2020 r., poprowadził o. Paweł Zyskowski CSsR, współbrat z naszego tuchowskiego domu. Przeżywaliśmy go w oparciu o słowa zaczerpnięte z drugiego rozdziału Dziejów Apostolskich: „Trwali oni w nauce Apostołów i we wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwie”. Nasze skupienie rozpoczęliśmy już w piątek wieczorem kompletą, po której nastąpiła całonocna adoracja Najświętszego Sakramentu. Każdy współbrat miał okazję spotkać się sam na sam z Jezusem Eucharystycznym, by Go wielbić, dziękować za łaski, które otrzymujemy, a także prosić o ustanie panującej epidemii.
W czasie pierwszej konferencji o. Paweł podzielił się z nami swoim świadectwem życia kapłańskiego, które nie było pozbawione trudnych momentów i sytuacji. Wskazywał, co jemu pomagało te kryzysy pokonać. Takim lekarstwem była adoracja Jezusa ukrytego pod postacią chleba oraz modlitwa wspólnotowa. Podczas dnia skupienia słuchaliśmy słowa Bożego z 18-tego rozdziału Ewangelii według św. Łukasza, w którym mowa o faryzeuszu i celniku. W czasie homilii o. Paweł mówił, że często rodzi się w nas postawa faryzeusza, w której porównujemy się do innych. Takie nastawienie może nas prowadzić w dwie strony: w kierunku pychy i wywyższania się nad innych lub depresji i kompleksów. Radą na to jest przyjęcie postawy celnika, czyli stanięcie przed Bogiem w pokorze i prawdzie o samym sobie. Należy mierzyć siły na zamiary, bo gdy będziemy mieli zbyt wygórowane ambicje, możemy popaść w frustrację, która może nas doprowadzić do depresji; gdy z kolei będziemy uważać, że to my jesteśmy najlepsi i wszystko potrafimy sami, to może kierować do pychy i nawet do odtrącenia Boga.
Tematem drugiej konferencji była wspólnota i jej ważność w życiu redemptorysty. Temu spotkaniu towarzyszyły słowa z Ewangelii według św. Jana mówiące o sytuacji, gdy uczniowie – już po zmartwychwstaniu Jezusa – postanowili wypłynąć na połów ryb i rankiem spotkali na brzegu Chrystusa, którego rozpoznał umiłowany uczeń. Prowadzący dzień skupienia mówił, że możemy trafić do różnych wspólnot, gdzie nie zawsze będziemy mieć rówieśnika z seminarium i może to początkowo rodzić dla nas jakieś problemy. Nie należy wtedy się wycofywać ze wspólnoty, ale w niej być i uczyć się budować relacje. Ojciec Paweł dzielił się również swoim doświadczeniem życia we wspólnocie, gdzie doświadczył braterskich spotkań, pracy oraz gdzie uczył się odpowiedzialności za wspólnotę i wzajemnej pomocy.
Na koniec dnia skupienia prowadzący go zaznaczył, by nigdy nie zapominać we wspólnocie o Jezusie, bo bez Niego – nawet gdybyśmy wszystko robili jak należy – nic nie wyjdzie, tak jak uczniom bez Mistrza nie udało się ułowić ryb.
Almar Suchan CSsR
Na większą cześć i chwałę Pana Boga Wszechmogącego w Trójcy Świętej Jedynego, a nam na pożytek nasz zbawienny, na IV Niedzielę Wielkiego Postu czyta nam Kościół Święty Matka nasza Ewangelię zapisaną u świętego Jana:
Jezus, przechodząc, ujrzał pewnego człowieka, niewidomego od urodzenia.
Uczniowie Jego zadali Mu pytanie: «Rabbi, kto zgrzeszył, że się urodził niewidomy – on czy jego rodzice?» Jezus odpowiedział: «Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale stało się tak, aby się na nim objawiły sprawy Boże. Trzeba nam pełnić dzieła Tego, który Mnie posłał, dopóki jest dzień. Nadchodzi noc, kiedy nikt nie będzie mógł działać. Jak długo jestem na świecie, jestem światłością świata».
To powiedziawszy, splunął na ziemię, uczynił błoto ze śliny i nałożył je na oczy niewidomego, i rzekł do niego: «Idź, obmyj się w sadzawce Siloam» – co się tłumaczy: Posłany. On więc odszedł, obmył się i wrócił, widząc.
A sąsiedzi i ci, którzy przedtem widywali go jako żebraka, mówili: «Czyż to nie jest ten, który siedzi i żebrze?» Jedni twierdzili: «Tak, to jest ten», a inni przeczyli: «Nie, jest tylko do tamtego podobny». On zaś mówił: «To ja jestem».
