Idź i głoś!

7 lipca, kolejny dzień Wielkiego Odpustu Tuchowskiego. Dzień nieco inny niż pozostałe, a zwłaszcza jego zakończenie. Dlaczego? Dlatego, że w tym dniu odbyło się kolejne czuwanie młodzieży z cyklu „Droga wewnętrzna”. Tym razem tematem przewodnim było hasło „Idź i głoś”.

Spotkanie rozpoczęliśmy od konferencji, którą wygłosił o. Marcin Klamka CSsR. Posłużył się porównaniem nas do owiec, które wypuszczane na pastwisko z wilkami nie powinny się bać, że stanie się im krzywda. Powinny jednak bać się, że staną się takie jak wilki. Po konferencji  wszyscy uczestnicy czuwania spotkali się w Jadalni Pielgrzyma, aby nieco odpocząć. Był to czas na posilenie się, przemyślenie słowa, które zostało skierowane do nas podczas konferencji oraz na rozmowę z innymi uczestnikami czuwania.

Następnie zgromadziliśmy się przy Jezusie Chrystusie w Najświętszym Sakramencie. Była to okazja do podziękowania za nasze życie i za Jego nieustanną obecność w nim. Podczas spotkania z Jezusem Eucharystycznym raz jeszcze rozważaliśmy Jego wezwanie, które nieustannie kieruje do każdego z nas: „Idź i głoś”.

Po zakończonej adoracji przyszedł czas na wspólną Eucharystię. Podczas homilii o. Marcin przybliżył wszystkim obecnym postawę Maryi, która nawiedziła św. Elżbietę. Maryja to ta, która nie mogła czekać z wypełnieniem swej misji: Poszła i głosiła, bo każdy, kto prawdziwie doświadczył miłości Boga, chce się nią dzielić z innymi i o niej świadczyć.

Nasze odpustowe czuwanie było okazją do spotkania z Bogiem i drugim człowiekiem.
Oto świadectwa niektórych uczestników:

Czuwanie „Idź i głoś” było kolejnym z cyklu czuwań „Droga Wewnętrzna”, w których uczestniczyłam, a  każde z nich było dobrze spędzonym czasem. Konferencja o głoszeniu Słowa Bożego i świadectwo przed adoracją bardzo mnie uderzyły. Adoracja oraz modlitwa wstawiennicza były dla mnie niesamowitym doświadczeniem. Myślę, że takie czuwania są bardzo potrzebne nam, młodym ludziom, ponieważ w całym naszym zabieganiu często tracimy z oczu to, co najważniejsze – Chrystusa.

Gabriela

 

Czasami człowiek potrzebuje kopa, mocnego pchnięcia do działania. Zawsze czekam na kolejną Drogę Wewnętrzną. Te czuwania jakoś szczególnie mnie napędzają. Podoba mi się zarówno atmosfera jaka tam panuje, jak i moc z jaką działa Duch Święty. I tym razem się nie zawiodłem. Wyszedłem inny, z wysoko podniesioną głową i pełen sił by robić ”Boży raban” jak przypominał o tym o. Paweł Zyskowski CSsR.

Jakub

 

I zstąpił na nich Duch Święty… Patrząc na piątkowy wieczór uwielbienia można powiedzieć, że sanktuarium w Tuchowie stało się na moment wielkim Wieczernikiem wypełnionym po brzegi młodymi ludźmi, ale także nieco starszymi braćmi i siostrami w wierze. Spotkanie ze Słowem Bożym i konferencją o. Marcina dało nam kęs dobrej refleksji i potrzebę szukania odpowiedzi kim jest dla mnie Jezus i czy chcę iść za Nim.. Medytacji wewnętrznej towarzyszyła nam adoracja okraszona dobrą muzyką i spontaniczną modlitwą. Po zebranych dało się wyczuć, że nie wstydzą się Jezusa i chcą iść w świat i głosić Jego Ewangelię. Naszą Górą Tabor była Eucharystia. która zakończyła się po północy. Osobiście byłem bardzo poruszony postawą pełną radości i rozmodlenia, bo przecież u Matki nie można być smutnym, gdyż Ona daje nam wewnętrzną radość i siłę, która pozwoli nam iść i głosić, że Bóg jest Miłością.

ks. Marcin

Po wakacjach czekają nas kolejne czuwania dla młodzieży, na które już dzisiaj zapraszamy!

