Ślad losu

Końcówka minionego tygodnia dla części kleryków stała pod znakiem drogi krzyżowej „Ślad losu”. Wyjechaliśmy bowiem w dziewięcioosobowej grupie, aby w dwóch parafiach śpiewać drogę krzyżową „Ślad losu”. Jest to wyjątkowa droga krzyżowa, gdyż ma ona 15 stacji, które są zatytułowane inaczej niż w klasycznej wersji z 14-stoma stacjami. Jej autorami są dwaj polscy redemptoryści: tekst napisał o. Andrzej Wodka, zaś muzykę skomponował o. Wojciech Skroboszewski. Podczas śpiewu ważnym elementem jest wyświetlana równocześnie prezentacja z fragmentami filmu „Pasja”, pomagająca w przeżywaniu męki Jezusa Chrystusa.

W piątek 18 marca odpowiedzieliśmy na zaproszenie ks. Gabriela Kołodzieja, Proboszcza parafii p.w. Świętych Archaniołów Rafała i Michała w Aleksandrowie Łódzkim. Po rozłożeniu sprzętu muzycznego przywiezionego przez nas z Tuchowa najpierw uczestniczyliśmy w wieczornej Mszy Świętej, a bezpośrednio po niej prezentowaliśmy „Ślad losu”. Po zakończeniu wspólnej modlitwy wszyscy wierni byli zaproszeni przez nas do złożenia ofiar na cele charytatywne (m.in. na pomoc Ukraińcom i na budowę domu dla osób niepełnosprawnych ze Stowarzyszenia „Nadzieja” w Tuchowie), a my w zamian rozdawaliśmy najnowsze egzemplarze „Rodziny Odkupiciela” oraz płyty CD z nagranym śpiewem „Śladu losu”. Po wszystkim skorzystaliśmy z zaproszenia ks. Proboszcza na wspólną kolację na plebanii.

Następnego dnia udaliśmy się do naszych współbraci do Łodzi. Korzystając z dużej ilości wolnego czasu wybraliśmy się na zwiedzanie katedry łódzkiej, która zachwyciła nas swoim pięknem. Po południu w naszej redemptorystowskiej parafii p.w. św. Marka podobnie, jak w Aleksandrowie modliliśmy się z wiernymi śpiewem „Śladu losu” i uczestniczyliśmy w Eucharystii, a następnie zbieraliśmy ofiary i rozdawaliśmy nasze biuletyny i płyty. Wieczór spędziliśmy w braterskiej wspólnocie przy wspólnym stole. Wkrótce potem wyjechaliśmy w drogę powrotną do Tuchowa.

Tomasz Wierzbicki CSsR

Z Chrystusem na granicy

Gdy 24 lutego wybuchła wojna na pełną skalę między Rosją, a zaatakowaną przez nią Ukrainą, przeżyłem to mocno. Przez kolejne dni nieustannie śledziłem kolejne doniesienia z frontu i czytałem różnego rodzaju analizy. Tak samo robili moi współbracia, rówieśnicy i krewni. Mocno zaskoczyła mnie i ucieszyła fala entuzjazmu i życzliwości, jaka zaczęła się rozlewać po naszej ojczyźnie. Prawie cała Polska rzuciła się na raz do pomocy swoim sąsiadom, służąc i w terenie i poprzez wspieranie na odległość. Obserwując to, poza dumą czułem też wyrzuty sumienia – oto moi bliźni cierpią tuż obok mnie, a ja co dla nich robię? Modlę się, ale przecież poza bardzo ważnym duchowym wsparciem mogę zrobić coś konkretnego, skorzystać z mojego czasu, zdrowia, sił – i oddać to potrzebującym. Dlatego też tak bardzo ucieszyła mnie wiadomość o możliwości wsparcia uchodźców, szukających w naszej ojczyźnie bezpiecznej przystani po ucieczce ze swego ogarniętego wojną domu. Ojciec prowincjał wyraził zgodę na wyjazd kleryków z seminarium i ich włączenie się w pomoc „w terenie”. Nikt z nas nie wiedział, czego najbardziej się od nas oczekuje, gdzie i w czym jesteśmy najbardziej potrzebni. Mało kto znał punkty i procedury udzielania pomocy uchodźcom, prawie nikt nie znał języka. Mimo to spora grupa kleryków zgłosiła się do pomocy. 

