Cud w Tuchowie

Dwaj diakoni – redemptoryści od dziś prezbiterami Jezusa Chrystusa!

Do niecodziennego wydarzenia doszło 27 maja 2017 roku w Wyższym Seminarium Duchownym Redemptorystów w Tuchowie k. Tarnowa. Oto dwóch alumnów: br. Łukasz Baran CSsR i br. Michał Wielgus CSsR, z rąk ks. bpa Damiana Muskusa przyjęło święcenia prezbiteratu. Od tego dnia na ich słowa, dzięki łasce Ducha Świętego, Jezus będzie obecny na ołtarzu, a grzechy będą odpuszczane w sakramencie pojednania i pokuty. Jak inaczej wytłumaczyć to niezwykłe wydarzenie, jeśli nie słowem – cud.

Od samego poranka wyczuć można było podniosłą atmosferę. Ludzie z większą niż zawsze serdecznością i uśmiechem odnosili się do siebie, ptaki śpiewały jakoś „piękniej”, słońce świeciło „mocniej”, cały wszechświat cieszył się z daru, który za chwilę mieli przyjąć nasi współbracia. O godzinie 11:00, na dźwięk sanktuaryjnych kurantów wyruszyła procesja, by przed wizerunkiem cudami słynącej Matki Bożej Tuchowskiej uczestniczyć wraz z zebranym Ludem Bożym w Eucharystii. Pośród wielu znamienitych gości, obecnych tego dnia w tuchowskim sanktuarium, nie sposób było nie dostrzec rodziców wyświęcanych diakonów. Wzruszenie, ogromna radość, ale i troska przebijała z twarzy nie tylko rodziców, ale i wielu uczestników Liturgii.

Obecni na Eucharystii wzywali całe niebo, śpiewając Litanię do wszystkich świętych, nad leżącymi twarzą do ziemi, w uniżeniu, przyszłymi kapłanami. Modlitwa tak licznej rzeszy ludzi i świętych za tych dwóch diakonów na pewno została wysłuchana. Kiedy jednak wobec tak wielkiej tajemnicy zabrakło już nawet słów, biskup w milczeniu nałożył ręce na naszych braci. To co najważniejsze, działo się w postawie pokory i w milczeniu.

W trakcie homilii biskup pomocniczy z Krakowa zachęcał, by przyszli kapłani „nie troszczyli się zbytnio”, ale w swym codziennym życiu zaufali Bożej Opatrzności. Aby byli czytelnym znakiem dla świata, najpierw sami potrzebują bez reszty zaufać Bogu w postawie służby. „Kapłaństwo nie jest rolą do odegrania, ale sakramentem” – powiedział bp Damian. Bóg zapragnął przyciągnąć do siebie ludzi wszystkich czasów, a czyni to przez kapłanów.

Pragniemy więc zadedykować naszym neoprezbiterom, u początku ich kapłańskiej drogi, słowa mądrego księdza poety: „Umywaj nogi ludziom, nie wyciągaj swoich, aby ci myli…!”. Za dar święceń prezbiteratu o. Łukasza Barana CSsR i o. Michała Wielgusa CSsR, Bogu niech będą dzięki!

br. Adam Dudek CSsR

Psim szlakiem

Ta historia nadaje się na film. Od razu uprzedzam drogi czytelniku, że nie dało się krócej o tym napisać. Zresztą w miarę lektury sam się przekonasz… Poranek 20 maja, pobudka, droga na pociąg i wyjazd do stacji Bobowa o godz. 5:57. Tak zaczęła się wyjątkowa podróż do wspaniałych ludzi, do piękna natury, do nowej, wyjątkowej przyjaźni…

Gościnność z jaką nas przyjęto jest godna podziwu. Wszystko za sprawą Bartka – młodego, pełnego inicjatywy młodzieńca. To on wpadł na pomysł „Majówki z redemptorystami” w kościele rektoralnym w Sędziszowej k. Siedlisk bobowskich. Kościółek uroczy, zabytkowy. Miejscowy duszpasterz i zarazem rektor tegoż kościółka – ks. Jacek – zrobił na nas bardzo dobre wrażenie: przywitał, ugościł, a przede wszystkim dał świadectwo księdza bliskiego powierzonym sobie ludziom. Ale na razie wróćmy do początku naszej przygody, bo „Majówka z redemptorystami” (Bartek zrobił nawet plakaciki!) miała miejsce dopiero wieczorem. Pozostałą część dnia przeznaczyliśmy na trasę Sędziszowa – wieża widokowa w Bruśniku – Skamieniałe Miasto w Ciężkowicach.