Pełna galeria zdjęć

[/su_custom_gallery]

br. Aleksander Ćwik CSsR

zdjęcia: Krzysztof Świderski

Sorry, ale idealny to ty nie jesteś…

Burza z piorunami, oberwanie chmury, ziąb, drastyczny spadek ciśnienia, no i środek sesji egzaminacyjnej to z pewnością niezbyt idealne warunki do wyjazdu kleryków z Wyższego Seminarium Redemptorystów w Tuchowie do pobliskich Łęk Górnych. Nie przeszkodziło to jednak ani nam, ani kilkudziesięciu młodym ludziom w wzięciu udziału w dekanalnym czuwaniu młodzieży 16 czerwca 2017.

Temat spotkania „Nieidealny, ale fajny” doskonale pasował do całej otoczki atmosferycznej: burza rozszalała się nad dachem kościoła parafialnego w Łękach Górnych, gdy Pan Jezus w Najświętszym Sakramencie stanął pośród zgromadzonej młodzieży z dekanatu Pilzno. Pogoda z pewnością nieidealna, ale efekty świetlne i dźwiękowe, nie ma co ukrywać, fajne! Młodzież, prowadzona w modlitwie przez braci kleryków uwielbiała Pana wraz z całą przyrodą i prosiła, by mówił. Mówił prawdę, poruszał serca, i uczył.

Eucharystia, która rozpoczęła się po adoracji, była czasem mówienia: w pierwszym czytaniu z 2 Listu do Koryntian, o tym, że jesteśmy śmiertelni, i skarb jaki w sobie nosimy jest schowany w glinianym, kruchym naczyniu. Ewangelia wg św. Mateusza przypomniała o potrzebie radykalizmu i odrzucenia wszystkiego tego, co prowadzi do zła. Kaznodzieja mówił także, że mimo kruchości i nieidealności jesteśmy ważni w oczach Boga, że czas, który tu mamy też jest w Jego ręku, dlatego nie warto go marnować: na grzech, na zło, ale warto iść za tym, co dobre.

To co dobre też czasem się jednak kończy: po Mszy spakowaliśmy sprzęt muzyczny, zapakowaliśmy się do naszego samochodu i wróciliśmy do domu, zostawiając młodzież, która udała się jeszcze do pobliskiej szkoły, by potańczyć trochę na chwałę Pana.

Spotkanie idealne nie było: ale kto taki jest lub kto w ogóle idealności wymaga? Ale było fajne, bo byliśmy razem wokół Jezusa!

br. Dariusz Dudek CSsR
fot.: Beata Malec-Suwara, Gość Niedzielny

Galeria zdjęć z czuwania także na tarnow.gosc.pl

Pierwsza rocznica beatyfikacji Marii Celeste Crostarosy

Powodem do wielkiej radości dla redemptorystowskiej rodziny zakonnej jest wspomnienie pierwszej rocznicy beatyfikacji Marii Celeste Crostarosy, założycielki Zakonu Najświętszego Odkupiciela (sióstr redemptorystek), związanej duchową przyjaźnią ze św. Alfonsem Marią de Liguori,  założycielem Zgromadzenia Najświętszego Odkupiciela (redemptorystów). Zakon redemptorystek uczcił pierwszą rocznicę ogłoszenia M. Celeste błogosławioną trzydniowymi obchodami, które rozpoczęły się 15, a zakończyły 18 czerwca. Bracia klerycy wzięli udział w pierwszym dniu tego triduum.