Mówili więc do niego: «Jakżeż oczy ci się otworzyły?» On odpowiedział: «Człowiek, zwany Jezusem, uczynił błoto, pomazał moje oczy i rzekł do mnie: „Idź do sadzawki Siloam i obmyj się”. Poszedłem więc, obmyłem się i przejrzałem». Rzekli do niego: «Gdzież On jest?» Odrzekł: «Nie wiem».
Zaprowadzili więc tego człowieka, niedawno jeszcze niewidomego, do faryzeuszów. A tego dnia, w którym Jezus uczynił błoto i otworzył mu oczy, był szabat. I znów faryzeusze pytali go o to, w jaki sposób przejrzał. Powiedział do nich: «Położył mi błoto na oczy, obmyłem się i widzę».
Niektórzy więc spośród faryzeuszów rzekli: «Człowiek ten nie jest od Boga, bo nie zachowuje szabatu». Inni powiedzieli: «Ale w jaki sposób człowiek grzeszny może czynić takie znaki?» I powstał wśród nich rozłam. Ponownie więc zwrócili się do niewidomego: «A ty, co o Nim mówisz, jako że ci otworzył oczy?» Odpowiedział: «To prorok».
Żydzi jednak nie uwierzyli, że był niewidomy i że przejrzał, aż przywołali rodziców tego, który przejrzał; i wypytywali ich, mówiąc: «Czy waszym synem jest ten, o którym twierdzicie, że się niewidomy urodził? W jaki to sposób teraz widzi?» Rodzice zaś jego tak odpowiedzieli: «Wiemy, że to jest nasz syn i że się urodził niewidomy. Nie wiemy, jak się to stało, że teraz widzi; nie wiemy także, kto mu otworzył oczy. Zapytajcie jego samego, ma swoje lata, będzie mówił sam za siebie». Tak powiedzieli jego rodzice, gdyż bali się Żydów. Żydzi bowiem już postanowili, że gdy ktoś uzna Jezusa za Mesjasza, zostanie wyłączony z synagogi. Oto dlaczego powiedzieli jego rodzice: «Ma swoje lata, jego samego zapytajcie».
Znowu więc przywołali tego człowieka, który był niewidomy, i rzekli do niego: «Oddaj chwałę Bogu. My wiemy, że człowiek ten jest grzesznikiem». Na to odpowiedział: «Czy On jest grzesznikiem, tego nie wiem. Jedno wiem: byłem niewidomy, a teraz widzę». Rzekli więc do niego: «Cóż ci uczynił? W jaki sposób otworzył ci oczy?» Odpowiedział im: «Już wam powiedziałem, a wy nie słuchaliście. Po co znowu chcecie słuchać? Czy i wy chcecie zostać Jego uczniami?»
Wówczas go obrzucili obelgami i rzekli: «To ty jesteś Jego uczniem, a my jesteśmy uczniami Mojżesza. My wiemy, że Bóg przemówił do Mojżesza. Co do Niego zaś, to nie wiemy, skąd pochodzi».
Na to odpowiedział im ów człowiek: «W tym wszystkim dziwne jest to, że wy nie wiecie, skąd pochodzi, a mnie oczy otworzył. Wiemy, że Bóg nie wysłuchuje grzeszników, ale wysłuchuje każdego, kto jest czcicielem Boga i pełni Jego wolę. Od wieków nie słyszano, aby ktoś otworzył oczy niewidomemu od urodzenia. Gdyby ten człowiek nie był od Boga, nie mógłby nic uczynić».
Rzekli mu w odpowiedzi: «Cały urodziłeś się w grzechach, a nas pouczasz?» I wyrzucili go precz.
Jezus usłyszał, że wyrzucili go precz, i spotkawszy go, rzekł do niego: «Czy ty wierzysz w Syna Człowieczego?» On odpowiedział: «A któż to jest, Panie, abym w Niego uwierzył?» Rzekł do niego Jezus: «Jest nim Ten, którego widzisz i który mówi do ciebie». On zaś odpowiedział: «Wierzę, Panie!» i oddał Mu pokłon.
A Jezus rzekł: «Przyszedłem na ten świat, aby przeprowadzić sąd, żeby ci, którzy nie widzą, przejrzeli, a ci, którzy widzą, stali się niewidomymi». Usłyszeli to niektórzy faryzeusze, którzy z Nim byli, i rzekli do Niego: «Czyż i my jesteśmy niewidomi?» Jezus powiedział do nich: «Gdybyście byli niewidomi, nie mielibyście grzechu, ale ponieważ mówicie: „Widzimy”, grzech wasz trwa nadal».(J 9,1-41)
„kto zgrzeszył, że się urodził niewidomy – on czy jego rodzice?”