Na początek szlaku ze stacji Bobowa podwiózł nas Bartek razem ze swoim tatą. Było nas pięciu – Tymoteusz Macioszek, Karol Łukaszczyk, Jakub Gościński, Sławomir Wardzała i Grzegorz Pruś (ten ostatni podjął zaproszenie Bartka i nas zorganizował). Ruszyliśmy pełni zapału. Początek trasy prowadził przez Drogę krzyżową wykonaną przez miejscowego rzeźbiarza – znaleźliśmy na niej cytat z naszego Założyciela: „Kto się modli ten się zbawi, kto się nie modli ten się potępi”. Pokrzepieni tym soczystym cytatem zmierzaliśmy w stronę wieży w Bruśniku. Niestety pobłądziliśmy… Z pobliskiej chaty wyłonił się rudy, wąsaty pan. Wskazał nam drogę, ale zaznaczył, że gdy dojdziemy do mostu dalej sami będziemy musieli kombinować – tak też było! Most się znalazł i w dalszą drogę ruszyliśmy instynktownie pod górę, bo wieża miała być za górą… Niedługo po tym znów nabraliśmy wątpliwości: Którędy?! Wtem z lasku naprzeciw nas wybiegły dwie sarny – podążyliśmy za nimi i to był strzał w dziesiątkę. Dotarliśmy do jakiejś zgrabnej betonowej drogi, w oddali dumnie prezentowała się wieża. Ruszyliśmy za drogą i znów wątpliwości… I tutaj drogi czytelniku rozpoczyna się przełom tej wyprawy, do tej pory dosyć konwencjonalnej (o ile chodzenie śladem saren można za takie uznać). Jeżeli umieszczone na początku tej notki sformułowanie „nowa, wyjątkowa przyjaźń” zaintrygowało Cię, to teraz rozpoczyna się ten wątek.

Jakieś 30 m od nas, w przeciwnym kierunku, podążał szacowny gospodarz z dwiema krowami i małym, białym psem. Minęliśmy się. Chwilę później, gdy przedzieraliśmy się przez jakieś pole zastanawiając się jak znaleźć drogę do wieży, mały, biały pies podszedł do nas.  Miał w sobie jakiś urok, który dawał pociechę. Kilka głaśnięć na powitanie i psiak ruszył przed nami. „Poszliśmy za sarnami i opłaciło się, czemu nie zaryzykować teraz?” – pomyśleliśmy i ruszyliśmy za małym, białym przewodnikiem. I tym razem nie zawiedliśmy się – dotarliśmy na wieżę, w międzyczasie coraz bardziej przywiązując się do nowego towarzysza.

Pokrzepieni wspaniałą panoramą, widoczną z wieży, obraliśmy kolejny cel – Ciężkowice. Jednakże do naszych głów coraz mocniej docierał niepokój, który koniec końców pojawił się na ustach: „Ten mały musi wrócić do siebie!” Postanowiliśmy złamać własne serca i zbiorowo spłoszyć uroczego psiaka, który nie chciał nas opuścić. Krzyk, groźne miny i kij w ręku, a w sercu ból. No cóż, to dla jego dobra… Pies po długim odganianiu, ze spuszczonymi uszami i oczami wielkimi jak księżyc w pełni, odszedł. To była trudna decyzja, ale 5 dorosłych mężczyzn musiało podjąć odpowiedzialną decyzję! Kilkaset metrów dalej mały wrócił, a 5 dorosłych mężczyzn nie miało serca płoszyć go po raz kolejny…