Niespodziewanie, zaledwie po paru dniach, w niedzielę 6 marca wieczorem, ojciec Adam, prefekt seminarium, przekazał nam informację, że dotychczasowy kapelan szpitala covidowego na stadionie narodowym w Warszawie – o. Maciej Ziębiec wyjeżdża na granicę i chętnie zabierze ze sobą kilku kleryków. Po konsultacjach we wspólnocie postanowiliśmy, że pojedzie nas czterech kleryków, a wśród nich ja. 

W drogę wyruszyliśmy we wtorek 8 marca przed południem. Dzień wcześniej dowiedzieliśmy się, że naszym celem jest przejście graniczne Zosin-Uściług, które jest też najdalej wysuniętym na wschód miejscem w Polsce. Wyruszyliśmy kompletnie bez wiedzy, jakie będą nasze obowiązki. Dopiero na miejscu okazało się, że punkt, jaki został nam wskazany, zlokalizowany jest w dużym, ogrzewanym namiocie, 300 metrów od granicy państwa. Lokalny oddział Caritas urządził w tym namiocie punkt pomocy uchodźcom. Osoby, które przechodziły przez przejście graniczne, mogły w tym miejscu odpocząć, ogrzać się, zjeść ciepły posiłek oraz zaopatrzyć się w prowiant i środki higieny na dalszą podróż. Czasem trzeba było pomóc nadchodzącym ludziom załatwić transport do ośrodka recepcyjnego, gdzie osoby z Ukrainy mogły uzyskać przedłużenie legalności swojego pobytu w Polsce i skąd rozjeżdżały się następnie na cały kraj i nieraz dalej do Europy. Niekiedy, gdy czas oczekiwania na transport się przedłużał, pomagaliśmy zorganizować nocleg w okolicy lub szykowaliśmy miejsce do spania w naszym namiocie, który nie był do tego przewidziany. Dość szybko z polecenia i inspiracji o. Macieja zaczęliśmy usprawniać życie naszego namiotu. 

Już pierwszego dnia powstał magazyn, czyli drugi namiot, gdzie przełożyliśmy ubrania, które z całej Polski ludzie dobrej woli zwozili na granicę dla swoich wschodnich przyjaciół. Szybko powstał jeszcze jeden namiot, już trzeci. Założony w nim został „punkt przerzutowy” na Ukrainę. Przez cały czas trwania naszego pobytu w Zosinie, co chwila podjeżdżały do nas samochody wypchane darami dla narodu ukraińskiego. 

W nowym namiocie, do pracy w którym szybko zostałem przydzielony – dary te odbieraliśmy, sortowaliśmy, pakowaliśmy w kartony i ładowaliśmy do samochodów jadących na Ukrainę. Wcześniej oczywiście trzeba było potwierdzić tożsamość odbiorców, aby wykluczyć możliwość kradzieży darów. Wśród darczyńców nie brakowało fundacji, firm i stowarzyszeń z całej Europy, ale największą ilość stanowiły osoby prywatne, które zwoziły nam produkty kupione w marketach po cenach detalicznych – a zazwyczaj mieli te samochody wypchane po dach. Przywozili żywność, odzież, leki, czasem sprzęt – latarki, baterie, koce termiczne. Takie rzeczy dawaliśmy do osobnego miejsca – wysyłane one były żołnierzom walczącym na Ukrainie. Przez tę moją posługę wśród kartonów, miałem nieco mniej kontaktu z uchodźcami niż moi współbracia, ale i mnie udało się spojrzeć w zmęczone, strwożone, ale nieraz i szczęśliwe i wdzięczne oczy naszych braci i sióstr Ukraińców. Ich siła i postawa pozbawiona wszelkiej interesowności wywarła na mnie wielkie wrażenie. 