Wprowadzeniem do wspólnego wspomnienia pięknej i wzniosłej uroczystości beatyfikacyjnej było odśpiewanie akatystu przez siostry przy współudziale kleryków naszego seminarium oraz o. Tomasza Jarosza CSsR. Słowa tego pięknego hymnu ukazują życie błogosławionej przez pryzmat jej mistycznych przeżyć i spotkań z Jezusem Chrystusem, których doświadczała niemal od początku swojego życia aż po jego koniec. Po zakończeniu celebracji akatystu miało miejsce redemptorystowskie, bratersko-siostrzane spotkanie w klasztorze sióstr.

Niech Pan Bóg błogosławi redemptorystkom i wciąż powołuje nowe osoby do ich zakonu.

br. Piotr Mazur CSsR

Galeria fotografii

Rozgrywki U – 21 w Tuchowie!

Od 16. do 18. czerwca 2017 r. przebywali w Tuchowie młodzi piłkarze z całej Polski. Wtedy bowiem rozgrywany został turniej ministrantów i lektorów z redemptorystowskich parafii o puchar Prowincjała Prowincji Warszawskiej Redemptorystów. Na tę okoliczność przybyło 21 drużyn z 11 parafii: z Gliwic, Głogowa, Wrocławia, Szczecina, Szczecinka, Gdyni, Elbląga, Torunia, Warszawy, pobliskiej Lubaszowej oraz oczywiście z Tuchowa.

Wydarzenie rozpoczęło się w piątkowy wieczór, 16 czerwca. W tym dniu, po kolacji, odbyło się losowanie grup, do których zostały przyporządkowane drużyny młodych piłkarzy. Sobota rozpoczęła się Mszą Świętą pod przewodnictwem Wikariusza Prowincjała, o. Dariusza Paszyńskiego CSsR. Tuż po Eucharystii i śniadaniu młodzież ruszyła w stronę hali sportowej MOSiR w Tuchowie, aby rozpocząć całodzienne rozgrywki. Odbywały się one w trzech kategoriach: szkoła podstawowa (mecze były rozgrywane  na wspomnianej hali), gimnazjum oraz szkoła średnia (rozgrywki odbywały się w hali sportowej pobliskiej szkoły CKZiU). Sędziami byli bracia klerycy, którzy – jak na koniec wspomniał o. Dariusz – nie popełnili w tym zadaniu żadnego błędu.

W połowie dnia można było skorzystać z kleryckiego kateringu i pokrzepić swoje siły klasztornym bigosem.

Po długich zmaganiach na tuchowskich boiskach przyszedł czas na rozdanie pucharów i medali za trzy pierwsze miejsca w poszczególnych kategoriach, a także nagród dla najlepszych strzelców, wśród których znaleźli się członkowie drużyn z Głogowa oraz Tuchowa. W kategorii szkół podstawowych zwycięzcami zostali tuchowiacy, spośród gimnazjów wygrała drużyna z Głogowa, natomiast w najstarszej grupie wiekowej złoty puchar otrzymali zawodnicy z Warszawy.

Zwycięska drużyna z kategorii szkół średnich zagrała później mecz z redemptorystami. Emocje  na trybunach sięgały zenitu, a kibice dopingowali ze wszystkich sił. Pojedynek zakończył się wygraną warszawiaków 1:0. Napełnieni sportowymi emocjami piłkarze powrócili do domów. Część zawodników została jeszcze do następnego dnia i spotkanie zakończyło się ostatecznie niedzielną Mszą Świętą. Miejscem rywalizacji o puchar Prowincjała Warszawskiej Prowincji Redemptorystów w przyszłym roku będzie Szczecinek.

Szczegółowe wyniki, filmik streszczający wydarzenie oraz pełna galeria zdjęć tutaj

br. Grzegorz Pruś CSsR

Cud w Tuchowie

Dwaj diakoni – redemptoryści od dziś prezbiterami Jezusa Chrystusa!