Tak dotarliśmy do Ciężkowic. W międzyczasie nasz towarzysz gonił pociąg, ptaka lecącego 20 m nad nim i pływał w wielkiej kałuży sądząc, że kamień który tam wrzuciliśmy jest jadalny… Na rynku w Ciężkowicach spotkaliśmy naszych dwóch współbraci, którzy zmierzali na „Majówkę z redemptorystami” inną drogą – Ireneusza Krzywonia i diakona Łukasza Barana. Wspólnie zjedliśmy obiad, a mały, biały pies ganiał przejeżdżające autobusy skupiając na sobie serdeczną uwagę okolicznych gapiów. Widocznie ten psiak po raz pierwszy opuścił swoją wioskę, nie przywykł zatem do miejskich zwyczajności. Rozstając się na krótki czas z napotkanymi współbraćmi wkroczyliśmy do Skamieniałego Miasta – po jego pokonaniu miał przyjechać po nas Bartek z tatą. To rodziło pytania: „Jak rozstać się z tym małym?” Byliśmy już gotowi wziąć go z nami! Te rozważania przerwało nieprzyjemne wydarzenie.

Z naprzeciwka wyłoniło się małżeństwo z dzieckiem i ogromnym owczarkiem niemieckim. Mały, biały pies jak dziecko we mgle, zupełnie nie zdając sobie sprawy, że ów wilczur z łatwością by go rozszarpał, zaczął obwąchiwać go tu i tam. Wilczur wystawił zęby, zaczął się burzyć, właścicielka z trudnością próbowała go utrzymać. Jej męża stojącego obok zamurowało. Pies ogonem wywrócił dziecko – płacz! My w panice, ruszyliśmy na pomoc, a mały, biały pies w najlepsze delektował się nowo napotkanym „afrodyzjakiem”… Dopiero siłą udało się przekonać psiaka, żeby przestał i sytuacja została jakoś zażegnana.

Gdy dotarliśmy na koniec szlaku Skamieniałego Miasta nasze rozterki osiągnęły punkt kulminacyjny. Bartek z tatą byli już w drodze, a mały za nic nie chciał nas zostawić. Transport zajechał, otworzyliśmy drzwi, kilku z nas już było w środku, a maleńki kręcił się czekając na swoją kolej wsiadania… Wtem z lasu wyszła wspomniana już rodzinka z psem! Nasz towarzysz bez chwili wahania ruszył w ich stronę, wilczur wyszczerzył kły, właścicielka się wściekła, jej mąż na nas krzyknął i wtedy padło kluczowe zdanie. Wypowiedział je jeden z nas – Sławek. To zdanie nas otrzeźwiło. Pomogło zobaczyć fakty oddzielone od tumanów emocji piętrzących się w nas podczas tej wyprawy. „To nie jest nasz pies!” i zdenerwowany pan musiał odpuścić. Z wnętrza aut, które wiozły nas do Sędziszowej widzieliśmy już z daleka wściekłego owczarka niemieckiego, poirytowaną właścicielkę i małego, białego psa, który zdawał się widzieć przed sobą uśmiechniętego przyjaciela, któremu właściciele nie pozwalają wyrazić czułości względem niego… Drogi czytelniku, to jeszcze nie koniec historii związanej z naszym nowym przyjacielem. Jeszcze do niej powrócę. Ale póki co przejdę do wspaniałych wydarzeń w Sędziszowej.

Ksiądz Jacek powierzył nam prowadzenie majówki, a także przewodniczenie Mszy Świętej – dołączył do nas na miejscu o. Artur Pruś CSsR. Łukasz Baran wygłosił kazanie na nabożeństwie majowym przedstawiając słuchaczom kim są redemptoryści. Irek zagrał na organach, a Tymek na gitarze, reszta współbraci wspierała śpiewem. Zgromadziło się sporo dzieci, młodzieży, nie zabrakło oczywiście dorosłych. Ojciec Artur nawiązał do historii swojego życia – w tym kościółku był chrzczony, odprawiał w nim także Mszę prymicyjną. W homilii zachęcił wszystkich do podjęcia misji głoszenia Jezusa w świecie.

Następnym punktem był mecz w piłkę nożną: klerycy kontra chłopaki z Sędziszowej. Walka była wyrównana, ale nasi miłosierni przeciwnicy pozwolili nam wygrać (hehe:P). Dookoła boiska tętniło życiem, ks. Jacek i o. Artur grali w siatkę z dziećmi i młodzieżą, a miejscowi gapie przyglądali się walce na boisku. Po rozgrywkach ruszyliśmy na wspólną agapę przy kiełbasce i wyśmienitym cieście. Nie zabrakło śpiewu i zabawy – panowała wspaniała atmosfera.