Jako ostatni, postawiliśmy czwarty, najmniejszy namiot, ale też najważniejszy ze wszystkich. Powstała w nim kaplica, którą zadedykowaliśmy Najświętszemu Odkupicielowi. W niej sprawowana była Najświętsza Eucharystia, z której czerpaliśmy prawdziwą siłę do mądrego i owocnego pomagania naszym bliźnim, a także do pokochania ich.

Całość tego przedsięwzięcia nie mogłaby się udać bez zaangażowania całej rzeszy wolontariuszy, którzy aby pomagać, oddawali swój wolny czas, osobiste środki i talenty, biorąc urlopy by w zimnie (w nocy temperatura spadała do -15 stopni!) i zmęczeniu służyć uciekinierom. My – klerycy stanowiliśmy tylko małą część tej Bożej załogi Caritasu w Zosinie, który stanowi dla mnie jeden z najpiękniejszych świadectw miłości bliźniego, jaki ujrzałem w swoim życiu. Pasja tych ludzi do pomagania, ich poświęcenie, chęć bycia z drugim człowiekiem: te obrazy i rozmowy oraz doświadczenie wspólnej służby pozostaną ze mną na zawsze. Jestem głęboko wdzięczny Bogu za to, że poprzez obraz niezasłużonego cierpienia bliźniego – które dane mi było ujrzeć i  próbować choć w jakimś stopniu złagodzić – nadkruszył On także moje, tak bardzo skamieniałe przez komfort i lenistwo serce. Myślę, że jeśli Bóg w swej mocy wyprowadzi z tego szaleństwa wojny jakieś dobro (a na pewno to zrobi) – będzie nim właśnie miłość, której uczy nas poprzez potrzebujących miłości i opieki bliźnich, którzy ruszyli do naszych domów szukając pomocy. To, że miałem możliwość wyjścia im naprzeciw i przywitania ich ciepłym posiłkiem, uśmiechem i butelką wody na granicy ich nowego domu odczytuję jako ogromny i niezasłużony zaszczyt. 

Jakub Ciepły CSsR

Jeśli chcesz dołączyć do wolontariatu skontaktuj się z nami przez ten numer telefonu: 
+48 731 323 075
Możesz też zapisać się, korzystając z tej ankiety!

Pomagać można również poprzez przekazywanie darów, które trafią do uchodźców i na Ukrainę! Na tym fanpage’u dowiecie się, czego aktualnie najbardziej potrzebujemy!

Granica Nadziei

Dla mnie bardzo ważne były rozmowy z wolontariuszami, których przez ten czas przez nasz namiot przewinęła się ogromna ich liczba. Często byli to ludzie poszukujący Boga albo nawet niewierzący. Rozmowy te inspirowały mnie i nieco przyprawiały o rumieniec. To z jaką gorliwością angażowali się  w niesienie pomocy było zadziwiające. Często wolontariusze brali urlopy w pracy, aby móc przynajmniej na chwilę przyjechać na granicę, albo Ci bliżej mieszkający po całodziennej pracy przychodzili na nockę. Wspaniali ludzie na swoim miejscu. Również wiele Kół Gospodyń Wiejskich zaangażowało się w gotowanie dla uchodźców. 

Jedna wolontariuszka szczególnie zapadła mi w pamięć. Gdy robiłem coś na dworze, (oczywiście miałem na sobie habit, co było bardzo wygodne, bo nie trzeba było chodzić z identyfikatorami i służby wpuszczały nas wszędzie, a i sami uchodźcy mieli do ans większe zaufanie) podeszła do mnie jakaś kobieta i zapytała się, czy mówię po angielsku. Zgodnie ze stanem faktycznym odpowiedziałem, że tak. Okazało się, że jest to wolontariuszka, która jest z… Brazylii! Przyjechała ona z kilkuosobową ekipą z Niemiec. Byli przewoźnikami, którzy z narażeniem życia jeżdżą do najdalszych zakątków Ukrainy, aby tam zawozić dobra i udzielać pomocy. Niesamowite! Gdy zapytałem czemu przyjechała tutaj aż z Brazylii, odrzekła, że tutaj teraz jest potrzeba, że Ci ludzie jej potrzebują. Nie bała się tam jeździć, mówiła, że uśmiech Ukraińców, którym pomaga tam na miejscu, dodawał jej odwagi i otuchy. Nie byli to jedyni wolontariusze z zagranicy. Do naszego namiotu pewnego dnia przybyła trójka Niemców, którzy chcieli zostać wolontariuszami. Bardzo szybko odnaleźli się w nowym klimacie i w nowym towarzystwie oraz przepięknie weszli w pracę. 