Do niecodziennego wydarzenia doszło 27 maja 2017 roku w Wyższym Seminarium Duchownym Redemptorystów w Tuchowie k. Tarnowa. Oto dwóch alumnów: br. Łukasz Baran CSsR i br. Michał Wielgus CSsR, z rąk ks. bpa Damiana Muskusa przyjęło święcenia prezbiteratu. Od tego dnia na ich słowa, dzięki łasce Ducha Świętego, Jezus będzie obecny na ołtarzu, a grzechy będą odpuszczane w sakramencie pojednania i pokuty. Jak inaczej wytłumaczyć to niezwykłe wydarzenie, jeśli nie słowem – cud.

Od samego poranka wyczuć można było podniosłą atmosferę. Ludzie z większą niż zawsze serdecznością i uśmiechem odnosili się do siebie, ptaki śpiewały jakoś „piękniej”, słońce świeciło „mocniej”, cały wszechświat cieszył się z daru, który za chwilę mieli przyjąć nasi współbracia. O godzinie 11:00, na dźwięk sanktuaryjnych kurantów wyruszyła procesja, by przed wizerunkiem cudami słynącej Matki Bożej Tuchowskiej uczestniczyć wraz z zebranym Ludem Bożym w Eucharystii. Pośród wielu znamienitych gości, obecnych tego dnia w tuchowskim sanktuarium, nie sposób było nie dostrzec rodziców wyświęcanych diakonów. Wzruszenie, ogromna radość, ale i troska przebijała z twarzy nie tylko rodziców, ale i wielu uczestników Liturgii.

Obecni na Eucharystii wzywali całe niebo, śpiewając Litanię do wszystkich świętych, nad leżącymi twarzą do ziemi, w uniżeniu, przyszłymi kapłanami. Modlitwa tak licznej rzeszy ludzi i świętych za tych dwóch diakonów na pewno została wysłuchana. Kiedy jednak wobec tak wielkiej tajemnicy zabrakło już nawet słów, biskup w milczeniu nałożył ręce na naszych braci. To co najważniejsze, działo się w postawie pokory i w milczeniu.

W trakcie homilii biskup pomocniczy z Krakowa zachęcał, by przyszli kapłani „nie troszczyli się zbytnio”, ale w swym codziennym życiu zaufali Bożej Opatrzności. Aby byli czytelnym znakiem dla świata, najpierw sami potrzebują bez reszty zaufać Bogu w postawie służby. „Kapłaństwo nie jest rolą do odegrania, ale sakramentem” – powiedział bp Damian. Bóg zapragnął przyciągnąć do siebie ludzi wszystkich czasów, a czyni to przez kapłanów.

Pragniemy więc zadedykować naszym neoprezbiterom, u początku ich kapłańskiej drogi, słowa mądrego księdza poety: „Umywaj nogi ludziom, nie wyciągaj swoich, aby ci myli…!”. Za dar święceń prezbiteratu o. Łukasza Barana CSsR i o. Michała Wielgusa CSsR, Bogu niech będą dzięki!

br. Adam Dudek CSsR

Psim szlakiem

Ta historia nadaje się na film. Od razu uprzedzam drogi czytelniku, że nie dało się krócej o tym napisać. Zresztą w miarę lektury sam się przekonasz… Poranek 20 maja, pobudka, droga na pociąg i wyjazd do stacji Bobowa o godz. 5:57. Tak zaczęła się wyjątkowa podróż do wspaniałych ludzi, do piękna natury, do nowej, wyjątkowej przyjaźni…

Gościnność z jaką nas przyjęto jest godna podziwu. Wszystko za sprawą Bartka – młodego, pełnego inicjatywy młodzieńca. To on wpadł na pomysł „Majówki z redemptorystami” w kościele rektoralnym w Sędziszowej k. Siedlisk bobowskich. Kościółek uroczy, zabytkowy. Miejscowy duszpasterz i zarazem rektor tegoż kościółka – ks. Jacek – zrobił na nas bardzo dobre wrażenie: przywitał, ugościł, a przede wszystkim dał świadectwo księdza bliskiego powierzonym sobie ludziom. Ale na razie wróćmy do początku naszej przygody, bo „Majówka z redemptorystami” (Bartek zrobił nawet plakaciki!) miała miejsce dopiero wieczorem. Pozostałą część dnia przeznaczyliśmy na trasę Sędziszowa – wieża widokowa w Bruśniku – Skamieniałe Miasto w Ciężkowicach.