I tutaj wraca temat naszego psiaka. Jedna z dziewczyn posługująca przy stołach miała koszulkę z napisem: I love dogs more than people (Kocham psy bardziej niż ludzi). Nie chcę wchodzić w polemikę z tym napisem, chodzi bardziej o przypadkową rozmowę, która wywiązała się miedzy nią, a jednym z naszych współbraci. Ten ostatni pokazał jej zdjęcie „niespodzianki” naszej wyprawy, uroczego czworonoga, przez którego o mało co nie nabawiliśmy się nerwicy. „To pies mojego sąsiada! Mówił, że widział dziś grupę mężczyzn wędrujących po polu.”

Mamy głęboką nadzieję, że mały, biały pies odnalazł drogę do domu. A tymczasem towarzyszy nam ciągłe napięcie. Każdego dnia bowiem w drzwiach naszego klasztoru może pojawić się właściciel zaginionego psa z kosą w ręku, która bynajmniej nie posłuży mu do koszenia trawy…

br. Tymoteusz Macioszek CSsR

Pierwsza profesja u redemptorystek

Majówka? A może coś więcej… Czy chcesz…? Tak, chcę!

20 maja w Bielsku Białej w klasztorze sióstr redemptorystek s. Alla Kapush, pochodząca z Ukrainy złożyła swoją pierwszą profesję zakonną.

Skąd ten tytuł? Oddanie się Bogu poprzez profesję zakonną jest zawsze czymś wyjątkowym, a delegacja naszej seminaryjnej wspólnoty wraz z ojcem prefektem w ramach majówki studentatu miała okazję w takiej uroczystości uczestniczyć. Jednym z najważniejszych elementów obrzędu profesji zakonnej jest pytanie – czy chcesz… ślubować czystość, ubóstwo i posłuszeństwo? Tak, chcę! Siostra Alla Kapush, wypowiedziała swoje TAK Jezusowi wobec całego Kościoła. Złożyła pierwsze śluby zakonne. Jak to powiedział kaznodzieja – o. Jacek Dembek CSsR – podjęła decyzję.

Siostra w obecności wspólnoty sióstr redemptorystek oraz wszystkich zgromadzonych ślubowała Bogu na trzy lata czystość, ubóstwo i posłuszeństwo. Uroczystej Mszy Św. przewodniczył ks. bp Roman Pindel – ordynariusz bielsko-żywiecki. Zgromadzeni byli także kapłani i współbracia redemptoryści. Przełożonego Prowincji Warszawskiej reprezentował o. Janusz Urban CSsR – radny prowincjalny, zaś Przełożonego Prowincji Lwowskiej  – o. Ivan Horban CSsR. Nasi klerycy wspierali siostry podczas liturgii poprzez śpiew liturgiczny oraz posługę przy ołtarzu. We wspólnej modlitwie towarzyszyła mama, najbliższa rodzina i przyjaciele siostry neoprofeski. Po skończonej liturgii siostry zaprosiły wszystkich zgromadzonych na radosne świętowanie do sali klasztornej. Ponadto w uroczystości wzięły udział świeckie osoby współpracujące z seminarium, których świadectwa są zamieszczone poniżej.

Bogu niech będą dzięki za dar powołań, jakimi nieustannie obdarza Kościół, a szczególnie wdzięczni jesteśmy za dar powołania siostry Ally i za całą wspólnotę sióstr redemptorystek.

br. Paweł Głodowicz CSsR


Świadectwa

Uroczystość pierwszych ślubów zakonnych siostry Ally, w której mogłam uczestniczyć była przepełniona emocjami, wzruszeniami ale  też ogromną, szczerą radością. To było moje pierwsze spotkanie z siostrami redemptorystkami, które swoją otwartością, optymizmem i radością życia zarażają wszystkich wokół siebie. Siostry z cierpliwością opowiadały nam o swoim życiu zakonnym, charyzmacie i klasztorami poza granicami Polski, a my z otwartością serca pochłaniałyśmy całą wiedzę. Siostry przede wszystkim urzekły mnie swoim „Zakochaniem się” w Panu Jezusie, otwartością na drugiego człowieka a zarazem wielką wrażliwością. Śluby Siostry Ally dokładnie obrazują wielką miłość do Pana Boga i zauroczenie się w Jego Miłosierdziu w całości. Ja, dziękuję Panu Bogu za ten wspaniały dzień, niezapomnianą uroczystość i oczywiście za Siostry, które sprawiły że chce się do nich powracać i zagłębiać w ich codziennym życiu.