To był niezwykle ciężki tydzień. Ciężki fizycznie, psychicznie i emocjonalnie. Ciężki, ale przepiękny i wierzę, że odmieniający. Gdy spotykałem ludzi, którzy jeszcze 2 tygodnie temu żyli zwyczajnie, tak jak my, a dziś nie mają niczego, łatwiej mi było pojąć rzeczywistą ulotność naszego istnienia, łatwiej mi było pojąć jak ważne jest nie pokładanie ufności w dobrach materialnych. Doświadczałem namacalnie, że „Dni człowieka są jak trawa; kwitnie jak kwiat na polu. Ledwie muśnie go wiatr, a już go nie ma, i miejsce, gdzie był, już go nie poznaje.” (Ps 103).

Z wielkim smutkiem wyjeżdżałem z granicy, wiedziałem bowiem, że są tam ludzie, którzy jeszcze potrzebują naszej pomocy. Zresztą poznaliśmy tam wspaniałych ludzi, z którymi złapaliśmy dobry kontakt, którzy zostali naszymi dobrymi kolegami, koleżankami i ciężko, tak zwyczajnie, po ludzku, było nam odjechać. Na szczęście naszą czwórkę zastąpiła kolejna ekipa: klerycy Dominik Król, Piotr Czechowicz i Almar Suchan. Uchodźcy i wolontariusze świeccy nie zostali więc sami, misja jest kontynuowana i posługa redemptorystów na granicy dalej się szerzy.

Kacper Grabowski CSsR

Jeśli chcesz dołączyć do wolontariatu skontaktuj się z nami przez ten numer telefonu: 
+48 731 323 075
Możesz też zapisać się, korzystając z tej ankiety!

Pomagać można również poprzez przekazywanie darów, które trafią do uchodźców i na Ukrainę! Na tym fanpage’u dowiecie się, czego aktualnie najbardziej potrzebujemy!

„Posłani do ubogich” – nowy numer Rodziny Odkupiciela

Drodzy! Ukazał się nowy numer naszego biuletynu seminaryjnego „Rodzina Odkupiciela”, zatytułowany „Posłani do ubogich”. W aktualnym numerze przeczytacie o różnych posługach misyjnych i duszpasterskich, jakie spełniamy w różnych miejscach na świecie! W tym m.in. w Rumunii, Albanii, na Uralu ale także w hospicjum, szpitalu i sanktuarium.

Przedstawiamy również postać Czcigodnego Sługi Bożego o. Bernarda Łubieńskiego, niestrudzonego apostoła obfitego Odkupienia! Ponadto przeprowadziliśmy wywiad z Państwem Grażyną i Marianem Gutami, którzy od 30 lat w Tuchowie prowadzą i animują działalność Stowarzyszenia Rodziców i Przyjaciół Osób Niepełnosprawnych „Nadzieja”, a teraz szczególnie starają się o budowę domu dla swoich podopiecznych. Biuletyn będziemy rozprowadzać po niedzielnych (20.03) Mszach Świętych w tuchowskiej bazylice. Cały dochód przeznaczymy na budowę domu „Nadziei” oraz na pomoc Ukrainie.

Ponadto 15 maja 2022 r. w sanktuarium Matki Bożej Tuchowskiej zostanie odprawiona Eucharystia w intencji Czytelników i Dobrodziejów biuletynu seminaryjnego „Rodzina Odkupiciela”.