Na początek szlaku ze stacji Bobowa podwiózł nas Bartek razem ze swoim tatą. Było nas pięciu – Tymoteusz Macioszek, Karol Łukaszczyk, Jakub Gościński, Sławomir Wardzała i Grzegorz Pruś (ten ostatni podjął zaproszenie Bartka i nas zorganizował). Ruszyliśmy pełni zapału. Początek trasy prowadził przez Drogę krzyżową wykonaną przez miejscowego rzeźbiarza – znaleźliśmy na niej cytat z naszego Założyciela: „Kto się modli ten się zbawi, kto się nie modli ten się potępi”. Pokrzepieni tym soczystym cytatem zmierzaliśmy w stronę wieży w Bruśniku. Niestety pobłądziliśmy… Z pobliskiej chaty wyłonił się rudy, wąsaty pan. Wskazał nam drogę, ale zaznaczył, że gdy dojdziemy do mostu dalej sami będziemy musieli kombinować – tak też było! Most się znalazł i w dalszą drogę ruszyliśmy instynktownie pod górę, bo wieża miała być za górą… Niedługo po tym znów nabraliśmy wątpliwości: Którędy?! Wtem z lasku naprzeciw nas wybiegły dwie sarny – podążyliśmy za nimi i to był strzał w dziesiątkę. Dotarliśmy do jakiejś zgrabnej betonowej drogi, w oddali dumnie prezentowała się wieża. Ruszyliśmy za drogą i znów wątpliwości… I tutaj drogi czytelniku rozpoczyna się przełom tej wyprawy, do tej pory dosyć konwencjonalnej (o ile chodzenie śladem saren można za takie uznać). Jeżeli umieszczone na początku tej notki sformułowanie „nowa, wyjątkowa przyjaźń” zaintrygowało Cię, to teraz rozpoczyna się ten wątek.

Jakieś 30 m od nas, w przeciwnym kierunku, podążał szacowny gospodarz z dwiema krowami i małym, białym psem. Minęliśmy się. Chwilę później, gdy przedzieraliśmy się przez jakieś pole zastanawiając się jak znaleźć drogę do wieży, mały, biały pies podszedł do nas.  Miał w sobie jakiś urok, który dawał pociechę. Kilka głaśnięć na powitanie i psiak ruszył przed nami. „Poszliśmy za sarnami i opłaciło się, czemu nie zaryzykować teraz?” – pomyśleliśmy i ruszyliśmy za małym, białym przewodnikiem. I tym razem nie zawiedliśmy się – dotarliśmy na wieżę, w międzyczasie coraz bardziej przywiązując się do nowego towarzysza.

Pokrzepieni wspaniałą panoramą, widoczną z wieży, obraliśmy kolejny cel – Ciężkowice. Jednakże do naszych głów coraz mocniej docierał niepokój, który koniec końców pojawił się na ustach: „Ten mały musi wrócić do siebie!” Postanowiliśmy złamać własne serca i zbiorowo spłoszyć uroczego psiaka, który nie chciał nas opuścić. Krzyk, groźne miny i kij w ręku, a w sercu ból. No cóż, to dla jego dobra… Pies po długim odganianiu, ze spuszczonymi uszami i oczami wielkimi jak księżyc w pełni, odszedł. To była trudna decyzja, ale 5 dorosłych mężczyzn musiało podjąć odpowiedzialną decyzję! Kilkaset metrów dalej mały wrócił, a 5 dorosłych mężczyzn nie miało serca płoszyć go po raz kolejny…