Bardzo często patrzymy na ludzkie cierpienie, jako na karę za grzech. Jezus burzy taki sposób myślenia. Cierpienia nie można utożsamiać z karą. Trzeba jednak zauważyć, że czasem cierpienie ma wartość oczyszczającą i pomaga w nawróceniu. W innym jeszcze przypadku, tak jak w dzisiejszej Ewangelii, cierpienie służy temu, by objawiły się wobec ludzi sprawy Boże. Chrystus wysyła niewidomego do sadzawki zwanej „Sioloam” co znaczy „posłany”. Ta nazwa nie jest bez znaczenia. Człowiek, który odzyskał wzrok staje się tym samym posłanym by zaświadczyć wobec ludzi o Jezusie. „Niewidomi wzrok odzyskują” – to jeden ze znaków, że Mesjasz przyszedł na świat. I właśnie o tym świadczy ten człowiek.
„Gdybyście byli niewidomi, nie mielibyście grzechu, ale ponieważ mówicie: „Widzimy”, grzech wasz trwa nadal”
Podstawowym warunkiem dobrej spowiedzi świętej jest stanięcie w prawdzie o sobie. Innymi słowy uznanie własnej słabości i ograniczoności. To nic innego jak postawa pokory. Pycha natomiast polega na wmawianiu sobie, że jest się innym niż się jest naprawdę. Faryzeusze uważali się za tych „oświeconych” pośród ludzi. Tych, którzy znają prawdę. Właśnie dlatego Chrystus mówi do nich, że grzech ich trwa nadal, bo brakuje im pokory w spojrzeniu na siebie.
Jak zatem ćwiczyć w sobie postawę pokory? Dobrym sposobem jest praktyka codziennego, najlepiej wieczornego, rachunku sumienia. Po to, by uczyć się stawać w prawdzie o sobie przed samym sobą i przed Bogiem. Wtedy spowiedź stanie się dla nas łatwiejsza.
Patryk Reczek CSsR
Klemens Hofbauer, nasz święty współbrat, od lat jest inspiracją dla wszystkich redemptorystów, również dla „najmłodszych” stażem. Z tego powodu, zgodnie z wieloletnią tradycją naszej prowincji, we wspomnienie św. Klemensa – 15 marca – organizujemy spotkanie wspólnot formacyjnych.
Już w piątek (13 marca) rozpoczęliśmy triduum przed świętem Apostoła Warszawy. Wieczorem, w naszej bazylice, odprawiliśmy nabożeństwo Drogi Krzyżowej, pod duchowym przewodnictwem św. Klemensa. Przybyła do nas również wspólnota postulatu pod opieką prefekta, o. Łukasza Drożaka. W sobotę przed południem bracia wyruszyli w „podróż” śladami świętego Klemensa. W symbolicznej drodze przygotowanej przez współbraci odnajdywali listy św. Klemensa i jeszcze bliżej poznawali jego życie oraz duchowość. Popołudnie spędziliśmy na podsumowaniu wcześniejszych warsztatów i wspólnotowym wypoczynku. Wieczorem uczestniczyliśmy w Mszy Świętej celebrowanej przez radnego naszej prowincji (a także poprzedniego prefekta tuchowskiego seminarium), o. Witolda Hetnara, który wygłosił inspirującą homilię, stawiając nam św. Klemensa za wzór wytrwałości w wypełnianiu woli Bożej.
Niedzielna Msza Święta była sprawowana w kaplicy seminaryjnej. Przewodniczył jej o. Łukasz Drożak, który wygłosił również homilię, a koncelebrował duszpasterz powołań, o Szczepan Hebda.
Michał Zieliński CSsR
Jezus przybył do miasta samarytańskiego zwanego Sychar, w pobliżu pola, które dał Jakub synowi swemu, Józefowi. Było tam źródło Jakuba. Jezus zmęczony drogą siedział sobie przy źródle. Było to około szóstej godziny.
Wówczas nadeszła kobieta z Samarii, aby zaczerpnąć wody. Jezus rzekł do niej: «Daj Mi pić!» Jego uczniowie bowiem udali się przedtem do miasta, by zakupić żywności.
Na to rzekła do Niego Samarytanka: «Jakżeż Ty, będąc Żydem, prosisz mnie, Samarytankę, bym Ci dała się napić? » Żydzi bowiem i Samarytanie unikają się nawzajem.