Osoby pragnące uzyskać nasze czasopismo w wersji elektronicznej lub za wysłaniem, prosimy o kontakt z redakcją pod numerem telefonu +48 14 632 72 00 lub mailowo na adres rodzina.odkupiciela@gmail.com. Przypominamy także, że na naszej stronie seminaryjnej, są również dodawane archiwalne numery naszego Biuletynu.

Robert Borzyszkowski CSsR

Kilometry na granicy

Jadąc do Zosina nie wiedziałem czego się spodziewać. Jako klerycy wraz z o. Maciejem jechaliśmy tam jako pierwsza ekipa. Mimo początkowych trudności bardzo szybko odnaleźliśmy się w tej sytuacji. Współpraca z wolontariuszami była konkretna i rzeczowa, ale traktowaliśmy się jak rodzina, jak jedna wielka wspólnota. 

W większości odpowiadałem za transporty, przewozy i dostarczanie darów czy potrzebnych rzeczy w konkretne miejsca. Gdy byłem na miejscu pomagałem we wszystkim o co mnie proszono np. segregowanie darów, pakowanie/rozładowywanie busów, noszenie kanapek na granicę itd.  W trakcie pobytu w Zosinie miałem kilka transportów do Leżajska skąd dary były wysyłane bezpośrednio na Ukrainę oraz kilka przerzutów darów na ukraińską stronę. Pierwszy przejazd był dla mnie mocno stresujący i trwał ok 3h – najpierw kontrola na polskiej stronie, potem spotkanie z celnikami po stronie ukraińskiej  i tak dalej.  W trakcie jednego z przerzutów utknąłem na ukraińskim pasie granicznym na ok 5h. Wystąpiły pewne komplikacje, przez co mogłem te kilka godzin spędzić z celnikami oraz z uchodźcami którzy przekraczali granicę. Mogłem zobaczyć czas, sposób i formę przekraczania ukraińskiej granicy przez uchodźców, widzieć ich zmęczenie przed dalszą drogą, słyszeć historię życia i poznawać ich rodziny. Będąc tam w habicie chciałem i starałem się być znakiem obecności Boga w ich trudnych i beznadziejnych sytuacjach, w których się znaleźli. Na szczęście bez żadnych problemów z garścią nowych doświadczeń wróciłem do naszego namiotu Nadziei w Zosinie. Każdy przejazd przez granicę był niesamowitym przeżyciem oraz możliwością zobaczenia w oczach tych ludzi utrudzonego i bolejącego Chrystusa, którego pokochałem jeszcze mocniej.

Miałem okazję spotkania i głębszego poznania historii kilkorga uchodźców. Były to trudne historie, nieraz pełne łez. W trakcie pracy przy naszym namiocie Caritasu było wiele trudnych i kryzysowych sytuacji, ale wspólnota wolontariuszy i wiara w Opatrzność Bożą dodawała mi siły i energii do pracy po 15 – 20h dziennie. Największą satysfakcję z tego wolontariatu dawała mi wdzięczność uchodźców wobec mnie czy innych wolontariuszy. Był to dla mnie zastrzyk motywacji i wiary w to, że jako redemptoryści jesteśmy tam gdzie powinniśmy być – przy ubogich i opuszczonych. 

Bardzo ważnym momentem była także pierwsza Eucharystia w naszym namiocie modlitewnym gdzie codziennie teraz można w niej uczestniczyć.

Nasza obecność jako zakonników była też bardzo ważna dla ludzi których spotykaliśmy, sam kilkakrotnie byłem proszony o modlitwę za kogoś, by mógł dotrzeć do celu i zaznać spokoju. 

Przez ten czas Bóg pozwolił mi poszerzyć serce na każdego kogo spotykam i przyjmować go z tym z czym przychodzi. Spotkałem wielu wspaniałych ludzi, którzy poświęcali urlopy, pieniądze i swoje siły dla uchodźców.  Na nowo uczyłem się kochać i poznałem kolejne oblicze Miłości do drugiego. Chwała Panu!

Bartłomiej Laskowski CSsR

 

Jeśli chcesz dołączyć do wolontariatu skontaktuj się z nami przez ten numer telefonu: 
+48 731 323 075
Możesz też zapisać się, korzystając z tej ankiety!