Tak dotarliśmy do Ciężkowic. W międzyczasie nasz towarzysz gonił pociąg, ptaka lecącego 20 m nad nim i pływał w wielkiej kałuży sądząc, że kamień który tam wrzuciliśmy jest jadalny… Na rynku w Ciężkowicach spotkaliśmy naszych dwóch współbraci, którzy zmierzali na „Majówkę z redemptorystami” inną drogą – Ireneusza Krzywonia i diakona Łukasza Barana. Wspólnie zjedliśmy obiad, a mały, biały pies ganiał przejeżdżające autobusy skupiając na sobie serdeczną uwagę okolicznych gapiów. Widocznie ten psiak po raz pierwszy opuścił swoją wioskę, nie przywykł zatem do miejskich zwyczajności. Rozstając się na krótki czas z napotkanymi współbraćmi wkroczyliśmy do Skamieniałego Miasta – po jego pokonaniu miał przyjechać po nas Bartek z tatą. To rodziło pytania: „Jak rozstać się z tym małym?” Byliśmy już gotowi wziąć go z nami! Te rozważania przerwało nieprzyjemne wydarzenie.

Z naprzeciwka wyłoniło się małżeństwo z dzieckiem i ogromnym owczarkiem niemieckim. Mały, biały pies jak dziecko we mgle, zupełnie nie zdając sobie sprawy, że ów wilczur z łatwością by go rozszarpał, zaczął obwąchiwać go tu i tam. Wilczur wystawił zęby, zaczął się burzyć, właścicielka z trudnością próbowała go utrzymać. Jej męża stojącego obok zamurowało. Pies ogonem wywrócił dziecko – płacz! My w panice, ruszyliśmy na pomoc, a mały, biały pies w najlepsze delektował się nowo napotkanym „afrodyzjakiem”… Dopiero siłą udało się przekonać psiaka, żeby przestał i sytuacja została jakoś zażegnana.

Gdy dotarliśmy na koniec szlaku Skamieniałego Miasta nasze rozterki osiągnęły punkt kulminacyjny. Bartek z tatą byli już w drodze, a mały za nic nie chciał nas zostawić. Transport zajechał, otworzyliśmy drzwi, kilku z nas już było w środku, a maleńki kręcił się czekając na swoją kolej wsiadania… Wtem z lasu wyszła wspomniana już rodzinka z psem! Nasz towarzysz bez chwili wahania ruszył w ich stronę, wilczur wyszczerzył kły, właścicielka się wściekła, jej mąż na nas krzyknął i wtedy padło kluczowe zdanie. Wypowiedział je jeden z nas – Sławek. To zdanie nas otrzeźwiło. Pomogło zobaczyć fakty oddzielone od tumanów emocji piętrzących się w nas podczas tej wyprawy. „To nie jest nasz pies!” i zdenerwowany pan musiał odpuścić. Z wnętrza aut, które wiozły nas do Sędziszowej widzieliśmy już z daleka wściekłego owczarka niemieckiego, poirytowaną właścicielkę i małego, białego psa, który zdawał się widzieć przed sobą uśmiechniętego przyjaciela, któremu właściciele nie pozwalają wyrazić czułości względem niego… Drogi czytelniku, to jeszcze nie koniec historii związanej z naszym nowym przyjacielem. Jeszcze do niej powrócę. Ale póki co przejdę do wspaniałych wydarzeń w Sędziszowej.

Ksiądz Jacek powierzył nam prowadzenie majówki, a także przewodniczenie Mszy Świętej – dołączył do nas na miejscu o. Artur Pruś CSsR. Łukasz Baran wygłosił kazanie na nabożeństwie majowym przedstawiając słuchaczom kim są redemptoryści. Irek zagrał na organach, a Tymek na gitarze, reszta współbraci wspierała śpiewem. Zgromadziło się sporo dzieci, młodzieży, nie zabrakło oczywiście dorosłych. Ojciec Artur nawiązał do historii swojego życia – w tym kościółku był chrzczony, odprawiał w nim także Mszę prymicyjną. W homilii zachęcił wszystkich do podjęcia misji głoszenia Jezusa w świecie.