Jezus odpowiedział jej na to: «O, gdybyś znała dar Boży i wiedziała, kim jest Ten, kto ci mówi: „Daj Mi się napić”, to prosiłabyś Go, a dałby ci wody żywej».
Powiedziała do Niego kobieta: «Panie, nie masz czerpaka, a studnia jest głęboka. Skądże więc weźmiesz wody żywej? Czy Ty jesteś większy od ojca naszego, Jakuba, który dał nam tę studnię, i on sam z niej pił, i jego synowie, i jego bydło?»
W odpowiedzi na to rzekł do niej Jezus: «Każdy, kto pije tę wodę, znów będzie pragnął. Kto zaś będzie pił wodę, którą Ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki, lecz woda, którą Ja mu dam, stanie się w nim źródłem tryskającym ku życiu wiecznemu».
Rzekła do Niego kobieta: «Panie, daj mi tej wody, abym już nie pragnęła i nie przychodziła tu czerpać».
A On jej odpowiedział: «Idź, zawołaj swego męża i wróć tutaj!»
A kobieta odrzekła Mu na to: «Nie mam męża». Rzekł do niej Jezus: «Dobrze powiedziałaś: Nie mam męża. Miałaś bowiem pięciu mężów, a ten, którego masz teraz, nie jest twoim mężem. To powiedziałaś zgodnie z prawdą».
Rzekła do Niego kobieta: «Panie, widzę, że jesteś prorokiem. Ojcowie nasi oddawali cześć Bogu na tej górze, a wy mówicie, że w Jerozolimie jest miejsce, gdzie należy czcić Boga».
Odpowiedział jej Jezus: «Wierz Mi, kobieto, że nadchodzi godzina, kiedy ani na tej górze, ani w Jerozolimie nie będziecie czcili Ojca. Wy czcicie to, czego nie znacie, my czcimy to, co znamy, ponieważ zbawienie bierze początek od Żydów. Nadchodzi jednak godzina, nawet już jest, kiedy to prawdziwi czciciele będą oddawać cześć Ojcu w Duchu i prawdzie, a takich to czcicieli szuka Ojciec. Bóg jest duchem; trzeba więc, by czciciele Jego oddawali Mu cześć w Duchu i prawdzie».
Rzekła do Niego kobieta: «Wiem, że przyjdzie Mesjasz, zwany Chrystusem. A kiedy On przyjdzie, objawi nam wszystko».
Powiedział do niej Jezus: «Jestem nim Ja, który z tobą mówię».
Na to przyszli Jego uczniowie i dziwili się, że rozmawiał z kobietą. Żaden jednak nie powiedział: «Czego od niej chcesz? – lub: Czemu z nią rozmawiasz?» Kobieta zaś zostawiła swój dzban i odeszła do miasta. I mówiła ludziom: «Pójdźcie, zobaczcie człowieka, który mi powiedział wszystko, co uczyniłam: Czyż On nie jest Mesjaszem?» Wyszli z miasta i szli do Niego.
Tymczasem prosili Go uczniowie, mówiąc: «Rabbi, jedz!» On im rzekł: «Ja mam do jedzenia pokarm, o którym wy nie wiecie».
Mówili więc uczniowie między sobą: «Czyż Mu kto przyniósł coś do zjedzenia?»
Powiedział im Jezus: «Moim pokarmem jest wypełnić wolę Tego, który Mnie posłał, i wykonać Jego dzieło. Czyż nie mówicie: „Jeszcze cztery miesiące, a nadejdą żniwa?” Oto powiadam wam: Podnieście oczy i popatrzcie na pola, jak się bielą na żniwo. Żniwiarz otrzymuje już zapłatę i zbiera plon na życie wieczne, tak iż siewca cieszy się razem ze żniwiarzem. Tu bowiem okazuje się prawdziwym powiedzenie: Jeden sieje, a drugi zbiera. Ja was wysłałem, abyście żęli to, nad czym wy się nie natrudziliście. Inni się natrudzili, a wy w ich trud weszliście».