Pomagać można również poprzez przekazywanie darów, które trafią do uchodźców i na Ukrainę! Na tym fanpage’u dowiecie się, czego aktualnie najbardziej potrzebujemy!

Na granicy

We wtorek 8 marca wyjechaliśmy z Tuchowa, było nas czterech: Michał Zieliński, Kacper Grabowski, Jakub Ciepły i Bartłomiej Laskowski. Wraz z ojcem Maciejem Ziębcem pojechaliśmy do Zosina, aby służyć uchodźcom przybywającym do Polski przez tamtejsze przejście graniczne. Przez tydzień pomagaliśmy  w pracy zespołowi  Caritasu.

Nasze działania polegały przede wszystkim na przyjmowaniu uciekających przed wojną w naszym ogrzewanym namiocie i zatroszczeniu się o ich podstawowe potrzeby. Zawsze otrzymywali oni ciepły posiłek i napoje, a często również wyposażenie na dalszą drogę. Staraliśmy się zapewnić im wszystko, co może być potrzebne w pierwszych dniach w Polsce. Następnie udawali się oni busami do punktów recepcyjnych, w których otrzymywali dalszą pomoc. Byliśmy więc jednymi z pierwszych ludzi, których napotykali oni po przejściu granicy.

Caritas prowadzi też w Zosinie punkt przeładunkowy, gdzie darczyńcy mogą ofiarować wszystko, co potrzebne jest na granicy, a także po stronie ukraińskiej. Dary te są później przekazywane sprawdzonym kierowcom, którzy dostarczają je do miejsc na Ukrainie, gdzie są najbardziej potrzebne.  Z punktu Caritasu w Zosinie trafiają na przykład do Żytomierza, Charkowa, Kijowa, Włodzimierza, ale także tuż za granicę, gdzie grupa Ukraińców również organizuje żywność i miejsce do ogrzania dla tych, którzy mają zamiar niedługo przejść do Polski.

Zarówno Namiot Nadziei, w którym przyjmujemy i troszczymy się o uchodźców, jak i nasz punkt przeładunkowy mogą tak sprawnie funkcjonować dzięki wielkodusznej pracy naszych kochanych wolontariuszy!

Na granicy Caritas nie jest sam,  z wielką ofiarnością pomagają też: Polska Akcja Humanitarna, Brygada lotna Polski 2050, strażacy, policjanci, ratownicy, wojskowi oraz wiele osób prywatnych, tych z okolic i tych z daleka. To dzięki dobroci serc tak wielu ludzi, nikogo nie odesłaliśmy bez pomocy, nikogo nie pozostawiliśmy bez pocieszenia.

Pod koniec naszego wolontariatu, udało się nareszcie stworzyć namiot – kaplicę. Została nazwana Kaplicą Najświętszego Odkupiciela i wieczorem 14 marca odbyła się pierwsza Msza Święta tak blisko samej granicy w Zosinie.

Wyjeżdżając, przekazaliśmy zdobyte przez ten tydzień doświadczenie kolejnym trzem braciom – wolontariuszom. Jesteśmy pewni, że klerycy: Piotr Czechowicz, Dominik Król i Almar Suchan, godnie zastąpią nas w służbie potrzebującym.

Chcemy również podzielić się z Wami naszymi bardziej osobistymi świadectwami, które niedługo pojawią się na naszej stronie.

Jeśli chcesz dołączyć do wolontariatu skontaktuj się z nami przez ten numer telefonu: 
+48 731 323 075
Możesz też zapisać się, korzystając z tej ankiety!

Pomagać można również poprzez przekazywanie darów, które trafią do uchodźców i na Ukrainę! Na tym fanpage’u dowiecie się, czego aktualnie najbardziej potrzebujemy!

Michał Zieliński CSsR

 

Dobrze mieć świętego współbrata!