Następnym punktem był mecz w piłkę nożną: klerycy kontra chłopaki z Sędziszowej. Walka była wyrównana, ale nasi miłosierni przeciwnicy pozwolili nam wygrać (hehe:P). Dookoła boiska tętniło życiem, ks. Jacek i o. Artur grali w siatkę z dziećmi i młodzieżą, a miejscowi gapie przyglądali się walce na boisku. Po rozgrywkach ruszyliśmy na wspólną agapę przy kiełbasce i wyśmienitym cieście. Nie zabrakło śpiewu i zabawy – panowała wspaniała atmosfera.

I tutaj wraca temat naszego psiaka. Jedna z dziewczyn posługująca przy stołach miała koszulkę z napisem: I love dogs more than people (Kocham psy bardziej niż ludzi). Nie chcę wchodzić w polemikę z tym napisem, chodzi bardziej o przypadkową rozmowę, która wywiązała się miedzy nią, a jednym z naszych współbraci. Ten ostatni pokazał jej zdjęcie „niespodzianki” naszej wyprawy, uroczego czworonoga, przez którego o mało co nie nabawiliśmy się nerwicy. „To pies mojego sąsiada! Mówił, że widział dziś grupę mężczyzn wędrujących po polu.”

Mamy głęboką nadzieję, że mały, biały pies odnalazł drogę do domu. A tymczasem towarzyszy nam ciągłe napięcie. Każdego dnia bowiem w drzwiach naszego klasztoru może pojawić się właściciel zaginionego psa z kosą w ręku, która bynajmniej nie posłuży mu do koszenia trawy…

br. Tymoteusz Macioszek CSsR

Pierwsza profesja u redemptorystek

Majówka? A może coś więcej… Czy chcesz…? Tak, chcę!

20 maja w Bielsku Białej w klasztorze sióstr redemptorystek s. Alla Kapush, pochodząca z Ukrainy złożyła swoją pierwszą profesję zakonną.

Skąd ten tytuł? Oddanie się Bogu poprzez profesję zakonną jest zawsze czymś wyjątkowym, a delegacja naszej seminaryjnej wspólnoty wraz z ojcem prefektem w ramach majówki studentatu miała okazję w takiej uroczystości uczestniczyć. Jednym z najważniejszych elementów obrzędu profesji zakonnej jest pytanie – czy chcesz… ślubować czystość, ubóstwo i posłuszeństwo? Tak, chcę! Siostra Alla Kapush, wypowiedziała swoje TAK Jezusowi wobec całego Kościoła. Złożyła pierwsze śluby zakonne. Jak to powiedział kaznodzieja – o. Jacek Dembek CSsR – podjęła decyzję.

Siostra w obecności wspólnoty sióstr redemptorystek oraz wszystkich zgromadzonych ślubowała Bogu na trzy lata czystość, ubóstwo i posłuszeństwo. Uroczystej Mszy Św. przewodniczył ks. bp Roman Pindel – ordynariusz bielsko-żywiecki. Zgromadzeni byli także kapłani i współbracia redemptoryści. Przełożonego Prowincji Warszawskiej reprezentował o. Janusz Urban CSsR – radny prowincjalny, zaś Przełożonego Prowincji Lwowskiej  – o. Ivan Horban CSsR. Nasi klerycy wspierali siostry podczas liturgii poprzez śpiew liturgiczny oraz posługę przy ołtarzu. We wspólnej modlitwie towarzyszyła mama, najbliższa rodzina i przyjaciele siostry neoprofeski. Po skończonej liturgii siostry zaprosiły wszystkich zgromadzonych na radosne świętowanie do sali klasztornej. Ponadto w uroczystości wzięły udział świeckie osoby współpracujące z seminarium, których świadectwa są zamieszczone poniżej.