Joanna Krzywoń


W  sobotę 20 maja mogłam uczestniczyć w uroczystości pierwszych ślubów zakonnych siostry Ally Kapush. Tak wiele się działo podczas tego  wydarzenia…. Kiedy tylko tam przyjechaliśmy siostry przyjęły nas z wielkim uśmiechem, ugościły nas po królewsku pysznym obiadem i wspaniałym deserem! Pamiętam te rozmowy przy stole, zasypywałyśmy siostry pytaniami, biedne musiały się z nimi zmagać. Tyle energii i pozytywnych emocji od nich zaczerpnęłam . Podczas mszy nie zabrakło wzruszeń – tyle się podczas niej działo…. Mam nadzieję, że wizyta w zakonie sióstr redemptorystek nie była ostatnią i jeszcze będzie dane mi tam pojechać. Siostry mimo klauzury, są bardzo otwarte na ludzi, miałam ochotę je wszystkie wyściskać. Habit redemptorystek jest czymś co je wyróżnia, nie mogłam się na napatrzeć na niego… Bardzo się cieszę, że mogłam zobaczyć i przeżyć tę uroczystość. Już nie mogę się doczekać ponownego spotkania z nimi.

Katarzyna


Zdjęcia udostępnione przez p. Małgorzatę Batko

Majówka z “Nadzieją”

„Nadzieja” to nazwa stowarzyszenia pomagającego osobom niepełnosprawnym w pełniejszym funkcjonowaniu w społeczeństwie. Wydarzenia kulturalne i religijne oraz różne wyjazdy i pielgrzymki mają na celu integrację podopiecznych z innymi osobami.

Jedną z takich właśnie inicjatyw był trzydniowy wyjazd do Gródka nad Dunajcem. Odbył się on w dniach od 19 do 21 maja. Wzięło w nim udział około siedemdziesięciu osób, wśród nich byli również wolontariusze, do grona których należą osoby świeckie oraz klerycy Wyższego Seminarium Redemptorystów w Tuchowie.

W czasie, który spędziliśmy w uroczym miejscu nad Jeziorem Rożnowskim, mieliśmy okazję lepiej poznać i zrozumieć codzienne funkcjonowanie osób niepełnosprawnych. Doświadczyć barier jakie muszą pokonywać, ale także życzliwości, jaka płynie ze strony innych ludzi w ich kierunku. Wspólna modlitwa, posiłki i spędzanie wolnego czasu przyczyniły się także do poznania rodziców i rodzeństwa osób, z którymi pracujemy w ciągu roku.

Dostrzeżenie dobra w najmniejszym uśmiechu, znalezienie szczerości w szeroko otwartych oczach to domena tych wyjątkowych osób. Dając im swoją obecność uczyliśmy się wzajemnie tego jak żyć szczęśliwie i radośnie oraz jak swoje ograniczenia przekuwać w cechy mogące rozwijać nasze człowieczeństwo.

br. Paweł Orzeł CSsR

Zaproszenie na święcenia kapłańskie

27 maja 2017 r. o godzinie 11 dwóch naszych współbraci, diakonów, przyjmie święcenia kapłańskie z rąk ks. bp Damiana Muskusa OFM, biskupa pomocniczego archidiecezji krakowskiej.

Są to:
br. Łukasz Baran CSsR z Kamionki Wielkiej (diecezja tarnowska),
br. Michał Wielgus CSsR z Michałowic (archidiecezja krakowska).

Aktualnie przeżywają oni swoje rekolekcje w Łomnicy-Zdroju. Polecamy ich Waszej modlitwie i zapraszamy na uroczystości do Tuchowa.

Królowa jest tylko jedna!

Młodzież, która wraz z redemptorystami gromadzi się na comiesięcznych czuwaniach z cyklu ,,Droga wewnętrzna” w Bazylice Matki Bożej Tuchowskiej, zebrała się na kolejnym spotkaniu, które odbyło się 19 maja.