Chociaż od jego śmierci minęły już 202 lata, to św. Klemens Maria Hofbauer wciąż przynosi redemptorystom wiele radości. Nie jest to tylko zasługa jego niewątpliwego wstawiennictwa za swoim Zgromadzeniem, ale także tego, że tradycyjnie w jego święto (15. marca) gromadzą się wspólnoty formacyjne naszej prowincji. W tym roku taki zjazd był ułatwiony, bo klerycy i brat postulant żyją w Tuchowie, a nowicjusze z Lubaszowej nie mieli do nas daleko.

Niewątpliwie jednym z plusów naszego świętowania był brak wykładów, ale oczywiście nie było to najważniejsze 😊. Tak jak co dzień najważniejsza była Eucharystia, w której mogliśmy uczestniczyć wraz z braćmi nowicjuszami, podczas której kazanie wygłosił nam magister nowicjatu, o. Łukasz Listopad CSsR. Po przyjęciu strawy duchowej przyszła pora na strawę intelektualną. Ta była zdecydowanie z wysokiej półki, bo przyjechał do nas ks. prof. dr hab. Janusz Królikowski i wygłosił wykład na temat „Przemiany w eklezjologii XX wieku a synodalność i droga synodalna”. Poznaliśmy na nim m.in. losy eklezjologii od Katechizmu św. Piusa X (wyd. 1908 r.) przez dokumenty Soboru Watykańskiego II po wypowiedzi papieży XXI wieku oraz historię synodalności w Kościele. Poznane tło historyczne oraz komentarz księdza profesora umożliwiły nam lepsze zrozumienie współczesnych nurtów teologicznych. Dzięki temu wykład świetnie wpisywał się w dzień poświęcony św. Klemensowi, ponieważ nasz święty współbrat przykładał dużą wagę do znajomości Kościoła i jego potrzeb. Miłym dodatkiem było dla nas także to, że dla ks. Królikowskiego patron dnia nie był obcy i pamiętał kilka faktów z jego życia. Oczywiście był też czas na wspólny odpoczynek. Nie tak często spotykamy naszych młodszych współbraci, więc z przyjemnością (zapewne obopólną) dzieliliśmy się naszym seminaryjnym życiem i słuchaliśmy „co tam w nowicjacie słychać”. Przez cały dzień pamiętaliśmy też o br. Sławomirze Wardzale, który złożył tego dnia śluby wieczyste w Boliwii. Dodatkową radością w tym dniu jest również coroczne świętowanie imienin siostry Klemensy!

Wszystko to mogliśmy przeżyć właśnie dzięki świętości naszego współbrata, św. Klemensa Hofbauera. Mimo że dzieli nas od niego ponad 200 lat, to jest nam bardzo bliski – w końcu długie lata przeżył w Polsce i z pewnością modli się za nas i za całą Warszawską Prowincję Redemptorystów. No i jesteśmy członkami jednej rodziny zakonnej, więc jesteśmy dumni ze świętości jednego z nas. Dobrze mieć świętego w rodzinie!

Tomasz Pasieka CSsR

Błogosławieni słuchający Pana

12 marca, u początku Wielkiego Postu, przeżywaliśmy dzień skupienia pt.: „Błogosławieni słuchający Pana” (Ps 119), który poprowadził dla nas o. Łukasz Drożak CSsR z Barda Śląskiego. Naszą kontemplację rozpoczęliśmy już dzień wcześniej od wyciszenia i przygotowania się na owocne słuchanie nauk konferencyjnych. Rano modliliśmy się jutrznią, na której pierwsze słowo skierował do nas o. Łukasz. Poprzez liczne świadectwa ze swojego zakonnego i kapłańskiego życia mówił nam o wartości słuchania Pana Boga. To tylko dzięki temu staje się możliwe otwarcie na drugiego człowieka, na słuchanie go. O Godz. 10:45 rozpoczęliśmy godzinną adorację Najświętszego Sakramentu. Był to dla nasz czas wejścia w głębszy dialog z naszym Stwórcą. O 12:00 celebrowaliśmy Mszę Świętą, na której obfite słowo Boże wygłosił o. Łukasz, wskazując, że człowiek sprawiedliwy to ten, który usprawiedliwia bliźniego – bierze jego ciężary na swoje ramiona, na wzór Chrystusa.