Wielu Samarytan z owego miasta zaczęło w Niego wierzyć dzięki słowu kobiety świadczącej: «Powiedział mi wszystko, co uczyniłam». Kiedy więc Samarytanie przybyli do Niego, prosili Go, aby u nich został. Pozostał tam zatem dwa dni. I o wiele więcej ich uwierzyło dzięki Jego słowu, a do tej kobiety mówili: «Wierzymy już nie dzięki twemu opowiadaniu, usłyszeliśmy bowiem na własne uszy i wiemy, że On prawdziwie jest Zbawicielem świata».(J 4,5-42)
Koronawirus – hasło, które obiegło świat i dotyka naszej codzienności. Zajmuje nasze myśli, słowa i uczynki; „zaraża” nas nieufnością do siebie i ogranicza relacje. Każde usłyszane kichnięcie powoduje kołatanie serca a napotkany kaszel gwałtem zajmuje terytorium naszego umysłu. Epidemia szerzy się.
Może rodzą się w nas pytania: „Czy kościoły pozostaną otwarte byśmy mogli uczestniczyć w Eucharystii? Czy przyjmowanie Komunii Świętej nie stanie się aktem heroizmu?” W końcu taka postawa grozi utratą zdrowia a może nawet i życia.
Kochany Czytelniku – zadaj sobie pytanie: Czy wierzę jeszcze w Chrystusa, który mówi do paralityka: „Wstań, weź swoje nosze i idź do domu!” (Mk 2,11), do głuchoniemego: „Effatha, to znaczy: Otwórz się!” (Mk 7,34), a do zmarłej dziewczynki: „Talitha kum! To znaczy: Dziewczynko, mówię ci, wstań!” (Mk 5,41)? Czy jest On jeszcze dla mnie Bogiem? Czy Jezus jest jeszcze Panem, który ma władzę oddać życie i je znów odzyskać? (J 10,18).
Są miejsca na świecie, gdzie nad chrześcijanami przyznającymi się do wiary, spotykającymi się na celebracje Eucharystii, wisi kara więzienia, tortur czy śmierci. Nam grozi koronawirus. Gdzie szukać ratunku? Dokąd udać się po uzdrowienie?
A może patrzymy w tym momencie na drugiego, by jakoś mu pomóc? Niespełna 150 lat temu żyli tacy ludzie jak bł. Piotr Donders, redemptorysta który przez trzydzieści lat pracował wśród trędowatych; albo św. Dominik Savio, patron ministrantów, który z narażeniem życia opiekował się chorymi na gruźlice mając zaledwie kilkanaście lat. Czy ci nasi starsi bracia nie zawstydzają nas choć trochę swoją postawą wiary i ufności?
A co na to wszystko Samarytanka z dzisiejszej Ewangelii? Stopniowo, krok po kroku odkrywająca kim jest Ten, którego spotkała przy studni Jakuba:
Prosisz mnie o wodę?;
Czy jesteś większy od naszego ojca Jakuba, który dał nam tę studnię?;
Daj mi wody, abym już nie pragnęła;
Widzę, że jesteś prorokiem;
Wiem, że przyjdzie Mesjasz, i wszystko nam objawi;
Czyż On nie jest Mesjaszem?;
On prawdziwie jest Zbawicielem świata.
Drogi Czytelniku, czy i Ty zaczynasz odkrywać w Jezusie Zbawiciela świata?
Marcin Wojdan CSsR
W tym roku przypada 200. rocznica śmierci św. Klemensa Hofbauera, redemptorysty, i z tej okazji w dniach 7-8.03.2020r. delegacja kleryków wraz z rektorem seminarium, ojcem Maciejem Sadowskim CSsR, udała się do Warszawy. Celem wizyty było przybliżenie postaci św. Klemensa, „Apostoła” naszej stolicy oraz patrona piekarzy i cukierników.
O. dr Maciej Sadowski CSsR wraz z panią dr Pauliną Dąbrosz-Drewnowską (Instytut Historyczny Uniwersytetu Szczecińskiego), udali się z samego rana (tj. 8.03 br.) do studia Polskiego Radia, gdzie w audycji na żywo podzielili się najważniejszymi informacjami na temat życia św. Klemensa (zainteresowanych odsyłam do odsłuchania audycji – link znajduje się na końcu artykułu).
W tym samym czasie klerycy udali się do kościoła pw. Świętego Krzyża w Warszawie na Mszę Świętą, której przewodniczył o. Łukasz Baran CSsR. W koncelebrze brał również udział Wikariusz Prowincjała, o. Dariusz Paszyński CSsR. W homilii o. Łukasz nawiązał do postaci św. Klemensa, co harmonizowało z treścią audycji, gdyż Msza Święta była transmitowana w Polskim Radiu zaraz po zakończeniu programu.
https://www.polskieradio.pl/37/224/Artykul/2469704,Dobry-patron-na-zle-czasy
Damian Szymura CSsR