Królowa jest tylko jedna! Okoliczności związane z miesiącem majem, jak i również z setną rocznicą objawień Matki Bożej Różańcowej w Fatimie, sprawiły, że to właśnie Maryja stała się przewodniczką i tematem naszych majowych rozważań. Po uroczystej Mszy św., popatrzyliśmy na Maryję, która przecież jest człowiekiem a zarazem jest też (co m. in. śpiewamy w Litanii Loretańskiej) Matką Stworzyciela, a w konsekwencji także naszą matką. Porównywaliśmy tę Matkę, do innych ziemskich królowych, zastanawiając się w czym tkwi sekret jej niezwykłości, tego, że jest Ona dla nas tak żywa, bo chociaż pamiętamy inne postacie wielkich królowych, to właśnie z Maryją rozmawiamy codziennie, to Maryja jest dla nas wzorem i to do Niej zwracamy się mówiąc: MAMUSIU.

Zauważyliśmy, że sekret Matki Boga tkwi m. in. w jej pokorze i skromności. Otwartość na działanie Ducha Świętego sprawiła, że jako zwykła dziewczyna, stała się najważniejszą kobietą w historii całej ludzkości. Pragnienie wypełnienia Słowa pozwoliła jej stać się także symbolem służby, a dla nas Matką, która jest gotowa nieustannie pomagać i zawsze prowadzi nas do spotkania ze swoim Synem, u którego wstawia się za nami w naszych potrzebach.

Po radosnym spotkaniu przy stole, podczas którego mogliśmy się ucieszyć sobą, wymienić doświadczeniem Boga, obecności Maryi w naszym życiu, ale także tym co przeżywamy, doświadczeniem naszej codzienności, wróciliśmy do Bazyliki, by tam w sposób jeszcze bardziej bezpośredni stanąć przed Maryją.

Tym wyjątkowym spotkaniem była celebracja Akatystu, którym wielbiliśmy Maryję śpiewając pod przewodnictwem kleryków Wyższego Seminarium Redemptorystów w Tuchowie, wspominając to, co było Jej udziałem w zbawczym dziele Jej Syna – Jezusa Chrystusa. Zasadniczym tematem Akatystu jest bowiem udział Matki Bożej w ziemskim życiu Chrystusa i w Jego Kościele. Pierwsza połowa Akatystu dotyczy narodzenia Chrystusa oraz zdarzeń z nim związanych i je poprzedzających. Druga połowa ma za przedmiot nadprzyrodzone skutki przyjścia Zbawiciela na ziemię.

Majowe spotkanie u stóp Matki Bożej Tuchowskiej z pewnością zbliżyło nas do siebie jeszcze bardziej, ale przede wszystkim zbliżyło nas do naszej wspólnej Mamy, a jeśli stajemy blisko Niej, to spotykamy się z Jej Synem, co stało się naszym udziałem. Pełni radości z działania Boga w historii świata i naszego życia z niecierpliwością czekamy na kolejne wspólne spotkanie, które odbędzie się w trakcie Wielkiego Odpustu Tuchowskiego.

Dominik Strychacz CSsR
fot. Jakub Gościński CSsR

Liryczna wieczornica

Choć poezja nie należy do łatwych meandrów kultury, to jednak dla chcącego nic trudnego! Wieczorem poezją księdza Janusza Pasierba wspólnota Wyższego Seminarium Duchownego Redemptorystów w Tuchowie uczciła imieniny swojego rektora o. Macieja Sadowskiego CSsR.

Spotkanie miało miejsce 14 maja tj. w święto patrona solenizanta. „Macieju, dobrze, że gdy los padł na Ciebie nie odrzuciłeś go” – mówił nawiązując do jego powołania o. Dariusz Paszyński CSsR, wikariusz przełożonego Prowincji Warszawskiej Redemptorystów. Pogratulował także solenizantowi ochotnego przyjęcia stanowiska rektora naszego seminarium. Ojciec Maciej oprócz funkcji naukowych znany jest ze swoich zamiłowań wokalnych. Wyśpiewywane teksty zdają się być jego sposobem wyrażania emocji, przemyśleń, stąd wieczór poezji stanowił – obok ofiary Mszy Świętej – idealny prezent. Wspólne świętowanie uświetniła swoją obecnością wspólnota nowicjatu z niedalekiej Lubaszowej, a także zaprzyjaźnione osoby świeckie.