Czas popołudniowy poświęciliśmy na osobiste praktyki religijne. Każdy według własnego upodobania modlił się drogą krzyżową, odmawiał różaniec święty, bądź znajdował jeszcze inne formy zbliżania się do Pana Boga przez modlitwę. O 15:30 wysłuchaliśmy drugiej konferencji o Łukasza, na której mówił też o wzorze duszpasterza, jakiego pragną wierni. Mówił o tym, żeby kapłan współczuł z ludźmi, wykazywał się wrażliwością i był otwarty na potrzeby drugiego człowieka. O godz. 17:30 modliliśmy się nieszporami, którymi oficjalnie zakończyliśmy nasz dzień skupienia i wróciliśmy do naszych zajęć i obowiązków, ale już nieco inni, bogatsi o owoce duchowe, które zrodziły się w naszych sercach i umysłach.

Robert Borzyszkowski CSsR

Zesłanie Ducha Świętego w Tuchowie

W niedzielę 6 marca na Mszy Świętej o godzinie 15:00 w Bazylice Tuchowskiej miało miejsce bierzmowanie, którego udzielił JE ks. bp Leszek Leszkiewicz. Wśród 9 kandydatów znalazło się 6 podopiecznych ze Stowarzyszenia „Nadzieja”: Martyna, Piotr, Tomasz, Sebastian, Marek oraz Tomasz. Po wcześniejszym przygotowaniu, przyjęli oni w sakramencie bierzmowania znamię daru Ducha Świętego, który został posłany, aby umocnić w nich wiarę, napełnić swoimi darami oraz wspierać w drodze do świętości. Uroczystość odbyła się w podniosłej i zarazem rodzinnej atmosferze.

Marcin Wojdan CSsR

Nadzieja dla „Nadziei”

W zeszłą niedzielę, 27 lutego, na placu sanktuaryjnym w Tuchowie już od samego rana wzmożył się ruch. To wszystko za sprawą ustawionych tam namiotów, pod którymi można było nabyć różnego rodzaju wypieki (ciasta, ciasteczka, klasztorny chleb i drożdżówkę, a nawet pizze). Nie zabrakło też wędlin i innych produktów spożywczych od lokalnych dostawców. Celem tego kiermaszu było wsparcie budowy domu dla podopiecznych Stowarzyszenia Rodziców i Przyjaciół Osób Niepełnosprawnych „Nadzieja” w Tuchowie.

Cała akcja rozpoczęła się już dzień wcześniej, w sobotę, kiedy to przez cały dzień do tuchowskiego klasztoru dobroczyńcy z Tuchowa i okolic przynosili swoje wypieki. Po południu grupa parafian, wolontariuszy oraz kleryków z naszego seminarium zajęła się pakowaniem wędlin i ciast, z których powstało kilkaset pakunków gotowych do sprzedaży. Jako seminarium zaangażowaliśmy się również piekąc przez cały dzień mini pizze, aby osoby przychodzące na kiermasz mogły poczęstować się także tym świeżo upieczonym, włoskim specjałem.

Dzięki sprawnej organizacji ze strony grup parafialnych, ochoczemu zaangażowaniu wolontariuszy oraz pomocy ze strony naszej wspólnoty seminaryjnej, a przede wszystkim dzięki hojności naszych dobroczyńców udało się zebrać ponad 27 tysięcy złotych. Ta kwota na pewno przyczyni się do realizacji budowy wymarzonego przez Stowarzyszenie domu. Jest to wciąż jednak tylko część kwoty, jaka jest potrzebna do osiągnięcia celu. Bardzo dziękujemy wszystkim, którzy w jakikolwiek sposób angażują się w działalność Stowarzyszenia „Nadzieja” i jego wsparcie. Prosimy o modlitwę w intencji Stowarzyszenia i zachęcamy do dalszego wspierania jego działalności. Zapewniamy o naszej pamięci modlitewnej za wszystkich dobroczyńców.

Grzegorz Pruś CSsR