Bogu niech będą dzięki za dar powołań, jakimi nieustannie obdarza Kościół, a szczególnie wdzięczni jesteśmy za dar powołania siostry Ally i za całą wspólnotę sióstr redemptorystek.

br. Paweł Głodowicz CSsR


Świadectwa

Uroczystość pierwszych ślubów zakonnych siostry Ally, w której mogłam uczestniczyć była przepełniona emocjami, wzruszeniami ale  też ogromną, szczerą radością. To było moje pierwsze spotkanie z siostrami redemptorystkami, które swoją otwartością, optymizmem i radością życia zarażają wszystkich wokół siebie. Siostry z cierpliwością opowiadały nam o swoim życiu zakonnym, charyzmacie i klasztorami poza granicami Polski, a my z otwartością serca pochłaniałyśmy całą wiedzę. Siostry przede wszystkim urzekły mnie swoim „Zakochaniem się” w Panu Jezusie, otwartością na drugiego człowieka a zarazem wielką wrażliwością. Śluby Siostry Ally dokładnie obrazują wielką miłość do Pana Boga i zauroczenie się w Jego Miłosierdziu w całości. Ja, dziękuję Panu Bogu za ten wspaniały dzień, niezapomnianą uroczystość i oczywiście za Siostry, które sprawiły że chce się do nich powracać i zagłębiać w ich codziennym życiu.

Joanna Krzywoń


W  sobotę 20 maja mogłam uczestniczyć w uroczystości pierwszych ślubów zakonnych siostry Ally Kapush. Tak wiele się działo podczas tego  wydarzenia…. Kiedy tylko tam przyjechaliśmy siostry przyjęły nas z wielkim uśmiechem, ugościły nas po królewsku pysznym obiadem i wspaniałym deserem! Pamiętam te rozmowy przy stole, zasypywałyśmy siostry pytaniami, biedne musiały się z nimi zmagać. Tyle energii i pozytywnych emocji od nich zaczerpnęłam . Podczas mszy nie zabrakło wzruszeń – tyle się podczas niej działo…. Mam nadzieję, że wizyta w zakonie sióstr redemptorystek nie była ostatnią i jeszcze będzie dane mi tam pojechać. Siostry mimo klauzury, są bardzo otwarte na ludzi, miałam ochotę je wszystkie wyściskać. Habit redemptorystek jest czymś co je wyróżnia, nie mogłam się na napatrzeć na niego… Bardzo się cieszę, że mogłam zobaczyć i przeżyć tę uroczystość. Już nie mogę się doczekać ponownego spotkania z nimi.

Katarzyna


Zdjęcia udostępnione przez p. Małgorzatę Batko

Majówka z „Nadzieją”

„Nadzieja” to nazwa stowarzyszenia pomagającego osobom niepełnosprawnym w pełniejszym funkcjonowaniu w społeczeństwie. Wydarzenia kulturalne i religijne oraz różne wyjazdy i pielgrzymki mają na celu integrację podopiecznych z innymi osobami.

Jedną z takich właśnie inicjatyw był trzydniowy wyjazd do Gródka nad Dunajcem. Odbył się on w dniach od 19 do 21 maja. Wzięło w nim udział około siedemdziesięciu osób, wśród nich byli również wolontariusze, do grona których należą osoby świeckie oraz klerycy Wyższego Seminarium Redemptorystów w Tuchowie.

W czasie, który spędziliśmy w uroczym miejscu nad Jeziorem Rożnowskim, mieliśmy okazję lepiej poznać i zrozumieć codzienne funkcjonowanie osób niepełnosprawnych. Doświadczyć barier jakie muszą pokonywać, ale także życzliwości, jaka płynie ze strony innych ludzi w ich kierunku. Wspólna modlitwa, posiłki i spędzanie wolnego czasu przyczyniły się także do poznania rodziców i rodzeństwa osób, z którymi pracujemy w ciągu roku.

Dostrzeżenie dobra w najmniejszym uśmiechu, znalezienie szczerości w szeroko otwartych oczach to domena tych wyjątkowych osób. Dając im swoją obecność uczyliśmy się wzajemnie tego jak żyć szczęśliwie i radośnie oraz jak swoje ograniczenia przekuwać w cechy mogące rozwijać nasze człowieczeństwo.

br. Paweł Orzeł CSsR