br. Tymoteusz Macioszek CSsR

Dzień skupienia z misjonarzem Wschodu

W dniu 13 maja, w 100 rocznicę objawień fatimskich, nasza wspólnota seminaryjna przeżywała dzień skupienia, któremu przewodniczył o. Artur Wilczek CSsR z Regii św. Gerarda, czyli jednostki terytorialnej Prowincji Warszawskiej Redemptorystów obejmującej Rosję i Kazachstan. O. Wilczek pracuje tam jako proboszcz w parafii pod wezwaniem Matki Bożej Fatimskiej w Togliatti w Rosji.

Dzień rozpoczęliśmy od Jutrzni – porannej modlitwy Kościoła. W naszym skupieniu towarzyszyła nam ikona Matki Bożej Fatimskiej. Podczas konferencji, Ojciec opowiadał o swoim życiu za czasów seminaryjnych – był wtedy członkiem Zespołu Misyjnego Wschód i jako kleryk jeździł na Białoruś i do Rosji. Tuż po święceniach kapłańskich został posłany przez ojca prowincjała do Rosji, aby głosić Dobrą Nowinę. Ojciec Artur przybliżał nam także realia pracy w największym kraju świata, a także jak szerzy się tam orędzie Matki Bożej Fatimskiej. Mówił dużo o wyjściu z klasztoru do ludzi, o dawaniu siebie, swojego czasu, pomimo że różnimy się w kwestiach politycznych i historycznych. Powiedział: „Nie jesteśmy politykami, historykami. Jesteśmy kapłanami i kochamy tych ludzi.’’ Jako przykład wiary ludzi, dla których pracuje, przytoczył świadectwo jednego ze swoich parafian, który powiedział do niego: „Przyjdź do nas, ojcze, bo my też jesteśmy ludźmi. Potrzebujemy Boga.” Ojciec Artur gorąco zachęcał nas do wyjazdu i pracy w Rosji.

Wieczór spędziliśmy na dróżkach różańcowych modląc się razem z parafianami do Matki Bożej Fatimskiej, a zamknęliśmy ten dzień braterskim spotkaniem, podczas którego dzieliliśmy swoimi przeżyciami, a także częstowaliśmy się lodami.

Dzień skupienia, który przeżyliśmy, jeszcze bardziej rozpalił w nas ducha misyjnego. Mam nadzieję, że znajdą się wśród nas tacy, którzy odpowiedzą na wezwanie Chrystusa, aby iść i głosić Ewangelię wśród narodu rosyjskiego.

br. Jurij Szyłko CSsR

Niby stare, a nieprzeterminowane

„W sprawowaniu liturgii decyduje się przyszłość wiary i Kościoła”. Te słowa Benedykta XVI tłumaczą dlaczego tak wielu wiernych duchownych i świeckich troszczy się o należyte sprawowanie liturgii w Kościele katolickim.

Aby pogłębić naszą świadomość liturgiczną, razem z br. Piotrem Mazurem pojechaliśmy do Lublina, by wziąć udział w sympozjum pt. 10 lat „Summorum Pontificum”. Wyzwania i perspektywy wzajemnej relacji dwóch form rytu rzymskiego. Spotkanie to organizowane było przez Koło Naukowe Teologów Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego 11 maja.

Wielu katolików już nie słyszało i jeszcze nie słyszało o tzw. „Mszy trydenckiej”. Tymczasem papież Benedykt XVI we wspomnianym już liście apostolskim Summorum Pontificum (pozwalającym na częstsze i powszechne sprawowanie Mszy w starszej formie rytu rzymskiego) pisze, że chce udostępnić wszystkim wiernym możliwość uczestniczenia w Mszy Świętej w jej dawnej formie, która uważana jest za „cenny skarb, który należy zachować”. Okazuje się bowiem, że liczni młodzi, którzy nie pamiętają już Mszy Świętych sprawowanych po łacinie i jak to się zwykło niepoprawnie mówić „tyłem do ludzi”, również odkryli w niej piękno i stała się ona dla nich drogą i miejscem spotkania z Bogiem.

Prelegenci przemawiający podczas wspomnianego sympozjum zwrócili uwagę na to, że w każdych czasach wartość ma kult, który nie jest dziełem ludzkim, ale Bożym. Nie ma on trafiać w potrzeby ludzkie, ale ma na celu oddanie czci Panu Bogu.

Chrześcijanie mają być znakiem sprzeciwu dla świata i antywartości, które ze sobą niesie. Ten sprzeciw ma wyrażać się również w liturgii. Liturgia ma uderzać swoją odmiennością wobec codzienności. Takie wartości niesie ze sobą Msza Święta „trydencka”, która „nie pasuje” do współczesnego świata. Jest przepełniona z jednej strony ciszą, z drugiej jednak pięknym śpiewem. Bogata w gesty i symbole liturgiczne, a także piękne szaty i dostojeństwo wzorowane na wizji liturgii niebiańskiej zapisanej w Apokalipsie św. Jana.

Mam nadzieję, że upowszechnienie tej formy Mszy Świętej przyniesie obfite owoce w nowej ewangelizacji Europy i całego świata.

 

br. Patryk Reczek CSsR

Zdjęcia

Gloria Victis

“Gloria Victis – Chwała zwyciężonym”. Tymi słowami można ocenić postawę na boisku piłkarzy FC Liguori WSD Tuchów, którzy w 3. kolejce rozgrywek Małopolskiej Ligi Seminaryjnej ulegli drużynie WSD Misjonarzy 1:5. Mecz rozgrywany na orliku w Kowalowej w czwartek, 11 kwietnia, mimo wysokiej wygranej misjonarzy był pełen walki sportowej po obu stronach.

Reprezentacja redemptorystów przystąpiła do gry z brakami kadrowymi i problemami zdrowotnymi. Mimo tego na początku meczu to redemptoryści stworzyli więcej okazji do zdobycia goli. Świadczy o tym choćby słupek i poprzeczka w pierwszych minutach meczu. Niestety niewykorzystane sytuacje się mszczą. I tak było w tym meczu. Po nieudanej próbie strzału na bramkę przeciwnika duchowi synowie św. Alfonsa nie zatrzymali kontrataku misjonarzy, który zakończył się zdobyciem przez nich pierwszej bramki. Na szczęście po kilku minutach po podaniu z autu br. Jakub Gościński strzałem z dystansu nie dał szans bramkarzowi gości i na tablicy świetlnej pojawił się wynik 1:1. Takim rezultatem zakończyła się pierwsza połowa. Na drugą część meczu obie drużyny wyszły zmotywowane, aby przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. Udało się to duchowym synom św. Wincentego à Paulo, którzy zdobyli bramkę na 2:1. Zdobyty gol dodał sił drużynie gości, która atakując ciągle bramkę gospodarzy w krótkim czasie zdobyła jeszcze 3 gole, odbierając redemptorystom szansę na zwycięstwo w 3 kolejce ligi. Mecz po 60 minutach gry zakończył się wynikiem 5:1 dla misjonarzy.

Przegrany mecz tak skomentował w wywiadzie kapitan drużyny br. Dominik Strychacz: “Był to dla nas pierwszy mecz ligowy z drużyną WSD Misjonarzy, która rok temu zdobyła wicemistrzostwo rozgrywek piłkarskich, stąd wiedzieliśmy, że będzie to wymagający przeciwnik. W meczu, jako pierwsi straciliśmy bramkę, ale nie poddaliśmy się, czego wynikiem był zdobyty gol, który dał nam wyrównanie. Była szansa, aby prowadzić, ale jak to w sporcie – nie wszystko wychodzi. Nie daliśmy rady, ale walczyliśmy do końca. Na pewno wstydu nie przynieśliśmy. Jako kapitan jestem zadowolony z drużyny, że mimo niekorzystnego wyniku grała do końca. Myślę, że taka postawa zaowocuje w kolejnych meczach” – zaznaczył kapitan drużyny.

Po meczu z misjonarzami drużyna z Tuchowa zajmuje pozycję wicelidera. Awansem do fazy pucharowej premiowane są dwie najlepsze drużyny w grupie. Kolejny mecz Reprezentacja Redemptorystów rozegra z drużyną Jezuitów. Wygrana duchowych synów św. Alfonsa zapewni im awans do kolejnej rundy.

dk. Łukasz Baran CSsR